<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874</id><updated>2012-02-16T16:43:10.503+01:00</updated><category term='ciekawostki'/><category term='plaża'/><category term='Amsterdam'/><category term='Morze Tasmana'/><category term='Dania'/><category term='Denmark'/><category term='wedding'/><category term='Lake Brunner'/><category term='New Zealand'/><category term='Waimakariri River Valley'/><category term='wyspa'/><category term='Asia'/><category term='morze'/><category term='hindu'/><category term='Kahutea Col'/><category term='New Brighton'/><category term='Skærbæk'/><category term='Szarża'/><category term='ślub'/><category term='Fænø Kalv'/><category term='kulinaria'/><category term='Poland'/><category term='wstrząsy wtórne'/><category term='Lille Bælt'/><category term='Aalborg'/><category term='farma wiatrowa'/><category term='Pacyfik'/><category term='uchatki'/><category term='Indie'/><category term='Fish and Chips'/><category term='Canterbury'/><category term='Hanmer Springs'/><category term='Essex'/><category term='Łyna'/><category term='góry'/><category term='port'/><category term='Barker Hut'/><category term='Greymouth'/><category term='kajak'/><category term='India'/><category term='konie'/><category term='opos'/><category term='trekking'/><category term='White Glacier'/><category term='diamenty'/><category term='Toskania'/><category term='Italy'/><category term='West Coast'/><category term='lodowiec'/><category term='jaskinia'/><category term='Christchurch'/><category term='Polska'/><category term='kuchnia'/><category term='Nowa Zelandia'/><category term='kajakarstwo morskie'/><category term='wiatrak'/><category term='biwak'/><category term='Cave Stream'/><category term='jeździectwo'/><category term='Tasman Sea'/><category term='karnawał'/><category term='couchsurfing'/><category term='Akaroa'/><category term='carnival'/><category term='Uttar Paradesh'/><category term='Wesele'/><category term='Alpy Południowe'/><category term='Zatoka Pegaza'/><category term='United Kingdom'/><category term='The Netherlands'/><category term='White River Valley'/><category term='Włochy'/><category term='Ocean Spokojny'/><category term='Indian cuisine'/><category term='Arthur&apos;s Pass'/><category term='owca'/><category term='Crow Glacier'/><category term='trzęsienie ziemi'/><title type='text'>Kartki z podróży / Travel Cards</title><subtitle type='html'>… zdjęcia i relacje z podróży bliżej i dalej / photos and stories from our journeys</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>35</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-4878047710377380585</id><published>2012-01-24T13:55:00.000+01:00</published><updated>2012-01-30T15:00:09.265+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Indie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Indian cuisine'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='India'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kulinaria'/><title type='text'>Indie od kuchni / Indian Cuisine</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;[scroll down for English]&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Bogactwo smaków kuchni indyjskiej poznałam jeszcze w Danii, dzięki znajomym z Indii, którzy tu mieszkają. Oni zwykli mawiać, że kuchnia europejska jest pozbawiona smaku i z tęsknoty za domowymi potrawami brali się za gotowanie. Miałam też okazję skosztować indyjskiej kuchni w hinduskich restauracjach, ale zarówno na Nowej Zelandii, jak i tu, w Europie, potrawy te nie dorównywały jakości dań serwowanych w Indiach.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywisty jest fakt, że Indie to kraj ogromny i zróżnicowany etnicznie, a także kulturowo, dlatego tradycje kulinarne są także zróżnicowane. W tym poście postaram się brzybliżyć kuchnię z regionu północno-zachodniego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze cztery dni naszego pobytu w Indiach spędziliśmy w wiosce położonej ok. 150 km na wschód od New Delhi - w rodzinnym domu naszego znajomego, który zaprosił nas na swój ślub. Rodzina Yasha jest tradycyjna pod każdym względem, dlatego w domu naszego przyjaciela nie jada się mięsa ani jaj, ani żadnej potrawy zawierającej składniki, które wymagałyby uśmiercenia zwierzęcia. Białko jest dostarczane organizmowi w postaci warzyw strączkowych i produktów mlecznych. Ciecierzyca i soczewica to podstawy tworzące prostą, smaczną i zdrową kuchnię. Węglowodanów dostarcza ryż oraz placuszki z mąki i wody - &lt;i&gt;roti &lt;/i&gt;albo &lt;i&gt;paratha&lt;/i&gt;. Roti są płaskie jak naleśniki, ale troszkę mniejsze. Nagarnia się nimi ryż i sosy, zatem zastępują one sztućce - w Indiach jada się rękami i nie jest to wcale takie łatwe dla kogoś, kto całe życie posługuje się nożem i widelcem. W restauracjach jako dodatek do potraw z ryżem podaje się też &lt;i&gt;naan &lt;/i&gt;- to gruby, wydłużony płaski chlebek, który dobrze smakuje z rostopionym masłem i czosnkiem. &lt;i&gt;Naan &lt;/i&gt;jest na tyle sycący, że na mniejszy apetyt może służyć jako potrawa sama w sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-a7A_h-25YII/Tx6gwPFgqPI/AAAAAAAAEKo/oKqtsEZgyYE/s1600/_MG_4911_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-a7A_h-25YII/Tx6gwPFgqPI/AAAAAAAAEKo/oKqtsEZgyYE/s640/_MG_4911_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kobieta wałkuje ciasto na parathę /&lt;br /&gt;Woman rolling out paratha&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-hsR835SWMJs/Tx6gxsryURI/AAAAAAAAEKw/7ASKKOAmyzk/s1600/_MG_4918_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-hsR835SWMJs/Tx6gxsryURI/AAAAAAAAEKw/7ASKKOAmyzk/s640/_MG_4918_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Paratha&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-FNinL67H_ZA/Tx6guhow-ZI/AAAAAAAAEKg/PVC05eLOgy8/s1600/_MG_4902_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-FNinL67H_ZA/Tx6guhow-ZI/AAAAAAAAEKg/PVC05eLOgy8/s640/_MG_4902_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kucharz w domu Tyagich przygotowuje parathę /&lt;br /&gt;The cook is frying paratha&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Paratha to dwa placki złączone razem. Pomiędzy plackami znajduje się farsz, którego skład zależy od inwencji kucharza, ale najczęściej są to zmiażdżone warzywa (kalafior, cebula, ziemniaki). Potrawy przygotowane przez naszych gospodarzy są łagodne w smaku i proste w formie. Dla amatorów czegoś ostrzejszego podaje się pikle - cytrusy zamarynowane w bardzo ostrej zalewie. Kawałek pikla nakłada się na talerz i drobi na malutkie kawałki, aby powoli dozować sobie ten dodatek w czasie posiłku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie przyjęcia weselnego oraz ceremonii organizowanej dzień wcześniej serwuje się potrawy bardziej urozmaicone w smaku i znacznie bardziej pikantne. Moim ulubionym daniem stał się &lt;i&gt;palak paneer&lt;/i&gt;, który nasz przyjaciel przygotowywał jeszcze w Danii. Jest to potrawa składająca się ze szpinaku, pomidorów oraz twardego sera przypominającego fetę - &lt;i&gt;paneer&lt;/i&gt;. W Indiach miałam okazję spróbować jeszcze kilka wariacji tej potrawy. Generalnie wszystko, co miało w wśród składników &lt;i&gt;paneer&lt;/i&gt; pochłaniałam bez zastanowienia. W restauracjach McDonald'a można dostać vegetariańską kanapkę, która zamiast burgera zawiera solidny plaster paneer. Niestety nie było mi dane spróbować, gdyż wówczas pomyślałam, że byłoby to kulinarnym przestępstwem odwiedzać sieciówkę, gdyż restauracje te serwują to samo jedzenie na całym świecie. Pomyliłam się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-uYGM7UgmYDY/Tx6hKv0UTxI/AAAAAAAAEK4/DXvKKQjz1Mc/s1600/_MG_3565_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-uYGM7UgmYDY/Tx6hKv0UTxI/AAAAAAAAEK4/DXvKKQjz1Mc/s640/_MG_3565_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Śniadanie na ciepło - basmati z ciecierzycową kluską /&lt;br /&gt;Our lunch - basmati rice with chickpea ball&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-jRluopS1H3E/Tx6hLnC5JII/AAAAAAAAELA/Xvml8LeEHdE/s1600/_MG_3733_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-jRluopS1H3E/Tx6hLnC5JII/AAAAAAAAELA/Xvml8LeEHdE/s640/_MG_3733_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Jednorazowe talerzyki są wykonane z liści bananowca /&lt;br /&gt;Disposable plates are made of banana leaves&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-sH9qa01H-j8/Tx6hNBQEfwI/AAAAAAAAELI/KMLSbetYo9w/s1600/_MG_3743_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-sH9qa01H-j8/Tx6hNBQEfwI/AAAAAAAAELI/KMLSbetYo9w/s640/_MG_3743_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kucharz zmaży dosy - rodzaj naleśników /&lt;br /&gt;The cook is making dosa - a sort of pancakes&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-JgvJseDOLT0/Tx6hOcD16VI/AAAAAAAAELQ/jBI1qCJOOw4/s1600/_MG_5232_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-JgvJseDOLT0/Tx6hOcD16VI/AAAAAAAAELQ/jBI1qCJOOw4/s640/_MG_5232_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="text-align: left;"&gt;Palaak Paneer&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-nYOGUw1G5pQ/Tx6hPYzYLUI/AAAAAAAAELY/H9akpVyaGh4/s1600/_MG_5237_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-nYOGUw1G5pQ/Tx6hPYzYLUI/AAAAAAAAELY/H9akpVyaGh4/s640/_MG_5237_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-3CWhN-WjcPk/Tx6hQm_T3LI/AAAAAAAAELg/D5RZueZMDNM/s1600/_MG_5240_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-3CWhN-WjcPk/Tx6hQm_T3LI/AAAAAAAAELg/D5RZueZMDNM/s640/_MG_5240_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Odświeżacz oddechu - kminek zmieszany z bryłkami cukru /&lt;br /&gt;Breathe refreshment - cumin and sugar&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-xBD-6C6JQJw/Tx6knIuedSI/AAAAAAAAEMw/AxeBzpm61l0/s1600/_MG_3753_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-xBD-6C6JQJw/Tx6knIuedSI/AAAAAAAAEMw/AxeBzpm61l0/s640/_MG_3753_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Czasami trudno powiedzieć czy jedzona potrawa to deser czy wytrawna przekąska,&lt;br /&gt;ponieważ kompozycje smakowe łączące słodycz i słony smak są dość często spotykane /&lt;br /&gt;Sometimes it is difficult to classify dishes to desserts or&amp;nbsp;appetizers&amp;nbsp;because sweet, salt and sour are&lt;br /&gt;commonly combined&amp;nbsp;together.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Do ciepłych dań podaje się też surowe warzywa w postaci sałatki - pomidory, ogórki, cebulę i rzodkiew pokrajaną w plastry układa się na talerzu i oto cały przepis. Ogromne znaczenie ma smak tych warzyw - ogórek jest bardzo aromatyczny, niemalże jak melon, a pomidory mięsiste i słodkie, przypominają smak pomidorów malinowych. Do posiłku pije się wodę, a po nim aromatyczną herbatę z przyprawami i mlekiem - w Europie znają jako chai latte. Herbata jest niesamowicie słodka i bardzo mleczna, bo w domu Yasha dodaje się świeże, niepasteryzowane i tłuste mleko. Kilka kawałków usmażonego ciasta i taka herbata popijana na ganku w rześki i mglisty poranek to cudowny początek aktywnego dnia. Zwyczaj zaparzania takiej herbaty przeniosłam do domu i służy mi ona jako zastrzyk energii zamiast kawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-jIbDBhyAkB4/Tx6iYUy8hgI/AAAAAAAAELo/7NMDUDp7oME/s1600/_MG_3942_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-jIbDBhyAkB4/Tx6iYUy8hgI/AAAAAAAAELo/7NMDUDp7oME/s640/_MG_3942_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Rasgulla, smażone ciasto i herbata z mlekiem - śniadanie /&lt;br /&gt;Rasgulla, home made snacks and Indian tea&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-MluexLo6MS8/Tx6iZkZAhcI/AAAAAAAAELw/8wtcjFjbmz8/s1600/_MG_4927_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-MluexLo6MS8/Tx6iZkZAhcI/AAAAAAAAELw/8wtcjFjbmz8/s640/_MG_4927_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Herbata z mlekiem i przyprawami /&lt;br /&gt;Indian tea with milk and spices, sometimes called chai latte&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oto jak przyrządzić herbatę po indyjsku. Podaję składniki na ok. 4 małe filiżanki albo dwa solidne kubasy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;0,5 l wody&lt;br /&gt;250 ml pełnotłustego mleka&lt;br /&gt;1 czubata łyżka czarnej herbaty liściastej (ja używam earl grey)&lt;br /&gt;2 goździki&lt;br /&gt;ok 2 cm. kory cynamonowej&lt;br /&gt;pół łyżeczki zmielonego kardamonu&lt;br /&gt;pół łyżeczki zmielonego imbiru&lt;br /&gt;cukier&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyprawy utłuc w moździerzu. Wodę zagotować z przyprawami ok. 5 minut. Następnie zdjąć z ognia i dosypać herbatę, poczekać aż naciągnie i dolać mleko, ponownie zagotować. Posłodzić wedle uznania, jednak nie radzę sobie żałować. Prawdziwa herbata po indyjsku jest pieruńsko słodka. Mleko też powinno być pełnotłuste - inaczej napój ma zupełnie inny smak. Nie jest to herbata dietetyczna, to fakt. Zamiast mielonych przypraw lepiej jest użyć świerzych, w całości i utłuc je w moździerzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ozGsI4MtVfE/Tx6i2hEAILI/AAAAAAAAEL4/O5XITkY851M/s1600/IMG_4834_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-ozGsI4MtVfE/Tx6i2hEAILI/AAAAAAAAEL4/O5XITkY851M/s640/IMG_4834_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Rada - siostra naszego przyjaciela przygotowuje herbatę /&lt;br /&gt;Rada - our host's sister is preparing tea&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-sLRJm07b7XQ/Tx6i3xirKZI/AAAAAAAAEMA/ssY4VCmF2lw/s1600/IMG_4839_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-sLRJm07b7XQ/Tx6i3xirKZI/AAAAAAAAEMA/ssY4VCmF2lw/s640/IMG_4839_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Napar herbaciany musi się zagotować razem z mlekiem /&lt;br /&gt;Tea leaves are boiled with spices and milk&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-U0FVOCeRSiQ/Tx6i5uupmtI/AAAAAAAAEMI/a439wKSLDvw/s1600/IMG_4845_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-U0FVOCeRSiQ/Tx6i5uupmtI/AAAAAAAAEMI/a439wKSLDvw/s640/IMG_4845_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Na koniec trzeba tylko odcedzić przyprawy i fusy /&lt;br /&gt;Then you have to drain leaves and spices&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Desery i słodkości to temat szczególnie bliski mojemu podniebieniu, albowiem otwarcie przynam, że jestem łakomczuchem. Większość słodyczy wyrabia się na bazie mleka i cukru trzcinowego. Słodkości pokrojone w kostkę i aromatyzowane kardamonem przypominają kruche krówki. A te w formie kulek, z dodatkiem kokosa albo szafranu kojarzą się z czekoladkami rafaello. Zamiast twardych karmelków do ssania, przygotowuje się śnieżnobiałe słodycze z drobnego cukru, które smakują jak cukrowe baranki. W ramach przekąski jada się &amp;nbsp;ryż preparowany albo chrupki z mąki ryżowej. Na szczególną uwagę zasługują twarde mleczne lody nazwane kulfi. W Padli jest jeden mężczyzna, który trudni się wyrabianiem kulfi. Pewnego wieczoru zjawia się w domu naszego przyjaciela, z drewnianym kuferkiem, który pełni funkcję przenośnej lodówki. Gruby materiał i kilka warstw gazet chroni lodową bryłę przed roztopieniem. Trudno jest opisać konsystencję kulfi. Jest to dość gęsty i zwarty deser, bardzo tłusty i kremowy. Kulfi aromatyzuje się kardamonem i pistacjami, a także wodą różaną. Innym deserem, który przypadł nam do gustu to rasgulla - kulki z semoliny i sera, zalewane syropem cukrowym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7MNsLlteeYg/Tx6jc89Qs_I/AAAAAAAAEMQ/CUHyQXcUUb4/s1600/_MG_4971_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-7MNsLlteeYg/Tx6jc89Qs_I/AAAAAAAAEMQ/CUHyQXcUUb4/s640/_MG_4971_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Cukierek / A bonbon&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-MHk2HmcRuFc/Tx6jo2UbxQI/AAAAAAAAEMg/_kDNtRnMH4c/s1600/DSC01053_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-MHk2HmcRuFc/Tx6jo2UbxQI/AAAAAAAAEMg/_kDNtRnMH4c/s640/DSC01053_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Przenośna "lodówka" a w środku kulfi / Portable "fridge" with kulfi&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-NDvB5Rdw1Fc/Tx6jevUaO0I/AAAAAAAAEMY/amMe3BVhbgI/s1600/DSC01070_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-NDvB5Rdw1Fc/Tx6jevUaO0I/AAAAAAAAEMY/amMe3BVhbgI/s640/DSC01070_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kulfi&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-YgY93jBBNPs/Tx6kDbMZjWI/AAAAAAAAEMo/dav35kzfS0E/s1600/_MG_4931_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-YgY93jBBNPs/Tx6kDbMZjWI/AAAAAAAAEMo/dav35kzfS0E/s640/_MG_4931_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ryż prażony / Rice snack&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;W miastach popularnym zwyczajem jest stołować się na ulicy. Punkty gastronomiczne na targach i w pobliżu atrakcji turystycznych oferują ciepłe i pikantne posiłki. Potrawy serwowane w hotelach są natomiast bliższe standardom kuchni indyjskiej w Europie. Warto pamiętać wybierając się do Indii, że w kraju tym obecna jest zupełnie inna flora bakteryjna, do której nasze organizmy nie są przystosowane. Jeśli nie posiadamy medykamentów chroniących nasz układ pokarmowy przed nieproszonymi bakcylami, szybko utracimy apetyt i nawet najlepsze przysmaki kuchni indyjskiej nie będą nam smakować. My także pod koniec naszej wyprawy zatęskniliśmy za prostymi smakami kuchni polskiej, a kotlet mielony z ziemniakami stał się szczytem kulinarnych tęsknot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-PtVsrT1ZVnU/Tx6pPcFjokI/AAAAAAAAENg/ibGTvchC3Sw/s1600/_MG_5054_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-PtVsrT1ZVnU/Tx6pPcFjokI/AAAAAAAAENg/ibGTvchC3Sw/s640/_MG_5054_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kucharz na zewnątrz baru, w którym jedliśmy w drodze z Padli do Agry; tam gdzie nie ma turystów, nie ma też potrzeby&lt;br /&gt;urządzania punktów gastronomicznych na modłę zachodnią; goście mogą zjeść na plecionych ławkach z kawałkiem deski zamiast stołu /&lt;br /&gt;The cook is working outside the bar, where we ate on the way to Agra; in places where tourists usually don't come&lt;br /&gt;there is no need to arrange restaurant space in a western style; guests can sit on basket-work benches; one peace of wood is fine to serve as a table&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Amatorom kulinarnych wrażeń i egzotycznych smaków polecam kuchnię indyjską z całego serca. Jeśli lubicie gotować, to zapewniam, że przy pomocy prostych składników i odpowiednio dobranych przypraw można wyczarować na talerzu iście kulinarne cudo. Tych, którzy do kuchni wchodzą tylko po herbatę wysyłam zaś do restauracji. Smacznego :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-oSZbtBhqBcg/Tx6lWk0SHbI/AAAAAAAAENI/a-ylVK5OOFc/s1600/_MG_4028_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-oSZbtBhqBcg/Tx6lWk0SHbI/AAAAAAAAENI/a-ylVK5OOFc/s640/_MG_4028_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Piec do wyrabiania ghee - tłuszczu z mleka krowiego / The oven used to prepare ghee&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zAroPGtHlS0/Tx6lTvkWeRI/AAAAAAAAEM4/SXKEQPirFuo/s1600/_MG_3672_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://1.bp.blogspot.com/-zAroPGtHlS0/Tx6lTvkWeRI/AAAAAAAAEM4/SXKEQPirFuo/s640/_MG_3672_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Paliwo :) / Fuel&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-G42sNSaI_mI/Tx6lYIN_pHI/AAAAAAAAENQ/jvpi1iV8YTU/s1600/_MG_4941_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-G42sNSaI_mI/Tx6lYIN_pHI/AAAAAAAAENQ/jvpi1iV8YTU/s640/_MG_4941_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Bratowa i kobiety z rodziny a także sąsiadki, które na czas ślubu pomagają w domu; w tle otwarta kuchnia, używana w porze&lt;br /&gt;suchej /&lt;br /&gt;Yash's sister-in-law, women from family and&amp;nbsp;neighbors, who helped in the house on wedding time&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kDxxVLmqaIk/Tx6laPdiEJI/AAAAAAAAENY/1uZUqaL8lNo/s1600/DSC01046_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-kDxxVLmqaIk/Tx6laPdiEJI/AAAAAAAAENY/1uZUqaL8lNo/s640/DSC01046_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kobiety noszą piękne kolorowe stroje, nawet gdy pracują&lt;br /&gt;/ Women wear colorful outfit even when they work in the kitchen&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-FIiXRWa87YA/Tx6lVJW8MCI/AAAAAAAAENA/j4gK8VFEdTw/s1600/_MG_3994_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-FIiXRWa87YA/Tx6lVJW8MCI/AAAAAAAAENA/j4gK8VFEdTw/s640/_MG_3994_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kuchnia / The kitchen&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;I have had&amp;nbsp;occasion&amp;nbsp;to taste Indian cuisine before I went to India thanks to my Indian friends who live here. They used to say that European cuisine is tasteless so they started to cook, even though they have never done it before. I have also eaten in many Indian restaurants, but these dishes &amp;nbsp;cannot be compared to original Indian cuisine, which I have tried in India.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;It is obvious that India is a huge country with different ethnicity and culture, therefore cuisine varies in different regions. In this post I'm going to describe cuisine in northern part of the country.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;First four days of our stay in India we spent at our friend's family house, in a small village called Padla, which is situated around 150 km far from New Dehli. Yash's family is very traditional, in many ways, which also means that they don't eat meat or any ingredients which are associated with killing an animal (including eggs). Proteins in their diet come from leguminous plants (bean, chickpea, lentil) or from dairy products. Vegetables combined with cereal products (all kind of breads), dairy products (cheese, milk fat) and rice, together with aromatic spices make very tasty and healthy cuisine.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;If you are in India, forget about cutlery. You can help yourself with tasty bread - naan, roti or paratha. These breads are mostly made of different kind of flour, baked or fried. Can be served with butter and seasoned with garlic. People tear of a piece of bread, use it to rake food on the plate, make a small wrap and put into their mouth. It is not so easy for those who were taught to eat with fork and knife, but with a little practice it can be done. I especially like naan, which is thick and nourishing, and it's available here in Denmark too. For people with smaller appetite naan can be eaten as a dish as itself, heated in oven with melted butter.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paratha is a kind of pan cake with a filling between two layers of cake. In Yash's home we ate paratha filled with&amp;nbsp;cauliflower, potatoes, and onion, but I suspect that ingredients depend on cook's imagination. All dishes in our host's house were fresh, mild, simple and tasty. For those who prefer something spicy, pickles were served. Pickles in India are made from citrus, marinated in very spicy&amp;nbsp;liquid. You should take just a little piece of pickle on your plate, cut it into very small pieces and partially eat as a side dish during meal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;During the wedding ceremonies a bit more sophisticated dishes are served; for sure those dishes were more spicy. My favorite dish became palak paneer which is made of stewed spinach, mashed tomatoes and paneer - kind of curd cheese. My friend once prepared it in Denmark and from that time it is the best Indian dish I have ever eaten. In general, each dish which contains paneer is delicious :-) In India you can even find a burger with paneer in McDonalds, which I've never tried because It thought that it would be a culinary crime to visit McDonald in India. All McDonald's restaurants serve the same kind of food all over the world, but I was wrong.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;As a side dish you can also try a raw vegetable salad, made of sliced cucumber, tomato, onion and radish. It won't be anything special if these vegetable aren't so delicious and totally different in taste than those we could buy in supermarkets. People normally drink cold water, but after meals Indian tea is served. In Europe you can buy Indian tea in some&amp;nbsp;cafetieres, and it is commonly known as chai latte. This kind of tea is very sweet and seasoned with ginger, glove, cardamom and cinnamon. It is also very sweet and contains fat milk. Once I drunk Indian tea &amp;nbsp;on foggy and fresh morning, ate rasgulla and kind of fried cake, and it was the best breakfast I have eaten while staying in India. Sometimes, in very cold and dark evenings, I prepare sweet and milky Indian tea.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Desserts and sweets is my favorite subject, because I love sweets and I can't deny it. Lot of sweets is made from sugar and milk. Some sweets are served in cubes and remind toffee; others are ball shaped and flavored with coconut or saffron. Instead of caramels they produce a kind of white sugar bonbons which bring associations with Easter sugar lamb - very popular in Poland. You can also try rice or rice flour snacks. My favorite Indian dessert became kulfi - a kind of ice cream. There was one man in Padla, who produced kulfi. Once he came to Yash's house and brought small wooden box with kulfi serving set inside of it. Few layers of fabric and newspaper was enough to prevent melting. It is difficult to describe kulfi's consistency. This dessert is very thick and creamy, usually flavored with cardamom,&amp;nbsp;pistachio or rose aroma. The other dessert we tried was rasgulla - a semolina and cheese balls with sugar&amp;nbsp;syrup.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;It is quite common for Indian people to eat in restaurants or snack-bars. You can get something warm and spicy on a market place or somewhere close to touristic attractions. Meals served in hotels are very similar to Indian cuisine served in Europe. It is worth to remember that our digestive system can be very sensitive on foreign&amp;nbsp;bacterial flora. If you don't have any medicines to prevent you stomach against&amp;nbsp;indigestion, you may loose your&amp;nbsp;appetite&amp;nbsp;very quickly. In the end of our journey we have also missed European food... just a little bit. On the way home we dreamed about minced meat cutlets served with mashed potatoes and dill :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I strongly recommend Indian cuisine to all people who are willing to experiment with exotic tastes. If you like cooking, I assure that you can make something really good and healthy with just few simple ingredients and some specific spices. If you visit your kitchen only to make tea, I recommend to visit nearest Indian restaurant - it is worth. Bon appetite.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;I would like to dedicate this post to our Indian friends who cooked for us Indian food in Denmark; special thanks to women from Yash's home, who were very friendly and warm: to his mother, aunts, to Rada - Yash's sister and his two sisters-in-law. I am&amp;nbsp;grateful&amp;nbsp;that they allowed us to be a part of their life. Thank you :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-4878047710377380585?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/4878047710377380585/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2012/01/indie-od-kuchni.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/4878047710377380585'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/4878047710377380585'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2012/01/indie-od-kuchni.html' title='Indie od kuchni / Indian Cuisine'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-a7A_h-25YII/Tx6gwPFgqPI/AAAAAAAAEKo/oKqtsEZgyYE/s72-c/_MG_4911_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-5229050065120532125</id><published>2012-01-21T16:37:00.003+01:00</published><updated>2012-01-22T21:12:10.674+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Indie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='India'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='hindu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wedding'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wesele'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Asia'/><title type='text'>Hinduski Ślub - część II / Hindu Wedding - part II</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;[scroll down for English]&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Akt zawarcia małżeństwa to niemal we wszystkich kulturach symboliczne połączenie dwojga ludzi. Niezależnie od tego, czy jest to ceremonia w urzędzie stanu cywilnego, tradycyjny ślub w kościele chrześcijańskim, czy poprowadzona przez bramina, długotrwała uroczystość, na którą składają się tajemnicze wedyjskie rytuały - cel jest zawsze ten sam. Młodzi, w obecności, rodziny i przyjaciół, związują swój los przysięgą, zgodnie z którą przez życie będą kroczyć razem.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Symbolika ślubu w północnych Indiach jest bardzo wyrazista, a tradycje związane z tym przepięknym wydarzeniem są kultywowane do dzisiaj, nawet w regionach, gdzie widoczny jest wpływ kultury zachodniej. Karawany ślubne dostojnie suną ulicami miast i wiosek, a weselnicy zgromadzeni wokół tworzą radosny, rozkrzyczany i roztańczony orszak. Ale po kolei. Zacznijmy od początku (tych, którzy nie czytali piewszej części wpisu odsyłam do mojego poprzedniego &lt;a href="http://kartki-z-podrozy.blogspot.com/2012/01/hinduski-slub-czesc-i-hindu-wedding.html" target="_blank"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #660000;"&gt;posta&lt;/span&gt;&lt;/b&gt; &lt;/a&gt;- &amp;nbsp;znajdziecie tam opis rytuałów i przygotowań przedślubnych).&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-2H8jNAjb__s/TxrKl6PlhBI/AAAAAAAAEEc/V7JLUiaT75c/s1600/_MG_4010_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://3.bp.blogspot.com/-2H8jNAjb__s/TxrKl6PlhBI/AAAAAAAAEEc/V7JLUiaT75c/s640/_MG_4010_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ostatni raz kobiety błogosławią pana młodego&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pQ9zWpJsK38/TxrKnrIzwXI/AAAAAAAAEEk/0yr6ZY5drNc/s1600/_MG_4041_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-pQ9zWpJsK38/TxrKnrIzwXI/AAAAAAAAEEk/0yr6ZY5drNc/s640/_MG_4041_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pan młody na oczach całej rodziny przygotowuje się do podróży&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-C41NQWWmQYk/TxrKpg3GpVI/AAAAAAAAEEs/ypCtpgmVE-o/s1600/_MG_4098_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://3.bp.blogspot.com/-C41NQWWmQYk/TxrKpg3GpVI/AAAAAAAAEEs/ypCtpgmVE-o/s640/_MG_4098_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mama pana młodego nie uczestniczy w ceremonii zaślubin&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Wczesnym rankiem, w dniu uroczystości zaślubin budzą nas bębny. To kobiety z rodziny pana młodego zebrały się na ganku, przed drzwiami do sypialni i po raz ostatni dokonują ceremoni oczyszczania oraz błogosławią przyszłego małżonka. Następnie na dziedzińcu, wewnątrz domostwa, pan młody w asyście niemal wszystkich gości weselnych oraz ekipy kamerzystów i fotografów szykuje się do ostatniej ceremonii przedślubnej - rytualnych odwiedzin wszystkich świątyń i kapliczek znajdujących się w wiosce. Atmosfera jest lekko nerwowa, gdyż muzykanci niezbędni w ślubnym orszaku nie przyjechali na czas. Wreszcie przed dom podjeżdża motor, a na nim trębacz i trzech bębniarzy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-XyJRVsA2tYk/TxrMc-hFdkI/AAAAAAAAEE8/r4YG49_HOi0/s1600/_MG_4111_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://1.bp.blogspot.com/-XyJRVsA2tYk/TxrMc-hFdkI/AAAAAAAAEE8/r4YG49_HOi0/s640/_MG_4111_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Orkiestra&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-EpPR3kCXkTk/TxrMfTC_7rI/AAAAAAAAEFE/V38xMmYDdKc/s1600/_MG_4114_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://1.bp.blogspot.com/-EpPR3kCXkTk/TxrMfTC_7rI/AAAAAAAAEFE/V38xMmYDdKc/s640/_MG_4114_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/--_DFqDU0MA4/TxrMinykIAI/AAAAAAAAEFM/LQVfN_3l24o/s1600/_MG_4118_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/--_DFqDU0MA4/TxrMinykIAI/AAAAAAAAEFM/LQVfN_3l24o/s640/_MG_4118_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-H6PPbtXnFyA/TxrMlIu-G9I/AAAAAAAAEFU/cGYRzwlLS3M/s1600/_MG_4145_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-H6PPbtXnFyA/TxrMlIu-G9I/AAAAAAAAEFU/cGYRzwlLS3M/s640/_MG_4145_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pan młody wyrusza z rodzinnego domu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qbLlHCc236o/TxrMnT5ax1I/AAAAAAAAEFc/hVq70DJSku4/s1600/_MG_4181_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-qbLlHCc236o/TxrMnT5ax1I/AAAAAAAAEFc/hVq70DJSku4/s640/_MG_4181_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Zanim młody opuści rodzinne strony i uda się do domu swej narzeczonej by ją poślubić, dosiada klaczy i dumnie przejeżdża uliczkami wioski. Przed orszakiem ślubnym kroczy orkiestra. Jeden z bębniarzy zdaje się głośniej uderzać w swój instrument, gdy tylko zauważa mnie z aparatem. Za orkiestrą jedzie kawaler, następnie kroczy matka i kobiety niosące dary świątynne, oraz cała rodzina, która zjechała na ślub. Po drodze przyłączają się też dzieci z sąsiedztwa, a gapiowie wylegają ze swoich domostw i z podziwem obserwują barwny orszak.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-02nbPsV2iGM/TxrNSVbKsBI/AAAAAAAAEFk/X3lS-YA2Mvc/s1600/_MG_4231_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-02nbPsV2iGM/TxrNSVbKsBI/AAAAAAAAEFk/X3lS-YA2Mvc/s640/_MG_4231_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pan młody wraz z najbliższymi modlą się w kaplicy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-TYblZiOyS74/TxrNUa4EXwI/AAAAAAAAEFs/PT-WMJlb4bM/s1600/_MG_4270_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://1.bp.blogspot.com/-TYblZiOyS74/TxrNUa4EXwI/AAAAAAAAEFs/PT-WMJlb4bM/s640/_MG_4270_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;W drodze do następnej kaplicy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ydzD5OzbnS0/TxrNWDYcbxI/AAAAAAAAEF0/W3GWRXtK2_E/s1600/_MG_4301_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-ydzD5OzbnS0/TxrNWDYcbxI/AAAAAAAAEF0/W3GWRXtK2_E/s640/_MG_4301_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Auta ślubne oznaczane są naklejkami z takim oto obrazkiem - młodzieniec w turbanie dosiadający konia&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-c294-QlNRFc/TxrNYHW2-pI/AAAAAAAAEF8/kw4tpAsuuwE/s1600/_MG_4311_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-c294-QlNRFc/TxrNYHW2-pI/AAAAAAAAEF8/kw4tpAsuuwE/s640/_MG_4311_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Orkiestra&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-iQihDXtom08/TxrNaPoJTpI/AAAAAAAAEGE/BFXwvXcr-OQ/s1600/_MG_4346_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-iQihDXtom08/TxrNaPoJTpI/AAAAAAAAEGE/BFXwvXcr-OQ/s640/_MG_4346_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kawaler odjeżdża do kaplicy położonej poza granicami wioski&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-oP2dV3bjQ1U/TxrNcGqSsYI/AAAAAAAAEGM/wTJZ4qziuLQ/s1600/_MG_4357_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-oP2dV3bjQ1U/TxrNcGqSsYI/AAAAAAAAEGM/wTJZ4qziuLQ/s640/_MG_4357_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-YDhOxVsuxJk/TxrPADBUE4I/AAAAAAAAEGU/YwZGGyZAkYI/s1600/_MG_4237_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-YDhOxVsuxJk/TxrPADBUE4I/AAAAAAAAEGU/YwZGGyZAkYI/s640/_MG_4237_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pan młody ze swoją mamą, w świątyni&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-4o3iqtLf5bU/TxrPCWip9UI/AAAAAAAAEGc/Soea6dcHeLU/s1600/_MG_4288_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-4o3iqtLf5bU/TxrPCWip9UI/AAAAAAAAEGc/Soea6dcHeLU/s640/_MG_4288_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mieszkańcy wioski przyglądają się orszakowi ślubnemu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--TfGFUhUnro/TxrPESVsraI/AAAAAAAAEGk/iiryX6r2qlo/s1600/_MG_4306_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/--TfGFUhUnro/TxrPESVsraI/AAAAAAAAEGk/iiryX6r2qlo/s640/_MG_4306_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-2Npt_SmvPTw/TxrPGIh9ZbI/AAAAAAAAEGs/GfWdxX-ZhoY/s1600/_MG_4334_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-2Npt_SmvPTw/TxrPGIh9ZbI/AAAAAAAAEGs/GfWdxX-ZhoY/s640/_MG_4334_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-pDk-tM3lO7Q/TxrPIbajY0I/AAAAAAAAEG0/casMZjLbPxo/s1600/_MG_4361_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-pDk-tM3lO7Q/TxrPIbajY0I/AAAAAAAAEG0/casMZjLbPxo/s640/_MG_4361_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ciotka pana młodego podąża z darami świątynnymi&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Dawniej młody podróżowałby w ten sposób aż do wioski swej przyszłej żony, jednak dziś przesiada się w auto i odjeżdża do miasta oddalonego o 5 godzin jazdy. Tam, w specjalnej sali weselnej czeka na niego rodzina panny młodej - wśród nich teść i szwagier. Goście natomiast mają do dyspozycji bufet na świeżym powietrzu oraz salę z drewnianym podestem. Z głośników płynie dyskotekowa muzyka, jednak nikt z dorosłych nie tańczy. Tańczą natomiast małe dzieci, nastolatki i my... bo ciężko jest odmówić rozentuzjazmowanym dziewczętom, w momencie gdy wszystkie oczy weselników skierowane są na nas. Ciężkie saree wyszywane złotą nitką, tysiącami koralików i cekinami niesamowicie ogranicza ruchy, więc mój taniec pozbawiony jest gracji i swobody. Ciasno zawiązana halka pozbawia też apetytu, chociaż stoły uginają się od egzotycznych smakołyków, których nie dane mi będzie zakosztować w hinduskiej restauracji. W dodatku, mimo że jesteśmy tylko gośćmi, nieustannie budzimy ogromne zainteresowanie. Czekamy z niecierpliwością na przybycie panny młodej. Do północy dostajemy jeszcze zaproszenie na ślub kuzyna, o którego istnieniu nikłe pojęcie ma nawet sam gospodarz, a także poznajemy kobiety z rodziny Ritu (narzeczonej Yasha), a wśród nich babcię staruszeńkę, która błogosławi nas w powitalnym geście. W tzw. międzyczasie udajemy się na odpoczynek do specjalnie przygotowanych sal. Mężczyźni i kobiety przebywają w osobnych pomieszczeniach wyłożonych na podłodze materacami. Kobiety przebierają się w odświętne saree; jest czas, żeby się odświeżyć. Dzieci niechętnie kładą się spać. W końcu nadchodzi północ.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-PsJAG0zOgDE/TxrQNKW7HZI/AAAAAAAAEG8/ALhij7sC73o/s1600/_MG_4414_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://1.bp.blogspot.com/-PsJAG0zOgDE/TxrQNKW7HZI/AAAAAAAAEG8/ALhij7sC73o/s640/_MG_4414_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mężczyźni z grona pana młodego w oczekiwaniu na przybycie narzeczonej&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Pan młody oddala się od hotelu, aby dokonać symbolicznego wjazdu w orszakiem ślubnym. Na jego czele orkiestra zamienia się w ryczący pojazd z głośnikami, tuż za nim drogę oświetlają mężczyźni z lampami, które podtrzymują na owiniętych turbanami głowach. Otaczają oni orszak weselników z obydwu stron. W środku paradują mężczyźni - jest bardzo głośno, a w powietrzu czuć wilgoć nocy. Podekscytowani goście zmierzają do miejsca zaślubin. Na końcu podąża rydwan ciągnięty przez parę wystrojonych koni, a w nim, pośdród kwiatów i złotych dekoracji dumny jak paw i wystrojony jak książę - pan młody - ubrany w tradycyjną kremową kurtę i czerwony turban.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-uhaEuHOiL5I/TxrQmsIU5YI/AAAAAAAAEHE/2WgyjutTrAo/s1600/_MG_4445_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-uhaEuHOiL5I/TxrQmsIU5YI/AAAAAAAAEHE/2WgyjutTrAo/s640/_MG_4445_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pojazd z muzyką i generatorem prądu na czele orszaku&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-hX1TRaXRdvM/TxrQonHNtuI/AAAAAAAAEHM/hiiiBgsTQg4/s1600/_MG_4453_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://3.bp.blogspot.com/-hX1TRaXRdvM/TxrQonHNtuI/AAAAAAAAEHM/hiiiBgsTQg4/s640/_MG_4453_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kareta z panem młodym&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Oog3egG8w0g/TxrQsYzcBqI/AAAAAAAAEHc/e-rqp-ZtITA/s1600/_MG_4464_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-Oog3egG8w0g/TxrQsYzcBqI/AAAAAAAAEHc/e-rqp-ZtITA/s640/_MG_4464_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pozujemy, a ja w duchu klnę się, że już nigdy nie założę saree&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-9kz1Z31dwtI/TxrQt1hLXmI/AAAAAAAAEHk/QjtDufOI2vQ/s1600/_MG_4470_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-9kz1Z31dwtI/TxrQt1hLXmI/AAAAAAAAEHk/QjtDufOI2vQ/s640/_MG_4470_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mężczyźni oświetlają drogę&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-BigPc60xMmM/TxrQvpyvODI/AAAAAAAAEHs/nP9caU_wpOo/s1600/_MG_4489_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-BigPc60xMmM/TxrQvpyvODI/AAAAAAAAEHs/nP9caU_wpOo/s640/_MG_4489_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mężczyźni tańczą, w tle strzelają petardy - jak się żenić, to z pompą&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Na miejscu jest już &amp;nbsp;panna młoda. Obydwoje wkraczają na podest ustawiony po środku dziedzińca przed salą weselną. Dziewczyna ubrana jest w czerwone saree z cieżkiej, wyszywanej koralikami i kamyczkami tkaniny. Warto dodać, że czerwień to w Indiach kolor symbolizujący czystość i niewinność. Tradycyjne uczesanie dziewczyny to wysoki kok na czubku głowy, który schowany jest pod pallu - górną częścią saree. Od nosa do ucha ciągnie się złoty łańcuszek a na szyi wisi złoty naszyjnik. Ręce i stopy ozdabia henna, której zrobienie zajęło 4 dni. Mocny makijaż zamienia młodą i niewinną dziewczynę w dojrzałą kobietę. Młodzi spotykają się na szczycie platformy ozdobionej ustawionej po środku dziedzińca przed salą weselną. Tam symbolicznie wymieniają się girlandami. Następnie spod sufitu zadaszenia wysypują się płatki kwiatów a mechaniczne urządzenie obraca młodą parę dookoła, tak aby zgromadzeni z obydwu stron goście mogli dobrze przyjżeć się nowożeńcom. Po tej symbolicznej ceremonii przychodzi czas na rodzinne fotografie. Młodzi zasiadają na sofie wewnątrz sali weselnej i pozują do zdjęć z najbliższą rodziną i przyjaciółmi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-sfrZVCgmLcE/TxrRxDpEeNI/AAAAAAAAEH0/VEVb8WAXfHQ/s1600/_MG_4502_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-sfrZVCgmLcE/TxrRxDpEeNI/AAAAAAAAEH0/VEVb8WAXfHQ/s640/_MG_4502_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pan młody w karocy - &amp;nbsp;jak książę&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-t0OxdM6V-aE/TxrRzmU_D-I/AAAAAAAAEH8/Jl3gdmlPTc0/s1600/_MG_4517_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-t0OxdM6V-aE/TxrRzmU_D-I/AAAAAAAAEH8/Jl3gdmlPTc0/s640/_MG_4517_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ceremonia powitania&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-HWXGUBlgVIk/TxrR2N_rQaI/AAAAAAAAEIE/DwRX10BhVKQ/s1600/_MG_4537_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-HWXGUBlgVIk/TxrR2N_rQaI/AAAAAAAAEIE/DwRX10BhVKQ/s640/_MG_4537_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pan młody wchodzi na podest, trzyma girlandę, którą za chwile nałoży na szyję&lt;br /&gt;swojej żony&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-9XV75JwVJYI/TxrR40fcGII/AAAAAAAAEIM/qWUSHNavb1A/s1600/_MG_4539_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-9XV75JwVJYI/TxrR40fcGII/AAAAAAAAEIM/qWUSHNavb1A/s640/_MG_4539_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VqZvN7LYer8/TxrR7XRHzQI/AAAAAAAAEIU/4sYYClsfUUI/s1600/_MG_4570_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-VqZvN7LYer8/TxrR7XRHzQI/AAAAAAAAEIU/4sYYClsfUUI/s640/_MG_4570_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;No i po wszystkim - teraz są mężem i żoną&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-UCd5N8KQFyI/TxrR9m0SRSI/AAAAAAAAEIc/1gIJeFvyJnI/s1600/_MG_4575_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-UCd5N8KQFyI/TxrR9m0SRSI/AAAAAAAAEIc/1gIJeFvyJnI/s640/_MG_4575_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Ut79duA-BJo/TxrR_1KkCHI/AAAAAAAAEIk/mkqSMabwftU/s1600/_MG_4618_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-Ut79duA-BJo/TxrR_1KkCHI/AAAAAAAAEIk/mkqSMabwftU/s640/_MG_4618_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Chwila na fotografie z rodziną&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Teraz czas na długotrwałą ceremonię poprowadzoną przez bramina (kapłana). Młodzi zasiadają pod specjalnym baldahimem i wpólnie składają dary bogom - garściami wsypują je do świętego ognia symbolizującego bóstwo Agni (z sanskrytu - ogień), które w tradycji wedyjskiej pełni funkcję pośrednika między człowiekiem a panteonem ważniejszych bóstw. Najważniejszym elementem tej ceremonii jest wspólne obejście świętego ognia przez nowożeńców. Kilkukrotnie okrążają stanowisko modłów, ostrożnie stawiając krok za krokiem. Są to ich pierwsze wspólne kroki w życiu. Mężczyzna czyni czerwony znak na czole swojej żony - od teraz przedziałek u nasady włosów kobieta będzie naznaczań w ten sam sposób, aby zasygnalizować przynależność do swojego męża.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-surG40_r2x0/TxrTAog32wI/AAAAAAAAEIs/3kqA7Hfx-DM/s1600/_MG_4657_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-surG40_r2x0/TxrTAog32wI/AAAAAAAAEIs/3kqA7Hfx-DM/s640/_MG_4657_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-2F7KQWYUlAg/TxrTCp9PJTI/AAAAAAAAEI0/zQIPdvtfaqE/s1600/_MG_4661_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-2F7KQWYUlAg/TxrTCp9PJTI/AAAAAAAAEI0/zQIPdvtfaqE/s640/_MG_4661_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Małżonkowie składają dary bogu Agni - bogu ognia, który niesie je do pozostałych&lt;br /&gt;bóstw&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-SiPoIMQ95nY/TxrTFIT4lNI/AAAAAAAAEI8/xqnQNO87haU/s1600/_MG_4663_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-SiPoIMQ95nY/TxrTFIT4lNI/AAAAAAAAEI8/xqnQNO87haU/s640/_MG_4663_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;dary dla Agni&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-TBo4nQv5o5o/TxrUAH5N25I/AAAAAAAAEJE/G6Tdc8sahnA/s1600/_MG_4658_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-TBo4nQv5o5o/TxrUAH5N25I/AAAAAAAAEJE/G6Tdc8sahnA/s640/_MG_4658_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ceromonię ślubną prowadzi bramin&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: 14px;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Nagle do sali weselnej wkraczają hidźry - przedstawiciele tzw. trzeciej płci. Hidźrą zostaje mężczyzna, który nie utożsamia się ze swoją płcią, bądź człowiek, który urodził się z narządami płciowymi męskimi i żeńskimi jednocześnie. Widok dziwnych "kobiet" wprawia w nas w osłupienie. Jedna z nich na powitanie grubym głosem wykrzykuje "ram, ram" (nieformalne przywitanie), a mężczyźni zaczynają grać na bębnach. Hidźry tańczą, a taniec ten jest bardzo żywiołowy. Hidźry pełnią w społeczeństwie określoną rolę - trudnią się żebractwem lub prostytucją. Często uczestniczą też w ceremoniach zaślubin, gdzie nieproszone zjawiają się i tańczą. Taniec hidźr ma wróżyć powodzenie i płodność, jednak ja odnoszę wrażenie, że goście weselni odnoszą się do nich z chłodną rezerwą i nieufnością.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-tG7taQ_z5Q0/TxrUCCfSygI/AAAAAAAAEJM/mjGqUmrinCQ/s1600/_MG_4665_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-tG7taQ_z5Q0/TxrUCCfSygI/AAAAAAAAEJM/mjGqUmrinCQ/s640/_MG_4665_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Hidźra tańczy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Monotonna modlitwa bramina i towarzyszące jej rytuały trwają do samego rana. Po śniadaniu goście i młodzi udają się do domu pana młodego. Tam czeka ich szereg rytuałów symbolizujących przyjęcie nowej kobiety do rodzinnego domu pana młodego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Wspólne odwiedzanie świątyń nie tylko ma na celu złożenie ofiar bogom, to też okazja aby zaprezenować mieszkańcom wioski nowego członka rodziny. Uroczysty orszak znowu przemierza wąskie uliczki i zatrzymuje się za murami kapliczek i świątyń. Dym z gadzideł gryzie w oczy i unosi się w ciepłym powietrzu. Wreszcie mężczyzna wprowadza dziewczynę na teren domostwa. Zaczyna się mniej mistyczna część rytuałów, która przypomina gry i zabawy znane w naszej tradycji jako oczepiny.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-yR4jQSf42sw/TxrXLKwLPsI/AAAAAAAAEJU/EpAkJhXCuqY/s1600/_MG_4732_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-yR4jQSf42sw/TxrXLKwLPsI/AAAAAAAAEJU/EpAkJhXCuqY/s640/_MG_4732_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-_So6KoVIq5Q/TxrXNe2H4PI/AAAAAAAAEJc/mW3gPXNkiHM/s1600/_MG_4753_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-_So6KoVIq5Q/TxrXNe2H4PI/AAAAAAAAEJc/mW3gPXNkiHM/s640/_MG_4753_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Młoda żona zakrywa twarz - wedle zwyczaju odkryje ją dopiero, gdy jej zapłacisz&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-8RNHzZhCOs8/TxrXPLJkYII/AAAAAAAAEJk/TF1BdrvlE6w/s1600/_MG_4759_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-8RNHzZhCOs8/TxrXPLJkYII/AAAAAAAAEJk/TF1BdrvlE6w/s640/_MG_4759_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kobiety przesiadujące przy kaplicy służą dobrą radą&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-i0y4SL0TIUE/TxrXRjQF3vI/AAAAAAAAEJs/sOY9u6hbcXY/s1600/_MG_4780_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-i0y4SL0TIUE/TxrXRjQF3vI/AAAAAAAAEJs/sOY9u6hbcXY/s640/_MG_4780_LR.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Małżonkowie połączeni są dupattą - elementem stroju pana młodego&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-6PSn2p6jXRA/TxrXTs4OZNI/AAAAAAAAEJ0/iy9ksvM0XVU/s1600/_MG_4787_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-6PSn2p6jXRA/TxrXTs4OZNI/AAAAAAAAEJ0/iy9ksvM0XVU/s640/_MG_4787_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Szwagierka asystuje młodym małżonkom przy składaniu darów w świątyni&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Na drodze do sypialni ustawione są skorupy glinianych naczyń. Młodzi na zmianę kruszą je pod stopami torując drogę do wspólnego łoża. Następnie zasiadają na ganku, gdzie gromadzi się też cała rodzina. Na podłodze pojawia się miska wypełniona zabarwioną mlekiem wodą i płatkami kwiatów. Na dnie naczynia ukryte są monety i biżuteria. Zabawa się rozpoczyna i młodzi siłują się w wyławianiu artefaktów. Wygrywa pan młody, który pod koniec zabawy wylewa całą zawartość miski na zgromadzonych wokół uczestników zabawy. Wieczór kończy się przy akompaniamencie bębnów i dzwonków na kostkach tańczących kobiet. Młoda małżonka nuci nieśmiało piosenkę, której znaczenie pozostaje dla nas niezrozumiałe. To nasz ostatni wieczór w rodzinnej wiosce pana młodego, Padli. Nazajutrz udamy się do Agry, a o naszych przygodach podczas podróży przeczytacie w kolejnym poście.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-OfTDcR7B__I/TxrYUC4IbiI/AAAAAAAAEJ8/Qw68N3XEQwc/s1600/_MG_4798_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-OfTDcR7B__I/TxrYUC4IbiI/AAAAAAAAEJ8/Qw68N3XEQwc/s640/_MG_4798_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-sKaNDkoKQBA/TxrYWgv-euI/AAAAAAAAEKE/7kfh-IUJzfU/s1600/_MG_4799_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-sKaNDkoKQBA/TxrYWgv-euI/AAAAAAAAEKE/7kfh-IUJzfU/s640/_MG_4799_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-NnpEKqBl7qg/TxrYZCYL9aI/AAAAAAAAEKM/LWQjKvhI59s/s1600/_MG_4825_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-NnpEKqBl7qg/TxrYZCYL9aI/AAAAAAAAEKM/LWQjKvhI59s/s640/_MG_4825_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;* * *&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;In almost all cultures marriage is a symbolic connection of two souls. No matter if it is a secular marriage ceremony in a city hall, or a traditional wedding in a Christian church, or a long and meaningful Vedic ceremony - the purpose is always the same. A young couple vows with a company of their family and friends, that from now on they would be always together.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;A&lt;i&gt; symbolic meaning of marriage in northern part of India is very expressive. Traditions associated with this beautiful and profoundly moving event are still very strong, even in regions being under the strong influence of western civilization. Wedding caravans go along streets of cities, towns and small villages. Wedding guests dance and laugh, making the event very festive. But lets start from the beginning (those, who haven't visited my last&amp;nbsp;&lt;a href="http://kartki-z-podrozy.blogspot.com/2012/01/hinduski-slub-czesc-i-hindu-wedding.html" target="_blank"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #660000;"&gt;post&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;are encouraged to read it to learn about pre-wedding ceremonies).&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;It was early morning of the wedding day and we were woken up by the ceremonial drums. Women from groom's family started the cleaning ceremony for the last time. Then the groom was dressing up with the company of camera man, photographers and his entire family, who arrived to Padla to assist in his wedding. This was the last preparation before he had left his family home and met his would-be wife. The atmosphere was a little bit nervous because the orchestra hadn't came on time. Finally the old black&amp;nbsp;motorcycle appeared - three drummers and one trumpeter arrived.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;Before the groom left his home, he had had to visit all chapels and temples in the village. He did the ceremonial ride on a horse along the villages streets. On the front of the retinue there was an orchestra, then the groom, his mother and women from the family. One of the drummers seemed to play harder, every time he had seen me. On the way small children from&amp;nbsp;neighborhood&amp;nbsp;joined and all villagers went out from their houses to see what was going on.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;Many years ago a groom used to travel this way to the bride's house. Nowadays people get marriage with partners from distant places, therefore they usually travel by car. So the groom did. He got in the car and went to the wedding place - a specially decorated wedding hall in a hotel. He was welcomed by men from the groom's family - they were hosts this evening. Guests could try delicious food from the outdoor buffet or dance in the wedding hall, but nobody danced. Nobody, except children, teenage girls and... us. It was really hard to refuse dancing when a young excited girl asked and all eyes were directed on us. Heavy,&amp;nbsp;embroidered saree constricted my moves, so I felt clumsy and awkward. The&amp;nbsp;petite&amp;nbsp;coat was tied so strongly, that I lost my&amp;nbsp;appetite, although tables were full of exotic and delicious specialties, which I would never have an occasion to try in Europe. I wasn't use to wear saree, but I could't resist to dress like Indian woman. I had to, if I wanted to be one of them.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;i style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;In addition, even if we were only guests, attention was constantly focused on us. We were waiting for the bride to come&amp;nbsp;impatiently. Until midnight we were invited for another wedding of a groom's cousin. We also met women from bride's family and were blessed by her grandmother as a welcoming gesture. In the meantime we also went rest in special rooms - women and men separately. Women had occasion to get dressed in more festive saree, refresh or get their children to sleep. Finally midnight came.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;The groom drew away in order to get into the&amp;nbsp;chariot and make a symbolic arrival into the wedding place. In the front of the groom's followers there was an orchestra, but musicians were replaced by a huge car with large&amp;nbsp;speakers. &amp;nbsp;Just behind the car there were men with lamps upon their heads to light the road. They surrounded wedding guests who were walk inside the&amp;nbsp;cortege. The groom was at the end in the chariot with two white horses. He was dressed in the traditional, cream kurta and red wedding turban. In this outfit he looked almost like a prince.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;The bride was already waiting. They stepped up on the large, decorated platform to exchange garlands - they did it as a part of symbolic ceremony to show that they are a husband and wife. The bride was dressed in red, embroidered saree, made of very heavy and decorated fabric. It is worth to mention that red color symbolize&amp;nbsp;pureness and&amp;nbsp;innocence.&amp;nbsp;&amp;nbsp;Her hair were styled in a bun on the top of her head, which was covered by a pallu - end part of saree. She also had an&amp;nbsp;earning connecting her nose and ear. She worn&amp;nbsp;jewelry - all made of gold. It took four days to make a bridal henna on her hands and feet.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;After fresh married couple had exchanged garlands there was a time to be photographed with entire family. They sat down on a red sofa and posed. Afterwards they continued marriage ceremonies which lasted until early morning. One of the most important ceremonies was making steps around the holy fire of Agni deity. They also sacrifice gifts to Vedic gods trough putting them into the holy fire. Agni mediates between human and goods by taking gifts and carrying them to these goods. Man also made a red mark on his wife's forehead in order to symbolize that he took her under his protection.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Suddenly into the wedding hall came hijras. Hijras are physiological males who have feminine gender identity, women's clothing and other feminine gender roles. Initially we thought that they were just weird and ugly women, who came to beg for money. But we realized that they are not women as one of them greeted us with hoarse voice of a male.&amp;nbsp;&amp;nbsp;They started to dance. It should be mentioned that hirjas have special role in Indian society - they live in well-defined communities and their occupation may be paupers or sex-workers. Sometimes they visit weddings to dance and collect money. Hijras' dance supposed to be a good omen, but all people in the wedding hall looked at them suspiciously. I feel sorry for them and I really liked the dance they made, I would also say that I have admired them a little bit - it is not easy to be&amp;nbsp;treated&amp;nbsp;like a freak.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;The ceremony in wedding hall finished in the early morning. The couple returned home - groom's home, which from that time became the bride's home too. According to tradition they visited all chapels and temples in the village. That was also an occasion to present the wife to villagers. Wedding ceremonies finished in the evening with games and plays - the couple had to crush pots laying in front of their sleeping room or search for valuables in the dish filled with&amp;nbsp;colored&amp;nbsp;water.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br class="Apple-interchange-newline" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-5229050065120532125?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/5229050065120532125/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2012/01/hinduski-slub-czesc-ii.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/5229050065120532125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/5229050065120532125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2012/01/hinduski-slub-czesc-ii.html' title='Hinduski Ślub - część II / Hindu Wedding - part II'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-2H8jNAjb__s/TxrKl6PlhBI/AAAAAAAAEEc/V7JLUiaT75c/s72-c/_MG_4010_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-665118385457515773</id><published>2012-01-07T14:25:00.000+01:00</published><updated>2012-01-08T13:35:19.719+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ślub'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Indie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='India'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='hindu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wedding'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uttar Paradesh'/><title type='text'>Hinduski Ślub - część I / Hindu Wedding - part I</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;[for english scroll down]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="color: #2c2c2c; font-family: Arial, sans-serif; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Są na świecie miejsca, gdzie pragmatyzm jest ważniejszy niż miłość. Bo miłość może przyjść z czasem. Najpierw musi być wzajemny szacunek oraz poczucie dobrze wypełnionego obowiązku. Istotne w tym wszsytkim jest jeszcze to, że kobieta i mężczyzna dobrze zna swoją role wzwiązku; wtedy wszystko powinno pójść dobrze. &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="color: #2c2c2c; font-family: Arial, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 12px; line-height: 14px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Myślicie, że aranżowane małżeństwa to relikt dawnych czasów? Nie w Indiach. Tu do dziś, kiedy młody kawaler zgłasza swoją gotowość do ożenku, jego rodzina zobowiązana jest wybrać dla niego małżonkę. Następny  ruch należy do przyszłej panny młodej i jej rodziny, która może – nie musi – zaakceptować ofertę małżeństwa.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;Młodzi po raz piewrszy poznają się na zaręczynach, od których do ślubu dzieli ich około pół roku. Przez ten czas będą do siebie pisać, smsować, dzwonić. To jedyny sposób, w jaki mogą się lepiej poznać.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;Do Padli przybyliśmy, żeby uczestniczyć  w tym pięknym I wzruszającym wydarzeniu, które w przeciwieństwie do tradycyjnych ślubów w Europie, składa się w wielu, nie do końca zrozumiałych dla nas, rytuałów - przepełnionych symboliką i mistycyzmem. &lt;br /&gt;Przed oficjalną ceremonią obydwie rodziny przygotowują przyszłych małżonków do uroczystości. My towarzyszymy panu młodemu – Yashowi, którego poznaliśmy na studiach w Danii. W swoim rodzinnym domu Yash otoczony przez najbliższą rodzinę bierze udział w złożonych rytuałach. Jednym z nich jest oczyszczanie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-TWZcDLoLh6E/Twg6rL1_cTI/AAAAAAAAD6E/3lGI__cRsAc/s1600/_MG_3452_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-TWZcDLoLh6E/Twg6rL1_cTI/AAAAAAAAD6E/3lGI__cRsAc/s640/_MG_3452_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kobieta przygotowuje miejsce obrządku oczyszczania&lt;br /&gt;/ Womam is preparing a place for the purifying rite&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-FC9m2-UpmUI/Twg6sqMDjTI/AAAAAAAAD6M/jIaGoLIae-o/s1600/_MG_3490_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-FC9m2-UpmUI/Twg6sqMDjTI/AAAAAAAAD6M/jIaGoLIae-o/s640/_MG_3490_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Bratowa pana młodego błogosławi go i modli się o pomyślność na nowej drodze życia&lt;br /&gt;/ Groom's sister-in-law blesses the groom and pray for prosperity in his marriage&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4fCynwgI8Yo/Twg6uJeyGhI/AAAAAAAAD6U/q2tTuT96Ioc/s1600/_MG_3497_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-4fCynwgI8Yo/Twg6uJeyGhI/AAAAAAAAD6U/q2tTuT96Ioc/s640/_MG_3497_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-uGWilY_C5uE/Twg6vemQGiI/AAAAAAAAD6c/IrBgaUqejAA/s1600/_MG_3589_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-uGWilY_C5uE/Twg6vemQGiI/AAAAAAAAD6c/IrBgaUqejAA/s640/_MG_3589_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kobiety śpiewają przy akompaniamencie bębna&lt;br /&gt;/ Women sing songs and play drum&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Trzeba zaznaczyć, że wiele obrządków rytualnych sprawują jedynie kobiety. Warto też dodać, że dom i sprawy rodzinne to wyłącznie domena płci pięknej. Wewnątrz domostwa, złożonego z kompleksu budynków mieszkalnych i gospodarczych znajduje się mikro-świat kobiet, które krzątają się po betonowym dziedzińcu podzwaniając ciężkimi branzoletami u kostek. Na czas ślubu dom rodzinny Yasha wypełnia się nowymi gośćmi, którzy zjechali z najdalszych zakątków stanu Uttar Paradesh. Kobiety odziane są w bajecznie kolorowe sari, obwieszone misternie wykonaną  biżuterią. Niektóre, wedle starego zwyczaju, zakrywają głowę.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: #2c2c2c; font-family: Arial, sans-serif; font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-KWry0D4thts/TwhePsN-fMI/AAAAAAAAD68/9riuY0dBczI/s1600/_MG_3602_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-KWry0D4thts/TwhePsN-fMI/AAAAAAAAD68/9riuY0dBczI/s640/_MG_3602_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Najstarsze kobiety w rodzinie są gotowe do rytualnego powitania rodziny młodej&lt;br /&gt;/ The eldest women in family are ready to welcome bride's family&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="color: #2c2c2c; font-family: Arial, sans-serif; font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-vw9sjouy7M8/TwhdndZ6p-I/AAAAAAAAD6k/0cMT6YLmPGE/s1600/_MG_3596_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-vw9sjouy7M8/TwhdndZ6p-I/AAAAAAAAD6k/0cMT6YLmPGE/s640/_MG_3596_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Mężczyźni gromadzą się w odosobnieniu – przesiadują przed domem na krzesłach lub matach.&amp;nbsp;Są wyjątki, I wtedy to mężczyźni wiodą prym, np. podczas ceremonii Tillak, kiedy brat panny młodej udziela przyszłemu szwagrowi błogosławieństwa, a teść składa dary rodzinie przyszłego zięcia. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="color: #2c2c2c; font-family: Arial, sans-serif; font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-33msyApaNUU/TwhfhYO9jkI/AAAAAAAAD70/S-dgOVLB3qg/s1600/_MG_3595_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-33msyApaNUU/TwhfhYO9jkI/AAAAAAAAD70/S-dgOVLB3qg/s640/_MG_3595_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mężczyźni i kobiety przesiadują w odosobnieniu&lt;br /&gt;/ Man and women sit separately&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-5lUGli7OY7g/TwhfCLDA28I/AAAAAAAAD7E/bxI18ZkjjsQ/s1600/_MG_3704_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-5lUGli7OY7g/TwhfCLDA28I/AAAAAAAAD7E/bxI18ZkjjsQ/s640/_MG_3704_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kobiety z rodziny panny młodej przed rozpoczęciem ceremonii Tillak. Tradycyjnie panna młoda nie bierze w niej udziału&lt;br /&gt;/ Women from bride's family came for Tillak ceremony; according to tradition, the bride stayed at home with her mother&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-GDtgc8drT50/TwhfEY6-eMI/AAAAAAAAD7M/AKpSFnM_24s/s1600/_MG_3869_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-GDtgc8drT50/TwhfEY6-eMI/AAAAAAAAD7M/AKpSFnM_24s/s640/_MG_3869_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ceremonia Tillak - oficjalne błogosławieństwo pana młodego przez rodzinę przyszłej żony&lt;br /&gt;/ Tillak ceremony - official blessing of the groom by the bride's family&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-hzOEcvdkkKA/TwhfF-ZMDQI/AAAAAAAAD7U/k6-KcP778-s/s1600/_MG_3879_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-hzOEcvdkkKA/TwhfF-ZMDQI/AAAAAAAAD7U/k6-KcP778-s/s640/_MG_3879_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dary złożone panu młodemu, który pozuje do zdjęć z najbliższą rodziną&lt;br /&gt;/ Gifts from bride's family - the groom poses with his brother and niece&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-iM7V1JinhYY/TwhfHWUQiWI/AAAAAAAAD7c/SHeh8BOoSCQ/s1600/_MG_3883_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-iM7V1JinhYY/TwhfHWUQiWI/AAAAAAAAD7c/SHeh8BOoSCQ/s640/_MG_3883_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-u3M2SKchG6E/TwhfJKRgMhI/AAAAAAAAD7k/lftFyBFB8YQ/s1600/_MG_3888_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-u3M2SKchG6E/TwhfJKRgMhI/AAAAAAAAD7k/lftFyBFB8YQ/s640/_MG_3888_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;W międzyczasie serwowane są przekąski;&lt;br /&gt;na gości czeka też bufet wypełniony tradycyjnymi smakołykami&lt;br /&gt;/ Meanwhile, appetizers are served; guests can also try warm buffet&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-NKI6wB-KqCw/TwhfK-1YyTI/AAAAAAAAD7s/8yAxdXqq7Bs/s1600/_MG_3894_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-NKI6wB-KqCw/TwhfK-1YyTI/AAAAAAAAD7s/8yAxdXqq7Bs/s640/_MG_3894_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Takie ważne chwile trzeba odpowiednio uwiecznić :)&lt;br /&gt;/ This great event needs to be memorized&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Wieczorem, po zakończeniu oficjalnej ceremonii, kobiety gromadzą się  na ganku, przed wejściem do pokoju przyszłego małżonka i rozpoczynają ludowe pieśni. Podobne śpiewy i tańce organizuje się też w domu panny młodej. Pieśni śpiewane wysokim, charakterystycznym tonem, który mi przypomina troszkę bollywoodzkie motywy, mają niekiedy lekko żartobliwy ton i opowiadają o przyszłych małżonkach oraz ich rodzinach. Kobiety zakładają na kostki ciężkie bransolety z dzwonkami i wystukują nimi rytm. Do taktu przygrywa bęben. Nadchodzi noc - ostatnia, zanim młodzi oficjalnie scementują związek. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: #2c2c2c; font-family: Arial, sans-serif; font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-8elPbfmzCGs/Twhr1ZatT0I/AAAAAAAAD8s/8FZ_Zf1aqwY/s1600/_MG_4866_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-8elPbfmzCGs/Twhr1ZatT0I/AAAAAAAAD8s/8FZ_Zf1aqwY/s640/_MG_4866_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-P1E6-zMocJk/Twhr3EP06gI/AAAAAAAAD80/nZeMpE2BpD8/s1600/_MG_4896_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="444" src="http://4.bp.blogspot.com/-P1E6-zMocJk/Twhr3EP06gI/AAAAAAAAD80/nZeMpE2BpD8/s640/_MG_4896_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dziewczynka wykonuje tradycyjny taniec, na jej kostkach podzwaniają bransolety&lt;br /&gt;/ Small girl doing the traditional dance with jingle bracelets on her feet&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Ostatnim etapem obrządków zaliczających się do przygotowań przedślubnych jest wykonanie henny, tzw. ceremonia Mehendi.   Pannie młodej hennę nanosi się prawie na całych rękach - od dłoni po przedramiona i lekko poniżej ramion, oraz na stopach. U pana młodego obszar ciała pokryty henną ogranicza się do dłoni. U młodej ceremonia Mehendi jest nie tylko dekorowaniem ciała. Obrzęd ten symbolizuje przemianę niewinnej dziewczyny w kobietę-kusicielkę, gotową by usidlić męża. Popularne motywy dekoracyjne ślubnej Mehendi to koncha, kwiaty, Kalash (rodzaj naczynia), paw, lektyka, oraz orszak ślubny zwany Baraat. Henna młodej skrywa też imię małżonka, który zgodnie z tradycją musi odszukać je pośród zawiłych wzorów, aby udowodnić swój spryt i spostrzegawczość.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: #2c2c2c; font-family: Arial, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 12px; line-height: 14px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-WpHg2SuuxVY/Twhxgljes1I/AAAAAAAAD9M/LUQQCkwaYJw/s1600/DSC01116_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="424" src="http://4.bp.blogspot.com/-WpHg2SuuxVY/Twhxgljes1I/AAAAAAAAD9M/LUQQCkwaYJw/s640/DSC01116_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mehendi u pana młodego&lt;br /&gt;/ Menendi - henna application on groom's hands&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-0ILswx23HE0/TwhsM-VJJVI/AAAAAAAAD88/VIA_9__Ud4U/s1600/_MG_4830_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-0ILswx23HE0/TwhsM-VJJVI/AAAAAAAAD88/VIA_9__Ud4U/s640/_MG_4830_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Henna na stopach dziewczyny&lt;br /&gt;/ Henna on bride's feet&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-1nUw-7Cl8Oo/TwhoCuWDLoI/AAAAAAAAD8E/bc8Ai4PO2lk/s1600/_MG_4972_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-1nUw-7Cl8Oo/TwhoCuWDLoI/AAAAAAAAD8E/bc8Ai4PO2lk/s640/_MG_4972_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Nałożenie ślubnej henny trwa 4 dni&lt;br /&gt;/ Henna application may take four days&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-clalw7jnX9U/TwhoEB3zbVI/AAAAAAAAD8M/Lz2c6ZZkL3s/s1600/_MG_4976_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-clalw7jnX9U/TwhoEB3zbVI/AAAAAAAAD8M/Lz2c6ZZkL3s/s640/_MG_4976_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ritu i Yash - imiona małżonków wplecione między misterne wzory henny u panny młodej&lt;br /&gt;/ Ritu and Yash - would-be marriage couple names on bride's arm&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-66eJu1gSiwg/TwhoFq0pzeI/AAAAAAAAD8U/_keC3BuocZ0/s1600/_MG_4977_LR_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-66eJu1gSiwg/TwhoFq0pzeI/AAAAAAAAD8U/_keC3BuocZ0/s640/_MG_4977_LR_1.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wzór henny na przedramionach dziewczyny&lt;br /&gt;/ Henna pattern on bride's arm&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Kilka godzin snu to nie wiele, zważywszy na to, że uroczystości ślubne rozpoczną się wczesnym rankiem i przeciągną się do późnej nocy i popołudnia następnego dnia.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: #2c2c2c; font-family: Arial, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 12px; line-height: 14px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ILC7MgbW0PM/TwhungBIW4I/AAAAAAAAD9E/LfDwI1zImNE/s1600/_MG_4893_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-ILC7MgbW0PM/TwhungBIW4I/AAAAAAAAD9E/LfDwI1zImNE/s640/_MG_4893_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Bratanek pana młodego wypoczywa przed dniem ślubu&lt;br /&gt;/ Groom's nephew resting before marriage day&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;[english version]&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;b style="color: #2c2c2c; font-family: Arial, sans-serif; line-height: 18px;"&gt;&lt;i&gt;There are some places in the World, where pragmatism is more important than love. Because love will follow. First there is a need for mutual respect and well-filled duty of being husband and wife. It is also crucial that man and woman know their role in the relationship. If those conditions are fulfilled, everything should go well.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Do you think that arranged marriage are a relic of ancient times? Not in India. Even today, when a young man is ready for marriage, his family is obligated to find a wife for him. After the marriage offer is made, woman and her family can approve (does not have to) the would-be husband and an engagement is arranged. From that time bride and groom will text to each other, call or email. This is the only way in which they can get to know each other better.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;We came to Padla, small village in Uttar Paradesh, in order to participate in this beautiful and deeply profound event, which in opposite to traditional European weddings, consist of many rites. Initially not all of them are clear and understandable for us, but we can feel its solemn, mysterious and mystic atmosphere.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;Before the official wedding ceremony bride and groom are being prepared to marriage. We had an honor to keep groom's company and have participated in his marriage preparation ceremonies. Yash - the groom - is our friend, who we befriend with during our studies in Denmark. All preparation ceremonies and rites took place in Yash's home, in surrounding of his closest family members. One of these ceremonies is a rite of purifying. The would-be husband has been undressed and his skin is rubbed with herbs by women of the house. It is worth to mention that vast majority of rites are made by women. Women also rule the house, they take care of duties related with household.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;Inside Yash's house, on the concrete courtyard there is a women's world - women bustle in colorful sarees and jingle with their ankle bracelets. Everything seems to be under control, even though the crowd of wedding guests is growing, but everything goes smooth. They laugh, sing and play drums.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;Men gather in separation - they sit in front of the house or on the floor of the courtyard. There are exceptions in the rule that only women take part in wedding preparation ceremonies, for instance in Tillak ceremony the would-be brother-in-law has blessed the groom; or when the father-in-law has presented groom and his family wedding gifts.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;The last step before main marriage celebrations is Mehendi rite - henna application. Bride's henna is applied on her hands, forearms, arms and feet. Groom's henna is limited to his hands. The Mehendi or henna motif is not only the adoration of the bride rather it epitomizes her transformation from a virgin girl to a temptress for her husband. As per Kama Sutra, henna is one of the sixty four arts of women. Popular motifs of the bridal Mehendi are conchshell, flowers, Kalash, peacock, doli (sedan chair) and baraat (bridegromm ceremonial parade) patterns. The intricate motifs of the bridal henna also hide the husband’s name. It is said that the husband’s name in the intricate henna motifs are made for the groom who has to find out his name in his bride’s Mehendi as an evidence of his sharp eyes and active brain to impress his girl.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;In the late evening women has gathered in front of bridegroom bedroom and sing folk songs which are a kind of tale about groom and his in-law family. Similarly, in bride's house women sing songs about would-be marriage couple. Women sing with thin voice, that remind me Bollywood musicals. They also have danced. Dancing woman wears heavy jingle bracelets and stamps to rhythms. Somebody is playing drums. The night has came - last night before young man and woman are going to become a marriage couple. Few hours sleep wouldn't be enough to rest before long wedding ceremonies that will start early morning and last to next late afternoon.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-665118385457515773?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/665118385457515773/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2012/01/hinduski-slub-czesc-i-hindu-wedding.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/665118385457515773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/665118385457515773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2012/01/hinduski-slub-czesc-i-hindu-wedding.html' title='Hinduski Ślub - część I / Hindu Wedding - part I'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-TWZcDLoLh6E/Twg6rL1_cTI/AAAAAAAAD6E/3lGI__cRsAc/s72-c/_MG_3452_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-297641978883492407</id><published>2011-12-01T16:37:00.001+01:00</published><updated>2012-01-22T15:57:18.098+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='The Netherlands'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='diamenty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Amsterdam'/><title type='text'>Amsterdam - Miasto diamentów / Amsterdam - City of Diamonds</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;[for english scroll down]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;8h w Amsterdamie to zdecydowanie za krótko, żeby odwiedzać muzea. Czasu nie wystarczy też, żeby przysiąść na bucha w coffee shopie. To zaledwie chwila na "szybki" spacer wzdłuż kanałów oraz alejkami dzielnicy Czerwonych Latarni, po to aby poczuć atmosferę miasta. Miasta, które na pierwszy rzut oka do złudzenia przypomina mi Kopenhagę.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Diamentowemiasto&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Amsterdam- miasto kanałów, coffee shopów, tulipanów, rowerów. To także, a może nawetprzede wszystkim stolica Holandii - ojczyzny tak wielkich malarzy jak Van Goghczy Rembrandt. Znajdziesz tu malownicze kamienice ustawione na baczność wzdłużsieci kanałów, urocze mosty, kolorowe łodzie, czy majestatyczne łabędzie. Jeślitrafisz do słynnej Dzielnicy Czerwonych Latarni, nie zdziw się, jeśli ujrzyszpółnagie dziewczęta wijące się kusząco w witrynach domów publicznych. Szerokimłukiem omijaj sklepy z tandetnymi pamiątkami, próbującymi nietrafnie oddaćklimat tego miasta. Bo czy herbata z marihuaną albo rastafariańskie motywykojarzą się z Amsterdamem? Nie, jeśli uważniej przyjżysz się niektórym faktomhistorycznym dotyczącym miasta.&amp;nbsp;Bo Amsterdam to również do niedawnaojczyzna diamentów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-4tgKCUMbrsI/TwF-eflP4bI/AAAAAAAADuw/TIGXy9BSlAs/s1600/_MG_3263_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-4tgKCUMbrsI/TwF-eflP4bI/AAAAAAAADuw/TIGXy9BSlAs/s640/_MG_3263_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Rowery i tramwaje dominują ulice miasta&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-9m6HwKN_TR8/TwF-awnY8uI/AAAAAAAADuo/Ig2V6Pzh5WQ/s1600/_MG_3200_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-9m6HwKN_TR8/TwF-awnY8uI/AAAAAAAADuo/Ig2V6Pzh5WQ/s640/_MG_3200_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="text-align: left;"&gt;Pamiątki w Muzeum Van Gogha&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Pbx5YSMAwW0/TwF-hdnDVXI/AAAAAAAADu4/f2JVSPijrgY/s1600/_MG_3290_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-Pbx5YSMAwW0/TwF-hdnDVXI/AAAAAAAADu4/f2JVSPijrgY/s640/_MG_3290_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="text-align: left;"&gt;Cebulki kwiatów na stoisku pływającego marketu&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-WJc_Wcm25iU/TwF-oRrtlhI/AAAAAAAADvI/Qlq2N3nDgqM/s1600/_MG_3308_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-WJc_Wcm25iU/TwF-oRrtlhI/AAAAAAAADvI/Qlq2N3nDgqM/s640/_MG_3308_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pływający market kwiatowy na Kanale Singela&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-qW-MO0_v_gU/TwF-rHxqCUI/AAAAAAAADvQ/iXF5RLMHdjA/s1600/_MG_3320_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-qW-MO0_v_gU/TwF-rHxqCUI/AAAAAAAADvQ/iXF5RLMHdjA/s640/_MG_3320_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-9_lojBu7bvk/TwF-wTxbnHI/AAAAAAAADvY/Iw2UUMifAUM/s1600/_MG_3384_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-9_lojBu7bvk/TwF-wTxbnHI/AAAAAAAADvY/Iw2UUMifAUM/s640/_MG_3384_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Typowy widoczek miejski&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-qCv7XGwKuyM/TwF-zvlfPZI/AAAAAAAADvg/Gfs6jVIZI8k/s1600/_MG_3402_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="478" src="http://1.bp.blogspot.com/-qCv7XGwKuyM/TwF-zvlfPZI/AAAAAAAADvg/Gfs6jVIZI8k/s640/_MG_3402_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kościół Świętego Mikołaja&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Og73ElEc0aU/TwF-2F_yS9I/AAAAAAAADvo/jdPvdWIg204/s1600/_MG_3403_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-Og73ElEc0aU/TwF-2F_yS9I/AAAAAAAADvo/jdPvdWIg204/s640/_MG_3403_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-6tRC21w3FaE/TwF-6FBwKKI/AAAAAAAADvw/UtIiO-p1kwk/s1600/_MG_3405_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-6tRC21w3FaE/TwF-6FBwKKI/AAAAAAAADvw/UtIiO-p1kwk/s640/_MG_3405_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Plac Dam&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Frl_yeA4uP4/TwF-TWWQPAI/AAAAAAAADuY/dI5pSEry30M/s1600/_MG_3190_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-Frl_yeA4uP4/TwF-TWWQPAI/AAAAAAAADuY/dI5pSEry30M/s640/_MG_3190_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Muzeum Van Gogha&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-zM7cKOMpkAg/TwF-W46mBNI/AAAAAAAADug/T1QfY11MHaM/s1600/_MG_3195_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-zM7cKOMpkAg/TwF-W46mBNI/AAAAAAAADug/T1QfY11MHaM/s640/_MG_3195_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Museumplein przed Rijksmuseum - tu każdy chce mieć zdjęcie&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Przez ponad cztery stulecia główne centum przemysłu diamentowego mieściło się w Amsterdamie. W drugiej połowie XVIII wieku miasto stało się światową stolicą diamentów. Warto wspomnieć, że duży udział w diamentowym biznesie miała społeczność żydowska.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Pierwsza Wojna Światowa, Wielki Kryzys lat 30-tych oraz deportacje ludności żydowskiej w czasach Drugiej Wojny Światowej były fatalne w skutkach dla diamentowego przemysłu. Od ok. 1965 po dziś dzień, Amsterdam pozostaje jedynie miejscem handlu detalicznego tym najszlachetniejszym z minerałów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Trochę o diamencie...&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Początkowo wierzono, że diamenty rodzą się w ziemi z nasion. Przypuszcza się, że pierwszy diament znaleziono w Indiach na 1000 lat przed narodzeniem Chrystusa. Aż do XVIII wieku Indie były głównym dostawcą surowca. Dziś wiadomo, że surowiec ten występuje na wszystkich kontynentach, za wyjątkiem Europy i Antarktydy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Zaledwie 20% wydobytych zasobów znajduje zastosowanie w przemyśle biżuteryjnym, resztę diamentów zużywa się w przemyśle. Ciekawostką jest, że diamentowe ostrza stosuje się w narzędziach używanych w medycynie estetycznej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-0K7nZYqBQ-U/TwK_dAfcaEI/AAAAAAAADv8/aLCpfaczPgU/s1600/_MG_3212_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="390" src="http://1.bp.blogspot.com/-0K7nZYqBQ-U/TwK_dAfcaEI/AAAAAAAADv8/aLCpfaczPgU/s640/_MG_3212_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Naszyjnik wykonany przez Cartiera, dar dla królowej Holandii, Wilhelminy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-azz7lTdkTCU/TwK_fmz9RSI/AAAAAAAADwE/dJvKzCnqTpg/s1600/_MG_3228_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-azz7lTdkTCU/TwK_fmz9RSI/AAAAAAAADwE/dJvKzCnqTpg/s640/_MG_3228_LR.jpg" width="478" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Warsztat szlifierski&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-XMnsjIuO2kA/TwLA3GAO2rI/AAAAAAAADwQ/iCmJ_FViHks/s1600/_MG_3286_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-XMnsjIuO2kA/TwLA3GAO2rI/AAAAAAAADwQ/iCmJ_FViHks/s640/_MG_3286_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Sery ozdabiające witrynę sklepu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-kX1H2p4WJck/TwLA9-2JYAI/AAAAAAAADwY/8v1FzqHFnvc/s1600/_MG_3367_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-kX1H2p4WJck/TwLA9-2JYAI/AAAAAAAADwY/8v1FzqHFnvc/s640/_MG_3367_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dzielnica Czerwonych Latarni&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-_FPYtWxQa5A/TwLBBZaxXNI/AAAAAAAADwg/W1ZvXXoHhwo/s1600/_MG_3393_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-_FPYtWxQa5A/TwLBBZaxXNI/AAAAAAAADwg/W1ZvXXoHhwo/s640/_MG_3393_LR.jpg" width="428" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pierwszy Coffee Shop w Amsterdamie&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;8h in Amsterdam is definitely to short tovisit museums. It is also not enough to chill out in coffee shop and trymarijuana stuff. It’s just a moment for quick walk around channels andexploration of Red Lantern District – just to feel the atmosphere of the city.The city that at first glance&amp;nbsp; remind meCopenhagen. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;Diamond City&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;In short, it can be said that Amsterdam is the city of channels,tulips and bikes; and also, this place is well known for its liberal attitudetoward weed smokers, but first and foremost it is a capital of the Netherlands– motherland of great artist such like Van Gogh or Rembrandt. You can also findbeautiful houses standing along channels, adorable bridges, boats and swans.Don’t be surprised if you see a half-naked stripper in the window of whore-housein the Red Lanterns District. If you really want to feel the atmosphere ofAmsterdam, omit souvenir shops. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;Why?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;Do you really think that&amp;nbsp;marijuana&amp;nbsp;tea or Rasta motifs representthe city? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;Not everybody knows that for more than four centuries, the diamondindustry was established in Amsterdam. In the second half of the17th centuryAmsterdam became the diamond capital of the world. The city long remained animportant center of polishing and trading. It is worth to mention that majorimpact on diamond business on that time had Jewish citizens.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;The First World War, the Depression of Thirties and above all thedeportation of the Jewish population in the Second World War were fatal to thediamond industry in Amsterdam. Since around 1965, Amsterdam has mostly been acenter of diamond trading, focusing particularly on sale to customer. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;Something About Diamonds&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;Initially peoplebelieved that diamonds grow from seeds in the ground.&amp;nbsp;It is assumed thatfirst diamond was found in India, as early as 1000 BC. And India remained themost important supplier of diamonds until the 18th century. Nowadays diamondsare found in more than 20 countries throughout the world, although not on thecountries of Europe or Antarctica.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;Merely 20% of the totalworld production is used for jewelry, the rest for industrial application, i.e.as blades for its physical properties.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-LlMkKrX84os/TwLCfBgofSI/AAAAAAAADws/tJEonlHjBbs/s1600/_MG_3340_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-LlMkKrX84os/TwLCfBgofSI/AAAAAAAADws/tJEonlHjBbs/s400/_MG_3340_LR.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pghVErXzhLI/TwLCgt-GlrI/AAAAAAAADw0/Vr5VctTlADM/s1600/_MG_3345_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-pghVErXzhLI/TwLCgt-GlrI/AAAAAAAADw0/Vr5VctTlADM/s400/_MG_3345_LR.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-x9pvqSxUmvE/TwLClEyHwMI/AAAAAAAADxE/lNxBYqlEIDk/s1600/_MG_3356_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-x9pvqSxUmvE/TwLClEyHwMI/AAAAAAAADxE/lNxBYqlEIDk/s400/_MG_3356_LR.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-297641978883492407?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/297641978883492407/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/12/amsterdam-miasto-diamentow-amsterdam.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/297641978883492407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/297641978883492407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/12/amsterdam-miasto-diamentow-amsterdam.html' title='Amsterdam - Miasto diamentów / Amsterdam - City of Diamonds'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-4tgKCUMbrsI/TwF-eflP4bI/AAAAAAAADuw/TIGXy9BSlAs/s72-c/_MG_3263_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-7002169297787932719</id><published>2011-10-27T09:58:00.001+02:00</published><updated>2012-01-22T15:57:36.201+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Denmark'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dania'/><title type='text'>Julebryg! Piwo uważnie warzone, na święta!</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Dziś będzie o piwie. Tym świątecznym, ale nie tylko. O tym, dlaczego ten z pozoru banalny trunek to nie tylko gorzkawy napój z bąbelkami i alkoholem. Bo piwo i jego warzenie ma długą tradycję. A w każdym kraju pielęgnuje się ją inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-vPhISMz-P74/TqkL8seTUMI/AAAAAAAADMo/jZEXW4fCpDI/s1600/IMG_2688_tmb_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-vPhISMz-P74/TqkL8seTUMI/AAAAAAAADMo/jZEXW4fCpDI/s640/IMG_2688_tmb_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kolekcja piwa w browarze Grenaa&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;J-dag&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy piątek listopada to zapewne ulubiony dzień niejednego wielbiciela złocistego trunku w Danii. 20:59:00 - ani sekundy wcześniej, ani milisekundy później. O tej godzinie Tuborg wprowadza do sprzedaży swoje świąteczne piwo - napój warzony ze starannie dobranych składników, ze zwiększoną zawartością słodu. Z tym wydarzeniem łączy się nie tylko celebrowanie napełnionych kufli. Koncern dba o swoich klientów i organizuje tego dnia uroczystą imprezę, którą uświetniają między innymi występy roznegliżowanych Śnieżynek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J-dag oznacza&lt;i&gt; julebryg dag&lt;/i&gt; - &lt;i&gt;dzień świątecznego piwa&lt;/i&gt;. Duńczycy nazywają to wydarzenie także &lt;i&gt;zamiecią&lt;/i&gt;&amp;nbsp;lub &lt;i&gt;śnieżycą&lt;/i&gt;. Na portalach społecznościowych roi się wtedy od wpisów typu "pada śnieg", albo "pierwszy śnieg", przy czym nie należy spodziewać się realnych opadów, bo to tylko sposób w jaki komentuje się fakt, że do magazynów sklepowych wjechały ciężarówki załadowane po sufit niebieskimi puszkami świątecznego Tuborga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-yFT2W65jSo8/TrUBMnpPP2I/AAAAAAAADSM/BDsTcWpXAM4/s1600/L1040454_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://1.bp.blogspot.com/-yFT2W65jSo8/TrUBMnpPP2I/AAAAAAAADSM/BDsTcWpXAM4/s640/L1040454_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Muzeum Carlsberga w Kopenhadze&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Nie tylko Tuborg&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Ale nie tylko na tym polega cały ten czar świątecznej tradycji. Bo piwo to coś więcej niż tylko bąbelki i alhokol. Przynajmniej dla niektórych, a na pewno dla mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-s3goVhTblhg/TqkMBWQyRPI/AAAAAAAADNI/rf_9QyU46XY/s1600/IMG_2708_tmb_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-s3goVhTblhg/TqkMBWQyRPI/AAAAAAAADNI/rf_9QyU46XY/s640/IMG_2708_tmb_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wnętrze jednego z lokalnych browarów na zachodzie Jutlandii&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-6PavkYyi3aM/TqkL9058DiI/AAAAAAAADMw/AaN2StVV774/s1600/IMG_2691_tmb_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-6PavkYyi3aM/TqkL9058DiI/AAAAAAAADMw/AaN2StVV774/s640/IMG_2691_tmb_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-jLfKBicRq0w/TqkMF91mVRI/AAAAAAAADNo/_D5_AxKHO7I/s1600/IMG_2731_tmb.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-jLfKBicRq0w/TqkMF91mVRI/AAAAAAAADNo/_D5_AxKHO7I/s640/IMG_2731_tmb.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-PeF-l_lRAfQ/TqkMG1YdiZI/AAAAAAAADNw/53rS9tEctrU/s1600/IMG_2740_tmb_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-PeF-l_lRAfQ/TqkMG1YdiZI/AAAAAAAADNw/53rS9tEctrU/s640/IMG_2740_tmb_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kegi gotowe do transportu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Chociaż Dania to kraj niewielki i nielicznie zamieszkały, to liczba lokalnych browarów jest dość imponująca. Niektóre wytwórnie piwa za jedyny kanał dystrybucji uznają miejscowe puby i restauracje. Inne możesz kupić w większych supermarketach. Oczywiście większość z nich podąża za trendem i także wypuszcza na rynek świąteczną wersję piwa. To okazja, żeby odświeżyć wizerunek i zaprezentować przyciągające wzrok etykiety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Browary prześcigają się też w kreowaniu przeróżnych smaków - piwo orzechowe, czekoladowe, z chili, piernikowe czy też aromatyzowane syropem z kwiatów czarnego bzu (piwo wiosenne). Dla wielbicieli prostoty są oczywiście piwa klasyczne. Aby zadowolić podniebienie i napełnić trzewia takim alkoholem trzeba mieć nieco zasobniejszy portfel, bo półlitrowa butelka piwa z wyższej puszki to koszt ok. 25 DKK (12 pln).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Ox2bYmmV_Tw/TqkMTaEyMlI/AAAAAAAADOY/XY6Vcwqwt4U/s1600/L1020976_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-Ox2bYmmV_Tw/TqkMTaEyMlI/AAAAAAAADOY/XY6Vcwqwt4U/s640/L1020976_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Rozlany napój czeka na etykiety&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-znxLQpUOymc/TqkL_DCEoFI/AAAAAAAADM0/u_GlOAw-fpw/s1600/IMG_2692_tmb.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-znxLQpUOymc/TqkL_DCEoFI/AAAAAAAADM0/u_GlOAw-fpw/s640/IMG_2692_tmb.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-MpV-ciaJCyg/TqkMXjMYCtI/AAAAAAAADOg/uuQKnH5x1Gc/s1600/L1020977.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-MpV-ciaJCyg/TqkMXjMYCtI/AAAAAAAADOg/uuQKnH5x1Gc/s640/L1020977.JPG" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Maszyna do etykietowania&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Z wielkim zadowoleniem obserwuję, że w Polsce powraca moda na piwa z lokalnych browarów. Piwa pszeniczne, piwa niepasteryzowane, czy też piwa smakowe przewijają się we wspomnieniach z tegorocznych wakacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Z własnej beczki&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Bardzo popularne wśród Duńczyków jest samodzielne warzenie piwa. W sklepach z wyposażeniem domu i ogrodu można kupić niezbędne do tego akcesoria oraz składniki. Następnie kolektywnie przystępuje się do sprawdzenia czy trunek faktycznie nadaje się do spożycia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jak powstaje piwo - dla ciekawskich&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proces wytwarzania piwa składa się z następujących etapów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Kiełkowanie&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Na tym etapie jęczmień poddawany jest kiełkowaniu: oczyszczone ziarna jęczmienia moczy się w wodzie przez trzy dni, aż zaczną wydzielać enzymy, które później, po zmieleniu słodu i wymieszaniu go z wodą, zamienią skrobię w cukry proste. Słodowanie trwa zazwyczaj około tygodnia i gdy zachodzące w kadziach procesy chemiczne dobiegną końca, przystępuje się do suszenia. Uzyskana w ten sposób substancja nazywana jest &lt;b&gt;słodem&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-S-NHVlfZ9Hw/TqkME0-40fI/AAAAAAAADNg/qJBmxKbFMyA/s1600/IMG_2721_tmb_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-S-NHVlfZ9Hw/TqkME0-40fI/AAAAAAAADNg/qJBmxKbFMyA/s640/IMG_2721_tmb_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Słód&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Warzenie&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Gotowy słód ściera się na mąkę i zalewa ciepła wodą. Następnie oddziela się część płynną, zwaną brzeczką, od części nierozpuszczalnej- wysłodzin. Uzyskaną brzeczkę gotuje się z dodatkiem chmielu, a następnie schładza i dodaje drożdże piwowarskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Fermentacja&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Podczas fermentacji drożdże powodują rozkład cukrów na alkohol i dwutlenek węgla. Wyróżnia się dwie zasadnicze techniki piwowarskie – dolną i górną fermentację. Fermentacja dolna przebiega w niskich temperaturach 7-12C i trwa od 7 do 10 dni; pod koniec procesu drożdże opadają na dno. Natomiast fermentacja górna przebiega w temperaturze 15-25° i trwa od 3 do 5 dni, a pączkujące drożdże zbierają się wraz z dwutlenkiem węgla na powierzchni brzeczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Leżakowanie&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;W tej fazie „młode piwo” podlega leżakowaniu. W przypadku piw otrzymanych przy zastosowaniu górnej fermentacji, okres leżakowania wynosi tydzień, natomiast w przypadku dolnej fermentacji, okres ten może wynosić nawet kilkanaście tygodni. Celem leżakowania jest przede wszystkim rozłożenie diacetylu, który powstał jako produkt uboczny fermentacji. W trakcie leżakowania piwo klaruje się, nasyca dwutlenkiem węgla i nabiera cennego bukietu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Filtracja&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Filtracja służy uzyskaniu odpowiedniej klarowności i oddzieleniu zawiesin. Najczęściej dokonuje się jej przy pomocy ziemi okrzemkowej. Niekiedy pomija się ten etap, w celu uzyskania specyficznej jakości trunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(źródło: foody.pl)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Piwo paliwo&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Możecie się śmiać, ale piwo wymieszane z wodą to też świetna płukanka do włosów :) Czego jeszcze nie wiecie o tym, co wlewacie do gardeł?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piwo jest napojem dostarczającym organizmowi sporej ilości kalorii (stąd mięsień piwny), zawiera też sole mineralne, a więc potas, fosfor, magnez, wapń i sód. Jest ono też źródłem witamin z grupy B, B1, B2, PP oraz B12.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piwo ułatwia trawienie potraw węglowodanowych, zaś jego pobudzające działanie na apetyt ma duże znaczenie w odżywianiu rekonwalescentów.&amp;nbsp;Pracę żołądka pobudzają zawarte w piwie specyficzne substancje goryczykowe oraz kwas węglowy. Piwo jest&amp;nbsp;również niezłym środkiem moczopędnym.&amp;nbsp;Wielu nefrologów i urologów zaleca picie piwa przy kamicy nerkowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(źródło: Bartłomiej Zborski "Księga Piwna")&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Novemberfest&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;J-dag świętowałam dziś z butelką ulubionego piwa w towarzystwie znajomych. Wymyślony przez speców od marketingu "event" to dla mnie nic innego jak oktoberfest, tyle że w listopadzie (novemberfest) - pretekst do spotkania i wychylenia kufelka. W marketach zgrzewki niebieskich puszek poleżą do Bożego Narodzenia. "Skål" (toast) będą wykrzykiwać wstawieni imprezowicze podczas &lt;i&gt;Julefrokost &lt;/i&gt;- tradycyjnych imprez organizowanych z okazji zbliżających się świąt w okresie adwentu, który dla Katolików ma całkiem odrębne znaczenie. Dania, kraj oddalony od Polski zaledwie o 10 godzin jazdy samochodem, a tak zupełnie inny. Pod każdym niemal względem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-iPyHGbMaVjo/TqkL6xa1wLI/AAAAAAAADMg/es6pOm7nAsY/s1600/IMG_2676_tmb_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-iPyHGbMaVjo/TqkL6xa1wLI/AAAAAAAADMg/es6pOm7nAsY/s640/IMG_2676_tmb_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-qb1N6Vbtkx8/TrUBO1MdsPI/AAAAAAAADSU/H6LEUPUaT0I/s1600/L1040457_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-qb1N6Vbtkx8/TrUBO1MdsPI/AAAAAAAADSU/H6LEUPUaT0I/s640/L1040457_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Stajnia i wozownia w Muzeum Carlsberga&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-_2JcEWM2AVU/TrUBQogcY4I/AAAAAAAADSc/oAYCpMN_Sp0/s1600/L1040461_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-_2JcEWM2AVU/TrUBQogcY4I/AAAAAAAADSc/oAYCpMN_Sp0/s640/L1040461_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-7002169297787932719?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/7002169297787932719/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/10/julebryg-piwo-uwaznie-warzone-na-swieta.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/7002169297787932719'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/7002169297787932719'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/10/julebryg-piwo-uwaznie-warzone-na-swieta.html' title='Julebryg! Piwo uważnie warzone, na święta!'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-vPhISMz-P74/TqkL8seTUMI/AAAAAAAADMo/jZEXW4fCpDI/s72-c/IMG_2688_tmb_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-5081167422850015077</id><published>2011-10-16T17:10:00.000+02:00</published><updated>2012-01-22T15:57:59.715+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='morze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lille Bælt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='port'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Skærbæk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Denmark'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dania'/><title type='text'>Skærbæk - mały azyl na prochach Wikingów</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Powiedz mi co wiesz o miejscu, gdzie dorastałeś/aś. Znasz jego topografię na wskroś. Wiesz co nie co o historii, zwłaszcza jeśli nauczyciel tego przedmiotu w podstawówce przypomina Ci o tym na lekcji. Albo jak wyprowadzasz psa na spacer i mijasz pamiątkową płytę z inskrypcją. Daty wydłubane w granicie, znicze zapalane przez sąsiadkę, wspomnienia dziadków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje dwie lokalne ojczyzny - Wawer i Grochów zioną historią z każdego kamienia. I nagle uświadomiłam sobie, że o moim "nowym domu" nie wiem praktycznie nic, oprócz tego, co mogę wydedukować rozglądając się po okolicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Dawno, dawno temu...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Et godt sted at bo - miejsce dobre do mieszkania&lt;/i&gt;, czytam...Skaerbaek to miejscowość licząca lekko ponad 2 tys mieszkańców. Tutaj także pielęgnuje się pamięć o dawnych czasach. Najwidoczniej ludzie lubią myśleć że ich domy wyrastają na ziemiach, po których wieki temu biegali rogaci Wikingowie i toporami wyznaczali granice swych osad. Kto przeżywał wycieczkę na Ostrów Tumski albo z zachwytem chłonął legendy o założycielach Państwa Polan, ten zrozumie. Później, gdzieś w wieku oświeconym pojawia się hrabia/król/szlachcic/książę, który stawia imponujący zamek fortecę i przyczynia się do rozwoju okolicy, za co zyskuje przydomek "budowniczy". Wszelkie zabiegi tego typu to jednak tylko przykrywka dla ekspansywnej polityki, bo apetyt na podboje sąsiednich terenów - w tym przypadku potężnej wyspy Fioni (dun. &lt;i&gt;Fyn&lt;/i&gt;) - ma każdy, kto posiada przynajmniej cztery imiona i tytuł. Tej całej historii trzeba dodać jeszcze szczyptę dramatyzmu i wspomnieć o złym najeźdźcy - "wszędobylskich, agresywnych i niszczycielskich" Szwedach. Tak po krótce należy przedstawić dzieje miasteczka, które w ubiegłym stuleciu przeszła ogromną transformację i na tym chcę się skupić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-qOXp5920lj8/Tow2vt0zLTI/AAAAAAAADIo/W6Ts3bOmR1c/s1600/HDR2-2+copy_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="339" src="http://4.bp.blogspot.com/-qOXp5920lj8/Tow2vt0zLTI/AAAAAAAADIo/W6Ts3bOmR1c/s400/HDR2-2+copy_LR.jpg" width="500" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Skærbæk Havn&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Najważniejszą decyzją, która wpłynęła na rozwój miasteczka była rozbudowa portu rybackiego w latach 20-tych XX wieku. Wcześniej prymitywa infrastruktura portu pozwalała na stacjonowanie znacznie mniejszych łodzi, zajmowano się głównie połowem morświna. Nowy port dał więcej możliwości i napędził lokalną gospodarkę na tyle, by uczynić ze Skaerbaek najbogatszą miejscowość w gminie. Do lat 40-tych flota rybacka stanowiła ok. 50 łodzi. Oprócz rybołówstwa miejscowa ludność trudniła się przetwórstwem ryb, handlem, budową łodzi, przemysłem drzewnym i rolnictwem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-I-0swsirzsc/Tpqhg17C2ZI/AAAAAAAADIw/uOP3hWsytAE/s1600/001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-I-0swsirzsc/Tpqhg17C2ZI/AAAAAAAADIw/uOP3hWsytAE/s640/001.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Skærbæk Havn&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Tuż po Drugiej Wojnie Światowej wybudowano tu elektrownię o spółdzielczych prawach własności. W latach 50-tych zakład przejęła firma Elsam, która obecnie została wchłonięta przez największy kombinat energetyczny w Danii - Dong Energy. Elektrownia góruje w krajobrazie do dziś, zatrudnia ok. 800 pracowników, z czego część zamieszkuje wraz z rodzinami należące do firmy osiedle domków jednorodzinnych w Skaerbaek. Właśnie w ten sposób my wylądowaliśmy w tym, z pozoru odludnym miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Intensywny rozwój infrastruktury w latach 70-tych - m.in. budowa autostrady - przyczynił się do wielu odkryć archeologicznych. Analiza gruntu, modelowanie zjawisk związanych ze zlodowaceniem oraz wszelkie ślady osadnictwa stopniowo dały obraz z przeszłości tych malowniczych terenów. Dziś już wiadomo, że domostwa pionierów znajdują się 2 metry pod wodą, gdyż cieśnina zmieniła się pod wpływem Zlodowacenia Bałtyckiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-CLz3hMKut7k/Tpqk0iGsmmI/AAAAAAAADJI/c98iGIRjW2g/s1600/_MG_2989_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-CLz3hMKut7k/Tpqk0iGsmmI/AAAAAAAADJI/c98iGIRjW2g/s640/_MG_2989_LR.jpg" width="424" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Skærbæk Havn&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;b&gt;Teraz...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Rybołówstwo nadal cieszy się powodzeniem, chociaż duże koszty siły roboczej czynią lokalny towar dość drogą przyjemnością. Napływ tańszych owoców morza pochodzących z połowów na Morzu Północnym kieruje większość przedstawicieli&amp;nbsp;&lt;i&gt;homo economicus&lt;/i&gt;&amp;nbsp;do supermarketów zamiast do maleńkiego sklepiku w portowym zaułku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-vFhaSOgai10/TprTIvp4zvI/AAAAAAAADJQ/HH2A9BsNKbs/s1600/002.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="384" src="http://4.bp.blogspot.com/-vFhaSOgai10/TprTIvp4zvI/AAAAAAAADJQ/HH2A9BsNKbs/s640/002.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-doemNO8ruj8/TpqizFl5xFI/AAAAAAAADJA/3sL_RZxEgqc/s1600/_MG_3000_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-doemNO8ruj8/TpqizFl5xFI/AAAAAAAADJA/3sL_RZxEgqc/s640/_MG_3000_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Skærbæk Havn&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Dziś w porcie obok łodzi rybackich stoją imponujące żaglówki, łodzie motorowe i katamarany. Letnimi wieczorami robi się tu gwarno i wesoło. W łodziach przesiadują staruszkowie za stolikami przy świecach. Obok pan w gustownych swetrze obejmuje blond-włosą piękność w kieliszkiem szampana w ręku. Ostatni rybak taszczy pusty koszyk roztaczając za sobą woń świeżej ryby. Gdzie indziej grają w karty, co jakiś czas wykrzykując "skål!" (czyt. &lt;i&gt;skol&lt;/i&gt;, pol. &lt;i&gt;na zdrowie&lt;/i&gt;). Jesienią w porcie panuje nie mniejsze poruszenie. Łodzie ściągane są na brzeg i dokładnie czyszczone, następnie ładowane na przyczepy i wywożone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Fb74YgSEZzU/Tpr_-LYc6mI/AAAAAAAADKI/FI-wo6xgJQw/s1600/skaerbaekMarina.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-Fb74YgSEZzU/Tpr_-LYc6mI/AAAAAAAADKI/FI-wo6xgJQw/s640/skaerbaekMarina.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Skærbæk Marina&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-vSxavkOafUE/TprbeDpFPDI/AAAAAAAADJo/h0u7dBN5N-M/s1600/_MG_3002_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-vSxavkOafUE/TprbeDpFPDI/AAAAAAAADJo/h0u7dBN5N-M/s640/_MG_3002_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Skærbæk Havn&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Dla amatorów plażowania, grillowania, czy zabaw w wodzie jest też plaża otoczona od strony lądu bukowym parkiem. Miejsce to nie jest może tak zjawiskowe jak rozległe plaże i wydmy z północy kraju, ale niewątpliwie ma swój urok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-2z9L1WVsh18/Tprzcw-TJ9I/AAAAAAAADJ4/ITaxAexOEs0/s1600/003.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="411" src="http://1.bp.blogspot.com/-2z9L1WVsh18/Tprzcw-TJ9I/AAAAAAAADJ4/ITaxAexOEs0/s640/003.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Droga na plaze, Skærbæk&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-HwfsHc1R_zo/TprggrCJx4I/AAAAAAAADJw/OC62MtnnImc/s1600/skaerbaek.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-HwfsHc1R_zo/TprggrCJx4I/AAAAAAAADJw/OC62MtnnImc/s640/skaerbaek.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Widok na Kolding Fiord, Skærbæk&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Domki jak z klocków czy klocki jak domki?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Obok zabytkowych, lecz wciąż jeszcze zamieszkiwanych chatek, o soczewkowych oknach i trzcinowych dachach, wyrastają imponujące wille &amp;nbsp;- te o klasycznej architekturze a także bardziej nowoczesne, bo ze szkła, betonu i drewna. Powierzchnie dachów czerwienią się na wzgórzu ponad portem i stopniowo obniżają się ku cieśninie. Widok na Skarbaek przypomina mi trochę obrazek z katalogów Lego, które z zapartym tchem wertowałam w poszukiwaniu inspiracji spełniając swe ambicje jako mały budowniczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Zplxb640XSA/TpqiiUcGZWI/AAAAAAAADI4/JmpAWdH2ZB4/s1600/_MG_3018_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-Zplxb640XSA/TpqiiUcGZWI/AAAAAAAADI4/JmpAWdH2ZB4/s640/_MG_3018_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Særbæk&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-LqDlu4ENzas/TprYT5GhiZI/AAAAAAAADJg/NaC-5PM9TnY/s1600/_MG_3015_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-LqDlu4ENzas/TprYT5GhiZI/AAAAAAAADJg/NaC-5PM9TnY/s640/_MG_3015_LR.jpg" width="455" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Skærbæk&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4wtsMa9-ybw/Tpr1c0ZVAyI/AAAAAAAADKA/xpNgvKClF3k/s1600/_MG_3016_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-4wtsMa9-ybw/Tpr1c0ZVAyI/AAAAAAAADKA/xpNgvKClF3k/s640/_MG_3016_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Skærbæk&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;PS&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jeśli lubisz nas czytać, podobają Ci się nasze zdjęcia albo masz coś do dodania, proszę nie wahaj się pozostawić po sobie śladu innego niż w statystykach odwiedzin. Twój komentarz będzie dla nas cenny, ponieważ staramy się aby "Kartki" były coraz lepsze. Pamiętaj, że możesz nas także subskrybować - wystarczy, że wpiszesz swój adres mailowy w miejscu po prawej stronie u góry tej strony.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-5081167422850015077?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/5081167422850015077/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/10/skrbk-may-azyl-na-prochach-wikingow.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/5081167422850015077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/5081167422850015077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/10/skrbk-may-azyl-na-prochach-wikingow.html' title='Skærbæk - mały azyl na prochach Wikingów'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-qOXp5920lj8/Tow2vt0zLTI/AAAAAAAADIo/W6Ts3bOmR1c/s72-c/HDR2-2+copy_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-8600519351210224729</id><published>2011-09-11T18:04:00.001+02:00</published><updated>2012-01-22T15:58:19.117+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='morze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='farma wiatrowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='United Kingdom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiatrak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Essex'/><title type='text'>Wiatraki i frytki</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Brightlingsea to jedno z wielu zapomnianych miejsc, gdzie większość mieszkańców prawie dorównuje wiekiem posępnym romańskim kościołom. To miejsce, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem znak drogowy ostrzegający przed przechadzającymi się tu i ówdzie starszymi ludźmi. Co powoduje, że to jedno w wielu miasteczek portowych we wschodnim Essex zasługuje na szczególną uwagę? Nie tak zupełnie dawno temu w okolicy Harwich powstała koncepcja budowy farmy wiatrowej na wodzie. Projekt został zrealizowany przez duńską firmę DONG Energy, a już dziś produkująca energię elektryczną farma wiatrowa nazywa się Gunfleet Sands. Taki wielkoskalowy projekt ożywił lekko gospodarkę tego regionu. Nowe miejsca pracy przyczyniły się do napływu młodych ludzi do Brightlingsea, gdzie mieści się biuro i serwis farmy Gunfleet Sands Offshore Wind Farm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-uXsL5T_Q1hI/TmzSC-P4ePI/AAAAAAAAET0/KlkLcDeOdw8/s1600/GunfleetSandsOffshoreWindFarm%25231.jpg" imageanchor="1"&gt;&lt;img alt="Farma wiatrowa Gunfleet Sands - fot. Łukasz Kocewiak" border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-uXsL5T_Q1hI/TmzSC-P4ePI/AAAAAAAAET0/KlkLcDeOdw8/s640/GunfleetSandsOffshoreWindFarm%25231.jpg" title="Gunfleet Sands Offshore Wind Farm" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Miasteczko jest popularne, między innymi, ze starej i zabytkowej architektury. Większość budynków pamięta jeszcze przedwojenne czasy. Rysy na najmniejszej nawet cegle, jak linie na dłoni, są w stanie opowiedzieć nam historię tego miejsca. Jak to przystało na prawdziwe miasteczko portowe, większość ludzi tu mieszkających jest związana z morzem. Ktoś z rodziny jest rybakiem, skipperem na statku, czy też pracuje w obsłudze portowej. Kto jeszcze nie wie, że praca na morzu jest okrutnie ciężka i nie dla każdego, niech przyjedzie tutaj i przekona się na własnej skórze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div id="swfObject"&gt;&lt;script language="JavaScript" type="text/javascript"&gt;            AC_FL_RunContent(                'codebase', 'http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=10,0,0,0',                'width', '650',                'src', 'frontPageTurbines',                'quality', 'high',                'pluginspage', 'http://www.adobe.com/go/getflashplayer',                'align', 'middle',                'play', 'true',                'loop', 'true',                'scale', 'showall',                'wmode', 'transparent',                'devicefont', 'false',                'id', 'frontPageTurbines',                'bgcolor', '#ffffff',                'name', 'frontPageTurbines',                'menu', 'true',                'allowFullScreen', 'false',                'allowScriptAccess','sameDomain',                'movie', 'http://lukasz.kocewiak.eu/swf/frontPageTurbines',                'salign', ''            ); //end AC code        &lt;/script&gt;        &lt;noscript&gt;            &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;img src="http://img2.blogblog.com/img/video_object.png" style="background-color: #b2b2b2; width: 650px; " class="BLOGGER-object-element tr_noresize tr_placeholder" id="frontPageTurbines" data-original-id="frontPageTurbines" /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;        &lt;/noscript&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie ma nic lepszego jak fish &amp;amp; chips lub konkretny burger po ciężkim dniu pracy na otwartym morzu. Do tego jeszcze wykrzywiające ryja piwo w małym pubie mieszczącym się w suterenie, gdzie gwar i śmiechy słychać do późnych godzin wieczornych. Po kilku dniach żywienia się nasyconym tłuszczem jedzeniem, mam tu na myśli wszelkiego rodzaju kiełbasy, jajka na bekonie, burgery, ryby ociekające tłuszczem i frytki, poczułem ducha tego miejsca. Do każdego posiłku oczywiście jedno w wielu lokalnych piw, których nazwy nie jestem sobie w stanie przypomnieć nawet przy użyciu hipnozy. Szczególnie zachęcam do przyjazdu w te okolice smakoszy różnego rodzaju piwa angielskiego (ang. ale). Jest tu tego naprawdę dużo i trzeba poświęcić kilka długich wieczorów, żeby przebrnąć przez najbardziej popularne. Nie jest rzadkością trafić do lokalu, gdzie owy eliksir młodości leje się jeszcze z tradycyjnej angielskiej ręcznej pompy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-HLx0lEcMFF4/TnOBacBUuQI/AAAAAAAAET8/5mwMSjkbxiY/s1600/GFS%25232-%2528CompactB%2526W%2529.jpg" imageanchor="1"&gt;&lt;img alt="Farma wiatrowa Gunfleet Sands - fot. Łukasz Kocewiak" border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-HLx0lEcMFF4/TnOBacBUuQI/AAAAAAAAET8/5mwMSjkbxiY/s640/GFS%25232-%2528CompactB%2526W%2529.jpg" title="Gunfleet Sands Offshore Wind Farm" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Poza pracą na morzu w Brightlingsea jest również czas na wypoczynek. W samym miasteczku znajdują się aż dwa kluby jachtowe skupiające miłośników żeglowania. Miasteczko posiada małą plażę, gdzie w ciepłe letnie dni można spotkać gromadki kąpiących się lub łowiących kraby dzieci. Starsi ludzie natomiast wystawiają leżaki z małych kolorowych domków i skąpani w słońcu trwają w tym błogostanie. Wzdłuż głównego deptaku jest szereg ciasno ustawionych domków plażowych tak małych, że mieści się tam krzesło, wieszak na ręcznik, półka na ulubioną książkę i krem do opalania, oraz kuchenka z małym czajnikiem na filiżankę herbaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-qm_ZFG_bwM8/TnOKX5S6Q3I/AAAAAAAAEUE/iwtlN01hiTA/s1600/L-Kocewiak-Gunfleet-Sands.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="Lukasz Kocewiak - Gunfleet Sands" border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-qm_ZFG_bwM8/TnOKX5S6Q3I/AAAAAAAAEUE/iwtlN01hiTA/s400/L-Kocewiak-Gunfleet-Sands.jpg" title="Na farmie wiatrowej Gunfleet Sands" width="267" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Rozmawiałem kiedyś z Johnem, jednym z techników pracujących przy obsłudze farmy wiatrowej, o tym zjawiskowym miejscu. On sam spędził w Brightlingsea całe swoje dzieciństwo. Opowiadał, że jako mały chłopiec szczytem odwagi było przebiegnąć po wszystkich dachach i nie być strąconym przez nisko latające laski zezłoszczonych i przeważnie starszych właścicieli. Same domki są już bardzo stare i należało uważać, żeby przypadkiem noga nie zaklinowała się zapadniętej pod ciężarem ciała desce. John śmiał się również, że nie jest łatwo nabyć jakikolwiek z takowych domków, gdyż przekazywane są z pokolenia na pokolenie, a lista chętnych stale rośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli kiedyś uda Ci się trafić do tego spokojnego miasteczka choć na jeden dzień, z czystym sercem mogę polecić Scooby Snax. Jest to lokal gdzie, według wielu miejscowych, serwują najlepsze fish &amp;amp; chips w mieście. Osobiście sprawdziłem i myślę, że nie tylko w samym mieście, ale i w okolicy. Ryba jest zawsze świeża, chrupiąca i podana z największą pieczołowitością. Już w Christchurch polubiłem to połączenie ociekającej tłuszczem ryby w panierce z frytkami, które jest uznane przez wielu za esencję niezdrowego jedzenia. Tutaj to właśnie można posmakować tego dania w czystej doskonałości.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-8600519351210224729?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/8600519351210224729/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/09/wiatraki-i-frytki.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8600519351210224729'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8600519351210224729'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/09/wiatraki-i-frytki.html' title='Wiatraki i frytki'/><author><name>Łukasz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18059437535977540297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-uXsL5T_Q1hI/TmzSC-P4ePI/AAAAAAAAET0/KlkLcDeOdw8/s72-c/GunfleetSandsOffshoreWindFarm%25231.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-1297032621099878078</id><published>2011-09-05T11:52:00.007+02:00</published><updated>2012-01-23T09:05:15.739+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fænø Kalv'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyspa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='morze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lille Bælt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kajak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Denmark'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kajakarstwo morskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dania'/><title type='text'>Płynie się po to, żeby płynąć</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;W tańcu chodzi o to, by czerpać radość z każdego kroku na parkiecie, a nie przemierzać go wzdłuż i wszerz. Kiedy wiosłujesz, jest podobnie - radość sprawia Ci każde zanurzenie pióra, słońce przyjemnie ogrzewa twarz, mewy leniwie tkwią na pomostach, ktoś pozdrawia Cię z żaglówki. Jest też cel, kawałek lądu, który majaczy gdzieś w oddali oraz odległość mierzona w kilometrach oraz sile rąk.&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bywa tak, że często nie jesteśmy świadomi jak wiele niezwykłych rzeczy można zrobić we własnej okolicy. Naprawdę nie potrzeba wyjeżdżać na drugi koniec świata, żeby ciekawie i aktywnie spędzić czas. Byłoby zatem głupotą nie wykorzystać faktu, że mieszkamy nad morzem, które do wczorajszej niedzieli było tylko spowszedniałym elementem krajobrazu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-yf3jFM0aQrQ/TmSp1PAwGDI/AAAAAAAADFs/ImTTL-Xqgfs/s1600/DSC00940_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="Lille Bælt" border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-yf3jFM0aQrQ/TmSp1PAwGDI/AAAAAAAADFs/ImTTL-Xqgfs/s640/DSC00940_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;"nowy" most na Lille Bælt&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Trzeba wiedzieć, że Dania to kraj żeglarzy, dlatego miłość do tego sportu zaszczepia się już u 8-latków.  Czasami przyglądam się dzieciakom ze szkółki żeglarskiej, jak dzielnie walczą z żywiołem. Nieistotne czy temperatura powietrza osiąga zaledwie kilka stopni powyżej zera. Jeśli wpadają do wody, obracają łódkę,gramolą się z powrotem, stawiają żagle, wybierają wodę i płyną dalej. Tak jak w życiu codziennym. Kiedy Duńczyk napotyka jakiś problem, rzadko się poddaje, nie czeka na mannę z nieba i szybko znajduje optymalne rozwiązanie... ale dość dygresji! Żeglarstwo to dzisiaj nie jedyna dyscyplina sportu, którą powszechnie uprawiają miejscowi. Modny stał się ostatnio kite-surfing, a i kajakarstwo przeżywa swój renesans. Dla leniwych pozostają skutery i motorówki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9Gzk1-RK3JI/TmSqJOQcHCI/AAAAAAAADFw/402yPJBscCI/s1600/DSC00942_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="Lille Bælt" border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-9Gzk1-RK3JI/TmSqJOQcHCI/AAAAAAAADFw/402yPJBscCI/s640/DSC00942_LR.jpg" width="424" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Oprócz domu, samochodu i roweru wypada też mieć łódkę&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Plany wspólnego wiosłowania knuliśmy od powrotu z Nowej Zelandii, zabrakło jednak czasu. Po aktywnych wakacjach mieliśmy już tylko ochotę zaszyć się w domu, zaparzyć dzbanek herbaty, rozegrać partyjkę szachów, nadgonić z projektami, a w niedzielę pójść na ściankę. Aż pojawił się Ignasi - nasz couch-surfingowy gość z Minorki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Zc9Wj59acCI/TmSqfQCu4GI/AAAAAAAADF0/BrhnFcZ2X4g/s1600/DSC00943_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="Lille Bælt" border="0" height="424" src="http://4.bp.blogspot.com/-Zc9Wj59acCI/TmSqfQCu4GI/AAAAAAAADF0/BrhnFcZ2X4g/s640/DSC00943_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ignasi - nasz gość z Minorki&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Ignasi, mimo duńskich chłodów, nosi słomkowy kapelusz, szorty oraz słońce w plecaku. Ten stale uśmiechnięty student filozofii latem pracuje jako przewodnik wycieczek kajakowych dookoła Minorki - swojej małej katalońskiej ojczyzny. W Danii zamierza odwiedzić przyjaciół w Kopenhadze, ale zanim tam dotrze, chciałby powiosłować w okolicy Fionii. I tak trafiamy na Fænø Kalv - maleńką (4ha) wyspę położoną w cieśninie Lille Bælt, między Fionią a Jutlandią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedzielna pogoda zapowiada się obiecująco, ale my już wiemy, że pogoda w Danii jest zmienna i nieprzewidywalna. Rankiem powierzchnia wody jest gładka jak lustro, co pozwala nam zauważyć bawiące się w oddali delfiny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-t5hdyuFiBQY/TmSrz0tjQvI/AAAAAAAADGI/kP85zm6U8Sk/s1600/DSC00946_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="Lille Bælt" border="0" height="424" src="http://3.bp.blogspot.com/-t5hdyuFiBQY/TmSrz0tjQvI/AAAAAAAADGI/kP85zm6U8Sk/s640/DSC00946_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;"stary" most na Lille Bælt - trudno uwierzyć, że jesteśmy na morzu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Po ok. 3 godzinach wiosłowania docieramy na Fænø Kalv. Wyspeka ma powierzchnię zaledwie 4 ha, a w najwyższym punkcie osiąga 12 m. W XVII Szwedzi wybudowali tu fortyfikację w czasie wojny z Danią. Miejsce to stało się także symbolem przymierza z Norwegią, kiedy monarchowie wrogich sobie państw zawarli na niej pokój. Dzisiaj wysepka jest chętnie odwiedzana przez żeglarzy, kajakarzy, tudzież entuzjastów innych sportów wodnych. Można tu obozować tylko jedną noc, a maksymalna liczba ludzi mogących jednocześnie tam przebywać to 20 osób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xfph9MG8EhM/TmSsR8UPPrI/AAAAAAAADGM/G374kKj6P5I/s1600/DSC00953_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="Fænø Kalv" border="0" height="424" src="http://4.bp.blogspot.com/-xfph9MG8EhM/TmSsR8UPPrI/AAAAAAAADGM/G374kKj6P5I/s640/DSC00953_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;wyspa Fænø Kalv&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Mimo niedzielnego ruchu na wodzie, wyspa chwilami pustoszeje i jesteśmy sami. Słońce chowa się za chmurami, gdzieś na horyzoncie widać zasłony deszczu. Miejsce, które przed chwilą było oazą spokoju i wytchnienia od wiosłowania, nagle staje się surowe i tajemnicze. Obrazek ten, mimo dzikiego piękna, przywodzi mi skojarzenie z "Władcą Much" Goldinga, a ponieważ ta część mózgu, która odpowiada za wyobraźnię staje się niezwykle aktywna w takich momentach, tylko czekam aż z za krzaków wyskoczy rozwrzeszczana banda zdziczałych dzieci z dzidami i pianą na ustach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku godzinach błogiego lenistwa oraz dokładnym zbadaniu wyspy w poszukiwaniu drewna na opał, decydujemy się wracać. Żegnamy się z Ignasi, który zostaje tam na noc, oraz obiecujemy sobie, że spotkamy się w wakacje na Minorce. Do brzegu niesie nas silny prąd, dzięki czemu docieramy tam dwukrotnie szybciej. Trzeba jeszcze tylko rozmasować obolałe mięśnie, wyczyścić kajaki i zaczekać na samochód, który je odbierze. Ale to dopiero początek naszej przygody z morzem - jestem o tym przekonana. Póki co - buła rośnie, rośnie też nasz apetyt na nowe wyzwania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4l83ezFPYFw/TmSskLCPs7I/AAAAAAAADGQ/gJ3pqvJaRp0/s1600/DSC00968_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="cieśnina Mały Bełt" border="0" height="424" src="http://4.bp.blogspot.com/-4l83ezFPYFw/TmSskLCPs7I/AAAAAAAADGQ/gJ3pqvJaRp0/s640/DSC00968_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Łukasz walczy z prądem&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-1297032621099878078?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/1297032621099878078/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/09/pynie-sie-po-to-zeby-pynac.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1297032621099878078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1297032621099878078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/09/pynie-sie-po-to-zeby-pynac.html' title='Płynie się po to, żeby płynąć'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-yf3jFM0aQrQ/TmSp1PAwGDI/AAAAAAAADFs/ImTTL-Xqgfs/s72-c/DSC00940_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-6795630834619945713</id><published>2011-08-24T10:48:00.003+02:00</published><updated>2012-01-23T09:05:34.028+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poland'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szarża'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Łyna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Konie, wino i śpiew, czyli moje wakacje w siodle</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Ten kto mnie zna, wie że konie uwielbiam. Pisałam już o tym, jak zaczęła się moja miłość do tych szlachetnych zwierząt. Pisałam też, że jeżdżę konno od niedawna bo zaledwie od trzech lat. Moja końska przygoda na dobre zaczęła się właśnie na obozie jeździeckim w Łynie organizowany przez Stowarzyszenie Jeździeckie "Szarża". To tam nauczyłam się jak o konia dbać, jak go siodłać, kiełznać, czyścić. Ale Łyna to nie tylko jazda konna. To przede wszystkim ludzie, których łączy ta sama pasja. To także warmińsko-mazurska sceneria, lasy, jeziora, miód pitny i ogniska do rana. To niezapomniane tereny, to uśmiech, kiedy w galopie mkniesz przez łąkę, albo uchylasz się przed gałęziami w lesie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-AZHxXlpCJXc/Tkzp9KqLJGI/AAAAAAAADCA/7d5s2yLxY4s/s1600/_MG_1846_lr.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-AZHxXlpCJXc/Tkzp9KqLJGI/AAAAAAAADCA/7d5s2yLxY4s/s640/_MG_1846_lr.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na obozie czerpiemy radość nie tylko z samej jazdy ale i z obcowania z końmi w ogóle. Każdy obozowicz ma do odpracowania co najmniej jedną wachtę stajenną, która polega na całodobowym czuwaniu nad końmi, karmieniu ich, sprzątaniu boksów. Dodatkowo co wieczór wykonujemy proste zabiegi pielęgnacyjne, co bez wątpienia zbliża nas do tych zwierząt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-1UEmGPOnqxc/Tkzp10ekgAI/AAAAAAAADBk/FowWTuIHdzE/s1600/_MG_2133_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://4.bp.blogspot.com/-1UEmGPOnqxc/Tkzp10ekgAI/AAAAAAAADBk/FowWTuIHdzE/s640/_MG_2133_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Łyńskie posiłki, gdy tylko pogoda dopisze, odbywają się pod chmurką&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-G2BcyuoMEZI/Tkzpi-LHJPI/AAAAAAAADAs/B6YurLLj1ZU/s1600/_MG_1983_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-G2BcyuoMEZI/Tkzpi-LHJPI/AAAAAAAADAs/B6YurLLj1ZU/s640/_MG_1983_LR.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Instruktorzy to na ogół przyjaźni ludzie :)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Jak już sobie człowiek tyłek obije w siodle, pomacha widłami i pozagląda do końskich zadów w celu wyeliminowania "jeleniówek" (mucha pasożytująca na delikatnej skórze pod ogonem), to przychodzi czas na rozrywkę. Wieczorami wszyscy gromadzimy się przy ognisku i śpiewamy ułańskie piosenki. Przyznam, że jak usłyszałam je po raz pierwszy to zarumieniłam się po czubek uszu - tematyka krąży wokół końskich i kobiecych "zadów", opisując jakie to ciężkie życie jest ułana, ale ogólnie nie jest źle, bo wojenka to "moja pani", czasem można dać w gardło a i dziewka do pofiglowania się nawinie, "a resztę się zaciągnie choćby siłą" (cytat).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O północy śpiewamy Samosierrę i pijemy zdrowie konia oraz jeźdźców którzy tego dnia zaliczyli upadek (z konia, naturalnie). Pechowiec staje na ławce &amp;nbsp;i ogłasza, że jest "dupa a nie jeździec" po czym wznosi toast za konia, z którego spadł i podaje butelkę instruktorowi. Butelka krąży dookoła ogniska, aż do opróżnienia. &amp;nbsp;Ogniska ciągną się czasami do bladego świtu. Twardzi zawodnicy nie kładą się spać i prosto od paleniska idą &amp;nbsp;do stajni rozdawać obrok. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1a0ZM4vly1I/Tkzp5WOc3wI/AAAAAAAADBs/_-BeuzkEPeU/s1600/_MG_2148_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-1a0ZM4vly1I/Tkzp5WOc3wI/AAAAAAAADBs/_-BeuzkEPeU/s640/_MG_2148_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kiedy pada deszcz...&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Jeśli pogoda dopisze, obóz urozmaicamy wypadami nad jezioro, spływem kajakowym czy też rajdem do leśniczówki. Na koniec, w ostatnią sobotę turnusu wypada turniej (albo durniej). Grupujemy się wtedy po kilka osób i wymyślamy zabawne przebrania. Turniej składa się z kilku konkurencji, do których m. in. należy "berek" - trzeba wyciągnąć kawałek worka spod siodła uciekających; "ścięcie saracena" - tu trzeba strącić poustawiane na przeszkodach butelki; oraz wiele, wiele innych ciekawych atrakcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ktoś powiedział, że do Łyny jedzie się raz, potem się już tylko wraca. Bo jest coś magnetycznego w tym miejscu i w ludziach, którzy odchodzą od biurek i komputerów, zapominają o pracy i studiach, by na 2 tygodnie zaszyć się w kompletnej głuszy i odpocząć od życia, jakie mają na co dzień. Ten łyński magnes sprawi, że wrócę tam również w przyszłym roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-wokJYQeploQ/TF7joOVijSI/AAAAAAAAChk/OLUpzcuwmNA/s1600/IMG_1969_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="Stowarzyszenie Jeździecka Szarża Łyna" border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-wokJYQeploQ/TF7joOVijSI/AAAAAAAAChk/OLUpzcuwmNA/s640/IMG_1969_prev.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-7T27D-WpAfI/Tkzp-pyDKII/AAAAAAAADCE/_c2TnbyHIY0/s1600/_MG_2028_lr.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="Stowarzyszenie Jeździecka Szarża Łyna" border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-7T27D-WpAfI/Tkzp-pyDKII/AAAAAAAADCE/_c2TnbyHIY0/s640/_MG_2028_lr.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-jwnFHajG1MM/Tkzp8dWrx8I/AAAAAAAADB4/kyxp0Y_tNGU/s1600/_MG_1898_lr_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="tarzanie konia" border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-jwnFHajG1MM/Tkzp8dWrx8I/AAAAAAAADB4/kyxp0Y_tNGU/s640/_MG_1898_lr_1.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Tz3oRNaGBHs/Tkzp_Lq_bTI/AAAAAAAADCI/8UtN2vLusdc/s1600/_MG_2112_lr.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-Tz3oRNaGBHs/Tkzp_Lq_bTI/AAAAAAAADCI/8UtN2vLusdc/s640/_MG_2112_lr.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ckLA4OrWGqo/Tkzp9ghWwyI/AAAAAAAADB8/K95aWqUkwnk/s1600/_MG_1968_lr_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-ckLA4OrWGqo/Tkzp9ghWwyI/AAAAAAAADB8/K95aWqUkwnk/s640/_MG_1968_lr_1.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-MfpZDIaLLWw/TkzpiqI_bbI/AAAAAAAADAo/oYyc6golsys/s1600/_MG_1980_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-MfpZDIaLLWw/TkzpiqI_bbI/AAAAAAAADAo/oYyc6golsys/s640/_MG_1980_LR.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-PTLxzLMbOIA/TkzpEBNm-JI/AAAAAAAAC_Y/FdqleWGDJeM/s1600/_MG_1800_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-PTLxzLMbOIA/TkzpEBNm-JI/AAAAAAAAC_Y/FdqleWGDJeM/s640/_MG_1800_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-fun_UAL2uZU/TkzpHTl9M1I/AAAAAAAAC_g/vOTE49DqrCg/s1600/_MG_1805_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-fun_UAL2uZU/TkzpHTl9M1I/AAAAAAAAC_g/vOTE49DqrCg/s640/_MG_1805_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-yF2ob5hZ5oU/TF7joaOIgvI/AAAAAAAAChk/XQi41azQY-g/s1600/IMG_1975_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-yF2ob5hZ5oU/TF7joaOIgvI/AAAAAAAAChk/XQi41azQY-g/s640/IMG_1975_prev.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-lMC1JBGBv7I/TGG-SZoJwNI/AAAAAAAAChk/nLOxQtbyD-Y/s1600/IMG_2066_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-lMC1JBGBv7I/TGG-SZoJwNI/AAAAAAAAChk/nLOxQtbyD-Y/s640/IMG_2066_prev.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-hHi_FxyHuqU/TGJV-O-UrMI/AAAAAAAAChk/hjSgZsasnqs/s1600/IMG_2627_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-hHi_FxyHuqU/TGJV-O-UrMI/AAAAAAAAChk/hjSgZsasnqs/s640/IMG_2627_prev.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-pM_LufMWEPk/TGJKTS9Iq_I/AAAAAAAACoM/GC_e2csDWFY/s1600/IMG_2492_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-pM_LufMWEPk/TGJKTS9Iq_I/AAAAAAAACoM/GC_e2csDWFY/s640/IMG_2492_prev.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-mzE8EzdHzH0/TGJKTEG2BvI/AAAAAAAAChk/Txwh3R1OE84/s1600/IMG_2477_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-mzE8EzdHzH0/TGJKTEG2BvI/AAAAAAAAChk/Txwh3R1OE84/s640/IMG_2477_prev.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-bh8klc_VOZw/TGJKSgNBw2I/AAAAAAAADDM/DUnh4yh2d_c/s1600/IMG_2474_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-bh8klc_VOZw/TGJKSgNBw2I/AAAAAAAADDM/DUnh4yh2d_c/s640/IMG_2474_prev.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-RWtHXX0OiME/TGHYqdkCJKI/AAAAAAAAChk/dxxtRetBeG0/s1600/IMG_2370_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-RWtHXX0OiME/TGHYqdkCJKI/AAAAAAAAChk/dxxtRetBeG0/s640/IMG_2370_prev.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-1Wcgj48VEE4/TGHIoVqjSXI/AAAAAAAAChk/ZJXHRPhTr_M/s1600/IMG_2358_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-1Wcgj48VEE4/TGHIoVqjSXI/AAAAAAAAChk/ZJXHRPhTr_M/s640/IMG_2358_prev.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-opOPHriq6uA/TGJMbNc0LHI/AAAAAAAAChk/5hjLLh7bhlI/s1600/IMG_2551_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-opOPHriq6uA/TGJMbNc0LHI/AAAAAAAAChk/5hjLLh7bhlI/s640/IMG_2551_prev.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-UIldpUjQz6U/TGHCcOSZe-I/AAAAAAAAChk/5NeyzlhNvGc/s1600/IMG_2128_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-UIldpUjQz6U/TGHCcOSZe-I/AAAAAAAAChk/5NeyzlhNvGc/s640/IMG_2128_prev.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-KTT1-fzgXzY/TGG_aI5amwI/AAAAAAAAChk/m9U40ox27KA/s1600/IMG_2070_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-KTT1-fzgXzY/TGG_aI5amwI/AAAAAAAAChk/m9U40ox27KA/s640/IMG_2070_prev.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-6jNWvolCIko/TGG-RsEICFI/AAAAAAAAChk/JCMElpiu0P8/s1600/IMG_2056_prev.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-6jNWvolCIko/TGG-RsEICFI/AAAAAAAAChk/JCMElpiu0P8/s640/IMG_2056_prev.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-6795630834619945713?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/6795630834619945713/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/08/konie-wino-i-spiew-czyli-wakacje-z.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/6795630834619945713'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/6795630834619945713'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/08/konie-wino-i-spiew-czyli-wakacje-z.html' title='Konie, wino i śpiew, czyli moje wakacje w siodle'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-AZHxXlpCJXc/Tkzp9KqLJGI/AAAAAAAADCA/7d5s2yLxY4s/s72-c/_MG_1846_lr.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-8820832912516957545</id><published>2011-08-24T00:16:00.003+02:00</published><updated>2012-01-23T09:06:58.204+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Italy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='couchsurfing'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Włochy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Toskania'/><title type='text'>Surfowanie po kanapach i... kuchni</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Do couch surfingu miałam podejście bardzo sceptyczne. No bo jak to tak... zapraszać obcych ludzi pod swój dach, albo nocować u nich? A co jeśli trafię na zboczeńca i mordercę? Takie były moje obawy zanim poznałam osobę, która dzięki couch surfingowi poznała mnóstwo ludzi z całego świata i nigdy nie zetknęła się z mordercą czy gwałcicielem. Idea, która przyświeca tej formie znajdowania noclegów bardzo mi odpowiada ponieważ w ten sposób najlepiej można poznać kulturę i obyczaje mieszkańców odwiedzanego kraju. Wczasy all inclusive już dawno przestały mnie bawić - jakiś pierwiastek geografa, który we mnie pozostał, kusił aby spróbować czegoś nowego, czegoś o czym później pomyślę "to była przygoda".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z góry założyłyśmy z Moniką (towarzyszką mojej podróży do Włoch), że noclegów szukamy tylko na couch surfigu. Ostatecznie na wszelki wypadek spisałyśmy adresy hosteli, ale nie dopuszczałyśmy do świadomości, że wylądujemy w hotelu. W razie czego miałyśmy śpiwory, w końcu noce we Włoszech nie mogą być chłodne...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero potem uświadomiłyśmy sobie, że sierpień to dla Włochów okres wakacji, w związku z tym znalezienie noclegu w tym czasie graniczyło z cudem. Na szczęście z Pizy otrzymałyśmy trzy pozytywne odpowiedzi. Ostatecznie, po wnikliwej analizie profili wybieramy Filippo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem czy moja opinia o Włochach i Toskanii byłaby tak pozytywna, gdyby nie nasz gospodarz. Ale wszystko po kolei. Zaczęło się niewinnie, kiedy to Filippo, urzędnik państwowy w kwiecie wieku odebrał nas z lotniska, po czym okrążył całe miasto w poszukiwaniu pizzy z pieca na drewno. To tylko przedsmak jego gestów gościnności oraz sygnał, że wyjazd do Toskanii upłynie pod znakiem poznawania kuchni włoskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia byłyśmy z Moniką już bardzo zmęczone wędrówkami po Florencji. Całe szczęście Filippo obiecał odebrać nas z dworca. Nieco zaskoczone, że pozornie niepozorny renault zamienia się w kabriolet, wsiadłyśmy do auta i chichocząc ukradkiem jak nastolatki, chłonęłyśmy zapachy i dźwięki miasta, które nie milkło nawet po zmroku. Przeciwnie, tętniło życiem mimo sezonu letniego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pf8ppgtLOGQ/Tj-tEI6AWpI/AAAAAAAAC5Q/Za182iUdRkw/s1600/_MG_2553_LR.jpg" imageanchor="1"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-pf8ppgtLOGQ/Tj-tEI6AWpI/AAAAAAAAC5Q/Za182iUdRkw/s640/_MG_2553_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W domu czeka nas niespodzianka - Filippo proponuje kolację własnego autorstwa - spaghetti al pomodoro oraz wołowe "tagliata" - smażoną i pokrajaną w plastry ligawę, zwaną później przez Monikę po prostu "krową". Nie jest to, jak się potem okazuje, taka sobie zwyczajna krowa. Mięso pochodzi z Argentyny i nie tak łatwo je dostać. Filippo smaży je bez żadnych przypraw, jedynie pod koniec dodaje sól i polewa oliwą. Kroi w plastry i podaje. Prostota tej potrawy to jej największa zaleta, gdyż brak przypraw wydobywa prawdziwy, lekko krwisty smak mięsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-1PVTjtnoc0Q/Tj-up55D3BI/AAAAAAAAC54/iGVUH36gDzQ/s1600/IMG_2312_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-1PVTjtnoc0Q/Tj-up55D3BI/AAAAAAAAC54/iGVUH36gDzQ/s640/IMG_2312_LR.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-onqDL9WPH10/Tj-xC0gFQXI/AAAAAAAAC6g/ENf70lP8hbc/s1600/IMG_2336_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://4.bp.blogspot.com/-onqDL9WPH10/Tj-xC0gFQXI/AAAAAAAAC6g/ENf70lP8hbc/s640/IMG_2336_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Tagliata&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-A0WGKogsmuY/Tj-qtoP6_QI/AAAAAAAAC3E/Up3z8m5ciEg/s1600/_MG_2329_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://4.bp.blogspot.com/-A0WGKogsmuY/Tj-qtoP6_QI/AAAAAAAAC3E/Up3z8m5ciEg/s640/_MG_2329_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;i nastrój był...&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Ja najmilej wspominam jednak wieczór, kiedy Filippo zaprowadził mnie to maleńkiej restauracji/sklepu z lokalnymi przysmakami. Było to późnym wieczorem i lokal już zamknięto. Po krótkiej dyskusji z właścicielem Filippo z rozbrajającą prostotą oznajmił, że tu we Włoszech nie ma "otwarte" czy "zamkniętę" - wszystko podlega negocjacji. W maleńkim ogrodzie na zapleczu, przy donicy z ziołami doznałam kulinarnej ekstazy racząc się lokalnymi serami, salami i niepasteryzowanym piwem. Na deser rozpływające się panforte (rodzaj ciasta) oraz aromatyczne espresso. W między czasie właściciel restauracji wdaje się w pogawędkę z moimi towarzyszami. Okazuje się, że w przeszłości pracował w Polsce. "Wy Polacy pijecie niedobrą kawę, w dużych szklankach i z fusami" - słyszę... potem spoglądam na moją mikroskopijną filiżankę. To fakt, jeszcze całkiem niedawno na stacji benzynowej podano mi kawę "parzuchę" w szklance bez uszka na szklanym spodku. PRL.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to powiedziała Monika nad talerzem strigoli con ricotta "mogłam umrzeć jedząc krowę, ale teraz mogę umrzeć jeszcze raz". I to trafnie określało intensywność kulinarnych doznań, jakie zawdzięczamy naszemu gospodarzowi. Podsumowując - miałyśmy szczęście, że trafiłyśmy na tak znakomitego hosta, bo to nic, że odbierał nas z dworca swoim kabrioletem, gdy zmęczone ledwie powłóczyłyśmy nogami; to drobiazg, że ugotował nam prawdziwe włoskie smakołyki, zaprosił na najlepszą pod słońcem pizzę z pieca, poił limonchello (coś jakby cytrynówka), tańczył salsę i pokazał miasto. Najważniejsze, że podzielał nasz styl poznawania świata i chociaż sam z couch surfingu raczej nie korzysta (jako gość), to chętnie udziela gościny, po to aby dowiedzieć się więcej o ludziach i ich kulturach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż nasza podróż do Toskanii nie sprowadzała się wyłącznie do tzw "gastroturystyki" (co można wnioskować po lekturze tego wpisu) to muszę przyznać, że kuchnia była tym elementem kultury włoskiej, który najbardziej utrwalił mi się po wyjeździe. Nasuwa mi się taki wniosek, że podróżowanie to nie tylko "zaliczanie" atrakcji z przewodnika i kupowanie pamiątek. To smak makaronu i lodów na Placu Garibaldiego, to chropowatość muru w San Gimigiano, to cykanie świerszczy wieczorową porą. To przede wszystkim poznawanie ludzi i ich kultury, to zdobywanie ich zaufania, i wreszcie dzielenie się częścią siebie oraz radość z tego, że świat jest na tyle różnorodny, że jego odkrywanie nigdy się nie znudzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-T8P9P23HJUM/Tj-zIYO3idI/AAAAAAAAC7I/sWkr2yHP5Tc/s1600/_MG_2200_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-T8P9P23HJUM/Tj-zIYO3idI/AAAAAAAAC7I/sWkr2yHP5Tc/s640/_MG_2200_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dosłownie surfująca po kanapie Monika pije espresso&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-8820832912516957545?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/8820832912516957545/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/08/surfowanie-po-kanapach-i-kuchni.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8820832912516957545'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8820832912516957545'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/08/surfowanie-po-kanapach-i-kuchni.html' title='Surfowanie po kanapach i... kuchni'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-pf8ppgtLOGQ/Tj-tEI6AWpI/AAAAAAAAC5Q/Za182iUdRkw/s72-c/_MG_2553_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-1627715601961134934</id><published>2011-08-21T18:44:00.006+02:00</published><updated>2012-01-23T09:07:58.747+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Italy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Włochy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Toskania'/><title type='text'>Pod słońcem Toskanii</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Wyjazdy spontaniczne to zawsze strzał w dziesiątkę. Im mniej mamy oczekiwań i wyobrażeń o danym miejscu, tym większy jest element pozytywnego zaskoczenia i mniejsze rozczarowanie. Ja wiedziałam, że Toskania to przede wszystkim krajobrazy utkane z zielonych pagórków, słońce, wino, zapierające dech w piersiach zabytki Florencji, a na koniec Krzywa Wieża. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją podróż po Toskanii zaczynamy właśnie od Florencji. Z Pizy podróż pociągiem to zaledwie godzina i tylko 5 euro. Polecam ten rodzaj transportu we Włoszech - bilety są tanie, a pociągi punktualne, szybkie i wygodne. Po drodze na dworzec mijamy jeszcze Krzywą Wieżę oraz chmarę turystów, którzy pozują do zdjęć w charakterystyczny sposób tak, by wyglądało, że podtrzymują budowlę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wCR4sAtna14/Tj-zQ7VVSkI/AAAAAAAAC7U/EJLFyXajkAk/s1600/_MG_2211_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Toskania]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="Toskania" border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-wCR4sAtna14/Tj-zQ7VVSkI/AAAAAAAAC7U/EJLFyXajkAk/s640/_MG_2211_LR.jpg" title="Piza" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kliknij na zdjęcia, aby powiększyć&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Okres wakacyjny to nienajlepsza pora do zwiedzania miast, ponieważ jest bardzo tłoczno. Ponadto sierpień to czas urlopowy i część sklepów jest zamknięta. Z tego względu Florencja jawi nam się  niczym bazar z pamiątkami - wszelkiego rodzaju wyroby skórzane, pajacyki Pinokio (Toskania to ojczyzna Pinokia), kolorowe makarony, kapelusze i wachlarze. Kramy z pamiątkami szpecą zabytkowe ulice odbierając im urok a natrętni sprzedawcy okularów przeciwsłonecznych szemrzą pod nosem zachęcające formuły. Kolejka do katedry Santa Maria di Fiore okrąża tą potężną budowlę, zatem rezygnujemy ze zwiedzania i wybieramy się na wędrówkę po najmniej zatłoczonych alejkach miasta. W ten sposób trafiamy na Piazza della Santissima Annunziata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qLYho5rFkZQ/Tj-prCh6gxI/AAAAAAAAC2U/krCNjq061nI/s1600/_MG_2251_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Toskania]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="Toskania" border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-qLYho5rFkZQ/Tj-prCh6gxI/AAAAAAAAC2U/krCNjq061nI/s640/_MG_2251_LR.jpg" title="Piazza della Satissima Annunziata" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Monika na Piazza della Santissima Annunziata&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Kolejnym celem jest Most Złotników - Ponte Vecchio. Początkowo wzdłuż mostu swoją siedzibę miały sklepiki z rybami oraz rzeźnie. W XVI wieku decyzją księcia Ferdynanda I zostali oni usunięci a w ich miejsce powstały warsztaty jubilerów i złotników. I tak też pozostało do dzisiaj. Maleńkie sklepiki z podświetlanymi witrynami kuszą nasze srocze gusta. Ostatecznie Monika kupuje zawieszkę - koralową papryczkę chili, która w kulturze Włochów przynosi szczęście. Florencę  żegnamy zakupując wino na kolację. Monika próbuje jeszcze tiramisu, co obrała za punkt obowiązkowy do zaliczenia podczas naszej podróży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xGsLMXHPs3k/Tj-zeUDh9nI/AAAAAAAAC7k/PqOwiIgj-5w/s1600/_MG_2226_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Toskania]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://4.bp.blogspot.com/-xGsLMXHPs3k/Tj-zeUDh9nI/AAAAAAAAC7k/PqOwiIgj-5w/s640/_MG_2226_LR.jpg" title="Florencja" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Santa Maria di Fiore&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hbNp7Pswzhw/Tj-pa5qZa5I/AAAAAAAAC2E/SfdNbZRgmsc/s1600/_MG_2232_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Toskania]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-hbNp7Pswzhw/Tj-pa5qZa5I/AAAAAAAAC2E/SfdNbZRgmsc/s640/_MG_2232_LR.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-WxgceGp4a0Q/Tj-qwx_HvTI/AAAAAAAAC3I/HL8M1Nk7x98/s1600/_MG_2294_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Toskania]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-WxgceGp4a0Q/Tj-qwx_HvTI/AAAAAAAAC3I/HL8M1Nk7x98/s640/_MG_2294_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Most Złotników&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Zmęczone zatłoczoną Florencją jedziemy do San Gimigiano - miejscowości zwanej średniowiecznym Manhattanem ze wzlgędu na charakterystyczne wieże, które pełniły funkcje obronne oraz stanowiły o zamożności ich właścicieli. Miasteczko zaznaczamy na naszej mapie zwiedzania jeszcze w samolocie, studiując program wycieczki autokarowej. My przeznaczamy na zwiedzanie cały dzień. Podróż do San Gimignano nie jest prosta, bo po drodze trzeba przesiąść się dwukrotnie. San Gimignano to zdecydowanie kwintesencja Toskanii. Miasteczko położone jest na wzniesieniu, otoczone winnicami i maleńkimi wioskami. Włóczęgę po starych murach zaczynamy od obiadu - makaron strigoli con ricotta, flaszka schłodzonego wina i chleb z oliwą dają nam energię by zbadać każdy kamień tego średniowiecznego cuda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9miZTgFIHBE/Tj-rDR2tYxI/AAAAAAAAC3c/E-EhoGVQZ2w/s1600/_MG_2403_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Toskania]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-9miZTgFIHBE/Tj-rDR2tYxI/AAAAAAAAC3c/E-EhoGVQZ2w/s640/_MG_2403_LR.jpg" title="strigoli con ricotta" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Strigoli con ricotta&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-S0adgWujrog/Tj-q628Kw8I/AAAAAAAAC3U/irhKxBjd6PY/s1600/_MG_2400_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Toskania]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-S0adgWujrog/Tj-q628Kw8I/AAAAAAAAC3U/irhKxBjd6PY/s640/_MG_2400_LR.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ciężkie mury San Gimignano dają zbawczy cień, wąskie alejki pozwalają umknąć z dala od turystycznego ścisku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-nHFv3JiGJIw/Tj-rSCgA1ZI/AAAAAAAAC3o/ggt0voAz4DA/s1600/_MG_2414_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Toskania]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-nHFv3JiGJIw/Tj-rSCgA1ZI/AAAAAAAAC3o/ggt0voAz4DA/s640/_MG_2414_LR.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-P0qjHZNZ3Gc/Tj-ryQG7ZNI/AAAAAAAAC38/7ciZs0xV37M/s1600/_MG_2432_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Toskania]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-P0qjHZNZ3Gc/Tj-ryQG7ZNI/AAAAAAAAC38/7ciZs0xV37M/s640/_MG_2432_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nasz kolejny cel to Lucca - niewielkie miasteczko położone na północ od Pizy, założone jeszcze w II w p.n.e. przez Etrusków. Starą część miasta otacza mur obronny, który kojarzy mi się z Fredericia (w Danii). Nasze leniwe zwiedzanie jak zwykle urozmaica posiłek złożony z makaronu i lampka wina. Czas sączy się powoli i wcale nie czuję, że następnego dnia wsiądę do samolotu i wyląduję w pochmurnym Krakowie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-BQ0wpHsKw7E/Tj-sdJLjDiI/AAAAAAAAC4s/8syA9TdVs28/s1600/_MG_2488_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Toskania]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-BQ0wpHsKw7E/Tj-sdJLjDiI/AAAAAAAAC4s/8syA9TdVs28/s640/_MG_2488_LR.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-xG1A8x2vhko/Tj-sx7IRqmI/AAAAAAAAC5A/jS6OFPYgJj4/s1600/_MG_2515_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Toskania]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="424" src="http://3.bp.blogspot.com/-xG1A8x2vhko/Tj-sx7IRqmI/AAAAAAAAC5A/jS6OFPYgJj4/s640/_MG_2515_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Lucca okiem Moniki&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego pokochałam Toskanię? Pewnie dlatego, że można ją poznawać na wiele sposobów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie - miłośnicy sztuki i architektury zachwycą się znanymi dziełami mistrzów takich jak Da Vinci; nie zawiodą się też wielbiciele kulinariów - wszak kuchnia włoska (jak skromnie stwierdził nasz znajomy Mariano) jest najlepsza, bo przecież pasty i pizze znane są powszechnie na całym świecie. Spokój i wytchnienie znajdą też zwolennicy agroturystyki oraz ci, którzy wolą wypoczynek na łonie natury. Toskania piękna jest i basta! Ja wiem, że jeszcze tam wrócę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-1627715601961134934?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/1627715601961134934/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/08/pod-soncem-toskanii.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1627715601961134934'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1627715601961134934'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/08/pod-soncem-toskanii.html' title='Pod słońcem Toskanii'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-wCR4sAtna14/Tj-zQ7VVSkI/AAAAAAAAC7U/EJLFyXajkAk/s72-c/_MG_2211_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-8796528014349218383</id><published>2011-08-03T11:09:00.009+02:00</published><updated>2012-01-23T09:08:47.717+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Italy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Włochy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Toskania'/><title type='text'>Sniadanie na skuterze</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;No i jestem w Pizie. Wreszcie odpoczne od nieustannego deszczu, który ciągnie sie ciezka chmura nad moja glowa jeszcze od samej Danii. Ani w Warszawie, ani w Krakowie nie doświadczyłam ladnej pogody. Za to w Pizie żar leje sie z nieba, juz od samego rana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zaczne od początku. Toskania chodziła mi po głowie od pewnego czasu. Kiedyś zapytałam pewną Włoszkę o najpiękniejsze miejsce w jej ojczyźnie - bez chwili wahania wskazała Florencję. Zatem decyzja byla prosta, podparta dodatkowo korzystnymi cenami biletow. Dodatkowym plusem byl wylot z Krakowa - miasta, które darzę ogromnym sentymentem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z lotniska w Pizie odbiera nas Filippo - nasz gospodarz, o którym (i o samym couch surfingu) napiszę osobno. Powietrze jest ciepłe ale lekkie, mkniemy ulicami miasta w poszukiwaniu pizzerii, która jest wposarzona w prawdziwy piec na węgiel. Pizza jest delikatna i aromatyczna, na cienkim cieście, z niewielką ilością dodatków, a jednak pyszna. Kolacja u Filippe kończy się mistrzowskim pokazem salsy w wykonaniu Moniki i naszego gospodarza, nieudolnym tańcem bachata w wykonaniu moim i Mariano, oraz "tradycyjnym włoskim układem tanecznym" zaprezentowanym przez Filippo oraz Mariano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano, kiedy Monika jeszcze śpi myszkuję w poszukiwaniu zbawczej dawki kofeiny. Po chwili stukam sie jenak w glowe - zaden szanujacy sie Wloch nie bedzie mial w domu kawy instant. Okazuje sie jednak, ze Filippo zaspal i w pospiechu zabiera mnie na skuterze do pobliskiej kawiarenki na kawe i slodka buleczke z delikatnym, kremowym nadzieniem. Moj wybor pada oczywiscie na espresso - Filippo zerka z aprobata chwalac moj wybor. Powiem wam, moi drodzy, ze tak pysznego espresso nie pilam przenigdy - nawet podczas mojej krotkiej kariery kelnerki we wloskiej kawiarni. Delikatna krema na 2 mm grubosci, lagodny, lekko gorzkawy ale nigdy cierpki smak... a w oddali lśni bielą Krzywa Wieza. Czy mozna chciec wiecej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-8796528014349218383?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/8796528014349218383/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/08/sniadanie-na-skuterze.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8796528014349218383'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8796528014349218383'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/08/sniadanie-na-skuterze.html' title='Sniadanie na skuterze'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-388334398664050915</id><published>2011-06-04T18:44:00.007+02:00</published><updated>2012-01-22T23:20:44.855+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='karnawał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='carnival'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aalborg'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Denmark'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dania'/><title type='text'>Karnawał w Aalborg</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Co roku, pod koniec maja główne ulice Aalborg zapełniają się kolorowym kordonem uczestników karnawału. Sama impreza trwa kilka dni i składa się z występów różnych grup tanecznych oraz - głównej części - uroczystego przemarszu ulicami miasta. Na czele grupy idą profesjonalni tancerze z różnych części świata. Jak na karnawał przystało nie brakuje też roznegliżowanych dziewcząt ze szkół samby, które prezentują bajecznie kolorowe stroje złożone z piór, cekinów, skąpo okrywających ich półnagie ciała. Jest też grupa przerażających istot reprezentujących miasto Aalborg - ludzi odzianych w czarne łachmany w drewnianych maskach. Nie brakuje szczudlarzy i akrobatów, aktorów przebranych za zwierzęta, orkiestry, bębniarzy... a za tym barwnym orszakiem maszerują spragnieni zabawy mieszkańcy oraz goście, którzy przybyli na daleką północ właśnie ze względu na karnawał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-vjsTKNmBi9g/ShrxyUh95rI/AAAAAAAABJU/5AeivCVgGDw/s1600/IMG_0201.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Aalborg Carnival]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Tancerka ze szkoły samby (fot. Patrycja Skłodowska-Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="tancerka ze szkoły samby" border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-vjsTKNmBi9g/ShrxyUh95rI/AAAAAAAABJU/5AeivCVgGDw/s640/IMG_0201.jpg" title="Aalborg Carnival" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Gorące tancerki ze szkoły samby&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-3S-Eaty6m0A/Shrxwn6mWLI/AAAAAAAABJI/gVebrBRQITY/s1600/IMG_0170.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Aalborg Carnival]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" title="Parada tancerzy (fot. Patrycja Skłodowska-Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Parada tancerzy" border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-3S-Eaty6m0A/Shrxwn6mWLI/AAAAAAAABJI/gVebrBRQITY/s640/IMG_0170.jpg" title="Aalborg Carnival" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-xGFHrQ8Prk8/TepRThhiH-I/AAAAAAAACzk/EU39xXDchME/s1600/31061_1368446424544_1633221974_879226_6891741_n.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Aalborg Carnival]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Parada tancerzy z Bułgarii (fot. Patrycja Skłodowska-Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Aalborg Carnival" border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-xGFHrQ8Prk8/TepRThhiH-I/AAAAAAAACzk/EU39xXDchME/s640/31061_1368446424544_1633221974_879226_6891741_n.jpg" title="Parada tancerzy z Bułgarii" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Przedstawiciel Bułgarskiej grupy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Każdego roku karnawał odbywa się pod hasłem, aby zjednoczyć uczestników i stworzyć niepowtarzalny klimat. Tym razem tematem imprezy był Ogród Seksuozoologiczny (wolne tłumaczenie z duńskiego), zatem wypadało przebrać się za coś związanego ze zwierzętami. Nie sztuka iść do sklepu i kupić gotowy strój, który i tak zawiśnie w szafie na wieki. Trzeba było zadziałać kreatywnie. A co powiecie na zebrę? Przepis jest prosty: top w pasy, trochę filcu, odrobina futerka na ogonek, opaska do umocowania uszu, igła, nici, trochę kleju, no i farbka do bodypaintingu. I tak zostałam zebrą. Łukasza strój kota był natomiast inspirowany strojami z musicalu Koty, stąd peruka i makijaż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-LSXbu8_B1r0/TepRn6VIK2I/AAAAAAAACzo/c7no0MKgUqE/s1600/628a307_LR.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Aalborg Carnival]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Ja i Łukasz na ulicach Aalborg (fot. Yash Veer Singh)"&gt;&lt;img alt="Aalborg Carnival" border="0" height="291" src="http://3.bp.blogspot.com/-LSXbu8_B1r0/TepRn6VIK2I/AAAAAAAACzo/c7no0MKgUqE/s320/628a307_LR.jpg" title="Karnawał w Aalborg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ja i Łukasz - fot. Yash Veer Singh&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Trzeba dobrze się przygotować, żeby nie tylko zobaczyć, ale i poczuć dreszcz karnawału idący od szyi aż po miejsce, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę. Nie mówię tylko tutaj o należytym przebraniu, ale i odpowiednim obciążeniu, żeby regularnie i bez niepokojących przerw dawać w gaz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość imprezujących na tą okazję organizuje różnego rodzaju wózki do przewozu odpowiedniej ilości alkoholu. Niejednokrotnie są to wózki z pobliskich marketów przyozdobione zależnie od pomysłowości uczestników karnawału. Łukasz przyjął inną strategię. Zabrał ze sobą tylko mały plastikowy kubeczek, który w miarę potrzeby napełniał alkoholem od innych uczestników karnawału. Plastikowy kubeczek nie ma szans się stłuc i jest bardzo poręczny. Jest tylko jeden minus, nigdy nie wiesz, co szczerze się śmiejący sąsiad leje do środka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak zorganizowani w drużynę złożoną z dwóch zeber, kota, owcy, aligatora (który utrzymywał, że jest dinozaurem), dwóch piratów oraz człowieka z jabłkiem na głowie - wyruszyliśmy ulicami Aalborg by dołączyć do tłumu rozbawionych uczestników karnawału. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-mOaVcXDHqkw/TepSaz4XHUI/AAAAAAAAC0A/O1-F5T-tUgU/s1600/246784_10150192951252234_612867233_7637197_4069790_n.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Aalborg Carnival]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Cała paczka przed wyjściem na ulice (fot. Yash Veer Singh)"&gt;&lt;img alt="Aalborg Carnival" border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-mOaVcXDHqkw/TepSaz4XHUI/AAAAAAAAC0A/O1-F5T-tUgU/s640/246784_10150192951252234_612867233_7637197_4069790_n.jpg" title="Aalborg Carnival" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;fot. Yash Veer Singh&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Zawsze obserwowaliśmy karnawał z drugiej strony barierki, z aparatem fotograficznym, bezpiecznie daleko od rozkrzyczanych Duńczyków. Tym razem było inaczej, bo daliśmy się porwać tej rozentuzjazmowanej masie kolorowych ludzi. Alkohol lał się strumieniami, asfalt wręcz lepił się od rozlanych trunków. Muzyka płynąca z głośników zamontowanych na ruchomych platformach wybijała rytm. Można tu przez chwilę zapomnieć o obowiązkach, pracy i wszelkich kłopotach, dać się ponieść kolorowemu tłumowi, który jednoczy pokolenia oraz ludzi z różnych zakątków Europy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ToLPzLz2WWs/ShryBx6-u2I/AAAAAAAABLY/iNCt-qEa428/s1600/IMG_0353.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-ToLPzLz2WWs/ShryBx6-u2I/AAAAAAAABLY/iNCt-qEa428/s640/IMG_0353.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-9a-DW3uYOIs/ShryCQwxIbI/AAAAAAAABLc/uxKvX31HmZY/s1600/IMG_0359.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-9a-DW3uYOIs/ShryCQwxIbI/AAAAAAAABLc/uxKvX31HmZY/s640/IMG_0359.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-lBIVmsPYyqQ/ShryC8R0FMI/AAAAAAAABLk/LJbmZyPDs5c/s1600/IMG_0374.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-lBIVmsPYyqQ/ShryC8R0FMI/AAAAAAAABLk/LJbmZyPDs5c/s640/IMG_0374.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-GWtbzucrC9A/ShryEDaXtYI/AAAAAAAABL0/k8DSDdyfayg/s1600/IMG_0385.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-GWtbzucrC9A/ShryEDaXtYI/AAAAAAAABL0/k8DSDdyfayg/s640/IMG_0385.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-HGlHe99NTd4/ShryGNZYt2I/AAAAAAAABMI/CPebU7b0skg/s1600/IMG_0393.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-HGlHe99NTd4/ShryGNZYt2I/AAAAAAAABMI/CPebU7b0skg/s640/IMG_0393.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-IetQyXxsOCQ/ShryHEE9GZI/AAAAAAAABMQ/Dx9iltCui-s/s1600/IMG_0402.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-IetQyXxsOCQ/ShryHEE9GZI/AAAAAAAABMQ/Dx9iltCui-s/s640/IMG_0402.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-hLFHIr_cMA8/ShryIww-kII/AAAAAAAABMo/pnICiODJnhQ/s1600/IMG_0424.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-hLFHIr_cMA8/ShryIww-kII/AAAAAAAABMo/pnICiODJnhQ/s640/IMG_0424.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-k110vsPC5kM/ShryIovjn0I/AAAAAAAABMg/LJ7xr1hC4iA/s1600/IMG_0418.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-k110vsPC5kM/ShryIovjn0I/AAAAAAAABMg/LJ7xr1hC4iA/s640/IMG_0418.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-388334398664050915?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/388334398664050915/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/06/karnawa-w-aalborg.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/388334398664050915'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/388334398664050915'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/06/karnawa-w-aalborg.html' title='Karnawał w Aalborg'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-vjsTKNmBi9g/ShrxyUh95rI/AAAAAAAABJU/5AeivCVgGDw/s72-c/IMG_0201.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-416262621549450066</id><published>2011-05-16T14:49:00.000+02:00</published><updated>2012-01-23T09:09:07.269+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciekawostki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Ciekawostki o Nowej Zelandii - od A do Z</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Nowa Zelandia to kraj nieduży a tak różnorodny, że można by pisać o nim bez końca... W ramach podsumowania naszego pobytu na wyspie postanowiłam ująć ciekawostki, osobliwości i własne spostrzeżenia w alfabetyczną listę słów kluczowych charakteryzujących to miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;A.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Atmosfera. Powietrze jest tutaj znacznie czystsze, ponieważ znajdujemy się na półkuli południowej. Tu zamieszkuje jedynie 10% całej ludności świata oraz znaczną powierzchnię zajmują oceany i morza, co skutkuje mniejszemu zapyleniu i zanieczyszczeniu atmosfery. Dzięki temu natężenie promieniowania UV jest znacznie silniejsze niż na pókuli północnej, zatem należy zwrócić szczególną uwagę na ochronę skóry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;B.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ta litera nie istnieje w maoryskim alfabiecie :) Podobnie jak c,d,e,f,g&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;C.&lt;br /&gt;Christchurch&lt;br /&gt;Kiedy przyjechałam tu spragniona wielkomiejskiego życia (w Danii mieszkam w maleńkim miasteczku) trochę się rozczarowałam. Deptaki, place, placyki, parki, tu i ówdzie stary dom, neogotycki kościół czy inny budynek użyteczności publicznej. Wszystko to jednak nijak ma się do miast Europy. Największe miasto na Wyspie Południowej i trzecie co do wielkości na całej Nowej Zelandii - Christchurch - jawiło mi się prowincjonalnie. Przypadkowo wciśnięte w wolną przestrzeń budynki, blaszane zadaszenia nad chodnikami, wieczny teren budowy z uwagi na wrześniowe trzęsienie ziemi &amp;nbsp;- to Christchurch. Trochę Bazaru Różyckiego, trochę szklano-metalowej nowoczesności w hotelach i biurowcach, trochę awangardy w uliczce pubów i klubów nocnych, trochę blichtru i szyldów z rozpoznawalnymi markami na głównym deptaku. Odnoszę wrażenie, że względy estetyczne miały dla osadników drugorzędne znaczenie i tak zostało po dziś dzień. Do Christchurch czuję jednak sentyment ogromny, bo patrzyłam jak legło w gruzach i widziałam jak z gruzów się podnosi. Podziwiam mieszkańców za ich upór i determinację i za to, jak bardzo potrafią się zjednoczyć w obliczu nieszczęścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Deskorolki. To rzecz kultowa. Ma ją każdy szanujący się młodzian. Co ciekawe na deskorolkach jeżdżą też dziewczęta. W miastach skate parki są tak powszechne jak place zabaw. Deskorolka to coś więcej niż &amp;nbsp;zabawa i sport. To styl życia. Nie spotkasz tu "skejta" bez deski - jeśli należysz do subkultury, musisz znać kilka tricków i nie koniecznie nosisz za luźne spodnie, vansy i bluzę o dwa numery za dużą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;E.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Elektryczność. Na Nowej Zelandii głównym źródłem energii są elektrownie wodne, co umożliwia gęsta i w miarę uregulowana sieć rzeczna. Elektrownie występują głównie na Wyspie Południowej, co stanowi problem. Wyspa Północna jest niemal całkowicie zależna pod tym względem od siostrzanej wyspy. Czasami zdarzają się przerwy w dostawie prądu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;F.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Fast food. Pora lunchu trwa od 12 do 14. Restauracje i bary oferujące tańsze menu właśnie w tych godzinach przeżywają oblężenie. Od 14 do 16 restauracje się zamykają, by ponownie otworzyć w porze kolacji. Fast food (a raczej street food) jest tu niezwykle popularny, jednak dominują tu bary szybkiej obsługi typu "take away" z kuchnią azjatycką. Mnie zdziwił fakt, że nawet sushi można podawać w tej formie. Mnie ten styl kulinarny kojarzy się raczej z celebrowaniem i tradycją, a nie plastikowymi tackami i pośpiechem. Za Azjatami podążają Hindusi zorganizowani w sieciówki. Trzeba przyznać, że wiedzą jak ładnie urządzić wnętrze. Typowy fast food znany Europejczykom, serwujący frytki, burgery, czy hotdogi nie jest popularny. W tej dziedzinie bezkonkurencyjnie króluje fish &amp;amp; chips, najtańsze (od 3NZ dol za zestaw)&amp;nbsp;i najbardziej charakterystyczne danie obiadowe. Świadomość zdrowego żywienia powoli dociera i tu, ale czasami ciężko odmówić sobie soczystej ryby podawanej z gigantycznymi cząstkami ziemniaków przesypanych gruboziarnistą solą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;G.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Górołażenie&lt;br /&gt;Cała Wyspa Południowa obejmuje tereny górzyste lub góry wysokie. Wystarczy wyjrzeć za okno by ujrzeć wzgórza Port Hills, jednak 'prawdziwe' góry to Alpy Południowe. Tam można poznać Nową Zelandię od tej dzikiej strony. Trekking jest bardzo popularny wśród tubylców. Praktycznie każdy uprawia tu jakiś sport związany z górami, lub inny sport ekstremalny. Sieć szlaków wiedzie wzdłuż i w szerz łańcucha. Można wyjść i przez tydzień nie spotkać człowieka, zaszyć się w jednej z wielu górskich chatek, które rozmieszczono tak, by codziennie można było znaleźć schronienie bez konieczności rozbijania namiotu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-CWQiOwgU4o8/TrvX6wz-x8I/AAAAAAAADUY/VD6MYYtiAWE/s1600/189032_1728897115586_1633221974_1632451_8385714_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-CWQiOwgU4o8/TrvX6wz-x8I/AAAAAAAADUY/VD6MYYtiAWE/s640/189032_1728897115586_1633221974_1632451_8385714_n.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;H.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Historia&lt;br /&gt;200 lat osadnictwa na Nowej Zelandii to niedużo w zestawieniu z dziejami starego kontynentu, dlatego mieszkańcy wyspy pieczołowicie pielęgnują wszelkie pamiątki z dawnych czasów. Płyty pamiątkowe, pomniki i muzea - wszystko to by upamiętnić trud pierwszych osadników i ich starania w zbudowaniu "nowego świata".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Imigranci. Mimo restrykcyjnej polityki migracyjnej Nowa Zelandia jest ulubionym kierunkiem migracji ludności azjatyckiej - głównie Chińczyków. Dużo też Hindusów i Arabów. Nowa Zelandia kusi dobrobytem, wysokim rozwojem gospodarczym i gościnnym nastawieniem - o dyskryminacji rasowej słyszy się niezwykle rzadko. Do Nowej Zelandii nadal migrują też Europejczycy, głównie Brytyjczycy. Usłyszałam opinię, że są to zazwyczaj ludzie, którzy nie odnaleźli się w realiach ekonomicznych, zatem ich motywacje są takie same jak pierwszych osadników wyspy. Sami Nowozelandczycy z kolei migrują do Australii w poszukiwaniu "wielkiego świata", znudzeni prowincjonalną ojczyzną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;J.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Język. Urzędowe języki to Maori i Angielski Nowozelandzki, który bardzo różni się od angielskiego, jakiego uczymy się w szkołach. Nowozelandczycy mówią bardzo szybko i niektóre samogłoski wymawiają zupełnie inaczej niż w uniwersalnym angielskim. Najbardziej charakterystyczna i wyraźnie słyszalna jest zamiana "e" na "i". Zamiast "pen" usłyszymy zatem "pin", "ten" -  "tin", a mnie najbardziej podobało się "whatever" wymawiane jak "łatiwir" :) Zapytaliśmy amerykańskich turystów jak dla nich brzmi ten niezwykły akcent. Powiedzieli, że uroczo. Dodali też, że Nowozelandczycy używają zwrotów i określeń, które w Ameryce uchodzą za archaizmy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;K.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Kiwi to nie tylko zwierzę, ale też rodowity Nowozelandczyk a także styl życia. Być Kiwi to: nie przejmować się niczym, mieć wesołe usposobienie, nie zawracać sobie głowy problemami całego świata, nie przepracowywać się zbytnio. Na pierwszy rzut oka Kiwi to obibok i ignorant. Nie, to błędne odczucie. Mieszkańcy Nowej Zelandii żyją po prostu inaczej, powoli, w pewnej izolacji, co bez wątpienia ma odzwierciedlenie w ich stylu życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;L.&lt;br /&gt;Ludzie. Rdzenni mieszkańcy wysp to Maorysi, którzy przypłynęli tu z Polinezji. Ludność ta cieszy się tu licznymi przywilejami i szacunkiem. Kultura maoryska podtrzymywana jest przez liczne ośrodki i stowarzyszenia. To też niezłe źródło dochodów dla turystyki, bo wszystko co maoryskie jest egzotyczne i bardzo "trendy". Elementy kultury i sztuki maoryskiej wplatają się w życie Pākeha - nie-maoryskich mieszkańców Nowej Zelandii. Wiele nazw geograficznych i nazw zwierząt zachowano w języku tubylców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;M.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Moda.&lt;br /&gt;Moda odzwierciedla mentalność Kiwi. Luz, swoboda i eklektyzm. Uczniowie szkół podstawowych i średnich &amp;nbsp;zmuszeni są nosić mundurki, ale po lekcjach jest kolorowo i wzorzyście. Ubrania są tanie, dzięki czemu młodzież może pozwolić sobie na eksperymenty. Raz widziałam dziewczę w szortach odsłaniających więcej niż moje bokserki. Pojawiają się też dziewczęta emo w różowych perukach oraz zupełnie neutralni chłopcy, na co zwracam szczególną uwagę by porównać ich do młodych, przestylizowanych Duńczyków w sweterkach koloru baby blue z nastroszonymi grzywkami niczym z katalogu o modzie. Nie dziwi mnie już zestawienie ortalionowych spodni dresowych z martensami. Nie zdziwi mnie już chodzenie boso po centrum handlowym i jeszcze to, że bluza dresowa i tenisówki to klasyczny strój na miasto kobiet w starszym wieku. Początkowo odebrałam wygląd mieszkańców za przejaw złego smaku, ignorancji i braku potrzeby dbania o wygląd, ale to przecież jest ich unikatowy styl... Kiwi-style.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;N.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Niebo-na-odwrót. Wszystko na półkuli południowej jest na odwrót. Słońce wędruje po północnej stronie nieba, zatem dla Nowozelandczyków północ kojarzy się z ciepłem a południe z chłodem! Księżyc "cofa się do przodu", i "dopełnia w tył", co znaczy, że gdy przyjmuje kształt litery C, to dąży do pełni, a gdy przyjmuje kształt litery D, zbliża się do nowiu (znika). &lt;br /&gt;Dla amatorów obserwacji nocnego nieba nie lada to gratka wybrać się poza miasto i przyjąć pozycję horyzontalną. Niewielkie zanieczyszczenie atmosfery ułatwia obserwację gwiazd, dodatkowo sprzyja słabe zaludnienie Wyspy Południowej (mniej świateł z miast). Najbardziej charakterystycznym i rozpoznawalnym gwiazdozbiorem na nieboskłonie jest gwiazdozbiór Oriona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;O.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Opos. W życiu codziennym opos to rozjechana plama i kłębek futra. To także materiał na ubranie oraz szkodnik, zżerający buki południowe oraz jaja kiwi. Dobry opos to martwy opos, o czym już pisałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;P.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Prowincja. Dla wyspiarzy z północy prowincją jest Wyspa Południowa. Społeczno-ekonomiczna analogia do sytuacji w Stanach Zjednoczonych z okresu Wojny Secesyjnej - bogata północ, gdzie skupiają się ośrodki przemysłu i usług wyższego rzędu, oraz prowincjonalne południe - rolnictwo i turystyka. Ale to właśnie Wyspa Południowa jest perełką Nowej Zelandii - to tutaj Peter Jackson nakręcił Władcę Pierścieni, właśnie ze względu na zapierające dech w piersiach widoki. Korzystny klimat sprzyja rozwojowi rolnictwa, które zaopatruje półpustynną Wyspę Północną. Niekiedy też rolnicy prowadzą hotele i pensjonaty. Małe miasteczka zmieniają się powoli, lub nie zmieniają wcale, dlatego czasami ma się wrażenie, że czas stanął tam w miejscu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-5v-Vq2z9hF4/TrvX8boOiII/AAAAAAAADUo/S8RaoMppA5Y/s1600/197858_1719196793084_1633221974_1617607_179849_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-5v-Vq2z9hF4/TrvX8boOiII/AAAAAAAADUo/S8RaoMppA5Y/s640/197858_1719196793084_1633221974_1617607_179849_n.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;R.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Rugby&lt;br /&gt;Sport narodowy Nowej Zelandii. Przoduje Wyspa Południowa, co uzasadnia się ilością wolnej przestrzeni. Młodzi chłopcy z prowincji mają tu rzekomo dużo miejsca do gry, więc trenują. Obsesja na punkcie sportu sięga nawet spodniej strony kapsla piwa Speight, gdzie znaleźć można pytania odnośnie tej dyscypliny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;S.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Samochody. W Japonii istnieje prawo zakazujące używania samochodów starszych niż 6 lat. Co zatem zrobić z pojazdami w dobrym stanie i małym przebiegiem w obliczu gigantycznych kosztów złomowania? Wysłać za granicę! Ulice Nowej Zelandii roją się od japońskich aut z odzysku. Używany pojazd można tu kupić za przystępne pieniądze, a formalności sprowadzono do minimum, tak aby ułatwić zakup turystom. Wśród &amp;nbsp;turystów bardzo popularne jest też wypożyczanie campervanów (aut przystosowanych do mieszkania). Widziałam nawet przerobiony w ten sposób autobus, którym podróżowała  para 'podróżników' z Wyspy Północnej.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;U.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Uskok. Niezbadana jest tektonika Nowej Zelandii. Z każdym trzęsieniem ziemi (a jest ich ostatnio coraz więcej) geolodzy odkrywają nowy uskok. Najnowszy przebiega tuż pod CBD (Central Business District) Christchurch. Ziemia trzęsie się tutaj co najmniej raz w tygodniu. Rozważano przeniesienie miasta kilka kilometrów na zachód ale jest to przedsięwzięcie dość kosztowne. Ostatecznie zdecydowano zweryfikować standardy, które muszą spełniać budynki, aby nie ulec zniszczeniom podczas kolejnych trzęsień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W.&lt;br /&gt;Wiara. Nie będę podawać statystyk, bo te znajdziecie na Wikipedii. Społeczeństwo stopniowo ulega laicyzacji, co wcale nie zniechęca duszpasterzy nowozelandzkich, a wręcz przeciwnie - mobilizuje do pilniejszego wypełniania swej misji. Ojciec Dyrektor nie jest w tej dziedzinie pionierem. Szyldy, plakaty i banery reklamowe to narzędzia marketingowe, które wykorzystuje Kościół. Wiele kościołów swoją architekturą wcale nie przypomina typowych świątyń - to zwykłe budynki użyteczności publicznej a o ich przeznaczeniu świadczy szyld zawieszony nad drzwiami z napisem "Kościół". Widuje się też kościoły o tradycyjnej architekturze przerobione na przychodnie lekarskie czy biura. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Z.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Złoto. Gorączka złota nie ominęła też i tego lądu. Kraj Długiej Białej Chmury jawił się kolonistom niczym Eldorado. Złoto wydobywa się w Zachodniej części Wyspy Południowej. Jest ono bardzo rozdrobnione, dlatego urobek przypominający masę błota transportuje się setki kilometrów do huty, gdzie następnie ulega on obróbce chemicznej. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-416262621549450066?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/416262621549450066/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/04/nowa-zelandia-od-do-z-ciekawostki.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/416262621549450066'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/416262621549450066'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/04/nowa-zelandia-od-do-z-ciekawostki.html' title='Ciekawostki o Nowej Zelandii - od A do Z'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-CWQiOwgU4o8/TrvX6wz-x8I/AAAAAAAADUY/VD6MYYtiAWE/s72-c/189032_1728897115586_1633221974_1632451_8385714_n.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-98007962812503839</id><published>2011-05-15T13:30:00.006+02:00</published><updated>2012-01-23T09:09:44.440+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Arthur&apos;s Pass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lodowiec'/><title type='text'>Górołażenie w Arthur's Pass</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Każdy kto się wybiera na Nową Zelandię, na pewno nie przeoczy w podczas planowania podróży Arthur's Pass. Jest to mała wioska po środku Alp Południowych leżąca w przesmyku o tej samej nazwie, ale przede wszystkim jeden z piękniejszych&amp;nbsp;parków narodowych tego kraju. Parku, gdzie dzika natura i nagie łańcuchy górskie łączą się z posępnym niebiem na drugim końcu świata, gdzie również krucha skała i nieokiełznana przyroda przyczyniły się do wypadków i śmierci wielu ludzi gór. O tym właśnie miejscu, chciałbym Wam opowiedzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Bv77v1COEdA/Tc79KD8MYhI/AAAAAAAAEPI/23MorNAbvtI/s1600/LKocewiak-MtPhilistine.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Arthurs Pass]" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;" title="Widok z Mt Philistine (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Widok z Mt Philistine" border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-Bv77v1COEdA/Tc79KD8MYhI/AAAAAAAAEPI/23MorNAbvtI/s640/LKocewiak-MtPhilistine.jpg" title="Widok z Mt Philistine" width="580px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Droga do samego serca gór&amp;nbsp;wije się&amp;nbsp;między pagórkami, przecina małe kamieniste strumyki, czasem zanurza się w gęstych chmurach&amp;nbsp;i zawraca w najmniej spodziewanych momentach. Samotnie przemierzające niebo jastrzębie czekają na najmniejszy ruch małych stworzonek chowających się w zaroślach lub szukają łatwego łupu na&amp;nbsp;suchym asfalcie&amp;nbsp;w postaci padliny nieostrożnych oposów. Z czasem droga staje się bardziej stroma, a pagórki przeobrażają&amp;nbsp;się w otulone lodowcami&amp;nbsp;szczyty z ostrymi graniami. To znak, że jesteśmy na miescu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszędzie, gdzie się nie spojrzy, dzika przyroda. Natura nietknięta przez człowieka. Liczba szlaków turystycznych jest bardzo ograniczona i każdy kto nie posiada pewnego doświadczenia w górołażeniu zapewne nie będzie miał wiele tutaj do zrobienia. Może najwyżej jedno zdjęcie przy Devils Punchbowl Falls i dalej w drogę swoim campervanem. Większość szlaków turystycznych rozpaczyna się w Arthur's Pass Vilige i&amp;nbsp;prowadzi tylko do granicy lasu, dalej trzeba liczyć na wyczucie i&amp;nbsp;własną orientację w terenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-W1R-dZZT3fs/Tc-Ht3vuUwI/AAAAAAAAEPc/WIiyPp8jQ2Y/s1600/LKocewiak-MtCassidy.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Arthurs Pass]" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;" title="Widok z Mt Cassidy (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Kocewiak - Widok z Mt Cassidy" border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-W1R-dZZT3fs/Tc-Ht3vuUwI/AAAAAAAAEPc/WIiyPp8jQ2Y/s640/LKocewiak-MtCassidy.jpg" title="Widok z Mt Cassidy" width="580px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;To właśnie jest najpiękniejsze. Zabierasz ze sobą co najpotrzebniejsze i idziesz, gdzie teren pozwala. Przemierzasz wyschnięte koryta rzek lub trawiaste równiny, wędrujesz wąskimi nie raz też i grząskimi ścieżkami wilgotnych lasów, a czasem wychodzisz z lasu żeby schłodzić spieczone stopy w lodowatym górskim strumieniu i uzupełnić płyny. Cytując napotkaną w Betlejemce, tatrzańskim schronisku parę "najgorsze co można zrobić, to się odwodnić". Rozkładasz namiot, gdzie zastanie Cię zmrok, gotujesz fasolę i regenerujesz siły na kolejny pełen wyzwań i niespodzianek dzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-i3062pksyzE/Tc-bnunvgPI/AAAAAAAAEPs/WvkZkZvz9S0/s1600/LKocewiak-MtCassidy03.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Arthurs Pass]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Tecza w Arthur's Pass widziana z Mt Cassidy (fot. Mohammad Sohrabinia)"&gt;&lt;img alt="Tecza w Arthur's Pass widziana z Mt Cassidy" border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-i3062pksyzE/Tc-bnunvgPI/AAAAAAAAEPs/WvkZkZvz9S0/s640/LKocewiak-MtCassidy03.jpg" title="Tecza w Arthur's Pass widziana z Mt Cassidy" width="476" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;fot. Mohammad Sohrabinia&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Powyżej granicy lasu wszystko dookoła się zmienia. Wszelkie troski szarego dnia pozostają gdzieś w dole, skąd szum cywilizacji już nie dociera. Skała w Arthur's Pass jest zupenie inna niż znana nam z Tatr, czy innych gór Europy. Ta część Alp Południowych jest stosunkowo młoda i zbudowana jest z szarogłazu (ang. greywacke), odmiany piaskowaca. Skały te szybko się wypiętrzyły w procesach górotwórczych i jeszcze szybciej erodowały. Dlatego właśnie skała jest krucha i znacznie utrudnia wpinaczkę oraz działanie w terenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xOljzu3XiD8/Tc-tELBamUI/AAAAAAAAEPw/_R2aVaTSIZU/s1600/LKocewiak-Buty.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Arthurs Pass]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Wymęczone buty (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Lukasz Kocewiak - Zuzyte buty" border="0" height="320px" src="http://4.bp.blogspot.com/-xOljzu3XiD8/Tc-tELBamUI/AAAAAAAAEPw/_R2aVaTSIZU/s320/LKocewiak-Buty.jpg" title="Zużyte buty" width="238px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wysłużone buty po 14 dniach chodzenia w górach.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie warto zabierać na górołażenie w Arthur's Pass swoich najlepszych butów. Sam kupiłem na tą okazję rzekomo najlepsze buty w popularnym na Nowej Zelandii sklepie outdoorowym Kathmandu. Po czternastu dniach ciągłęgo chodzenia wyglądały jak postrzępiona szmata. Wszystko pewnie przez te małe, ostre kamyki (ang. scree), których jest pełno wszędzie. Najbardziej popularnym zejściem z grani do doliny jest właśnie zjazd żlebem na sypkich kamieniach, tak samo sprawa się ma z podejściami. Do tego jeszcze przeprawy przed strumienie oraz mokradła i but nadaje się do wyrzucenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-VyQQVcNMe1k/Tc-Yx_q6amI/AAAAAAAAEPo/4VKxInjWaR8/s1600/LKocewiak-KahuteaCol.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Arthurs Pass]" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;" title="Widok z Kahutea Col (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Lukasz Kocewiak - Widok z Kahutea Col" border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-VyQQVcNMe1k/Tc-Yx_q6amI/AAAAAAAAEPo/4VKxInjWaR8/s640/LKocewiak-KahuteaCol.jpg" title="Widok z Kahutea Col" width="580px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wędrując po górach, dolinach, wzdłuż potoków w Arthur's Pass co i raz napotykamy różne elementy typowej żeźby lodowcowej. Poza tym nie trudno jest napotkać łatwo dostępne górskie lodowce, których jest pełno już na wysokości już 2ooo metrów. Dla amatorów wędrówki i wspinaczki lodowcowej jest to nie lada gratka, ponieważ do najbliższego lodowca można się dostać już po kilku godzinach chodzenia. Z drugiej strony wybierając się w wyższe partie gór nawet i latem trzebą mieć ze sobą sprzęt do turystyki zimowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-aqZ2GKodAKM/Tc-TDy88eMI/AAAAAAAAEPk/Tx_bjMVbZ34/s1600/LKocewiak-MtCassidy02.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Arthurs Pass]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Ja na polu śnieżnym gdzieś przy Temple Basin (fot. Mohammad Sohrabinia)"&gt;&lt;img alt="Lukasz Kocewiak - Temple Basin" border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-aqZ2GKodAKM/Tc-TDy88eMI/AAAAAAAAEPk/Tx_bjMVbZ34/s640/LKocewiak-MtCassidy02.jpg" title="Ja gdzieś przy Temple Basin" width="476" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;fot. Mohammad Sohrabinia&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Mieszkając przez trzy miesiące w Christchurch spotkałem wielu turystów, których harmonogram był napięty jak atmosfera między mną i Patrycją, kiedy okazuje się, że w sobotę rano śniadanie samo do łóżka się nie przyniesie. Rzeczą niemożliwą jest poczuć wszystkie odwiedzone miejca, kiedy palnuje się zwiedzić&amp;nbsp;całe dwie wyspy&amp;nbsp;w dwa tygodnie. Ja nawet nie zamierzałem podjąć się tego będąc tam przez&amp;nbsp;kilka miesięcy. W&amp;nbsp;każdym&amp;nbsp;napotkanym&amp;nbsp;miejscu spędzaliśmy kilka dłuższych chwil, żeby nie tylko zobaczyć, zrobić kilka zdjęć i odhaczyć na liście, ale poczuć i zapamiętać, żeby zostawić cząstkę siebie oraz zabrać coś z tamtych miejsc ze sobą.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-98007962812503839?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/98007962812503839/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/05/goroazenie-w-arthurs-pass.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/98007962812503839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/98007962812503839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/05/goroazenie-w-arthurs-pass.html' title='Górołażenie w Arthur&apos;s Pass'/><author><name>Łukasz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18059437535977540297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Bv77v1COEdA/Tc79KD8MYhI/AAAAAAAAEPI/23MorNAbvtI/s72-c/LKocewiak-MtPhilistine.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-2852057538178164874</id><published>2011-04-23T17:53:00.004+02:00</published><updated>2012-01-23T09:10:34.224+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='morze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ocean Spokojny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uchatki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plaża'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Młode foczki w kostiumach plażowych</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Co jakiś czas dochodziły do mnie w Christchurch pogłoski o pewnym tajemniczym miejscu, gdzie niezmierzone wody oceanu gwałtownie się zderzają z drżącym lądem, gdzie ostre skały urwistych brzegów z trudem opierają się spiętrzonym falom. Gdzie czasem, przy odrobinie wytrawołości i szczęścia można zobaczyć młode, smukłe foczki w kostiumach plażowych wylegujące się na spalonych słońcem kamieniach dzikich plaż Półwyspu Kaikoura. Tam to właśnie postanowiłem zostawić odcisk buta, zanim wyjadę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem byłem sam. Wyjechałem niestpostrzeżenie z miasta nikomu wcześniej nie dając znać o moich zamiarach. Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy i z pustym żołądkiem ruszyłem w drogę. Po niecałej godzinie jazdy wszelkie oznaki cywilizacji pozostały już tylko za chmurą spalin ze starego samochodu. Zatankowałem na małej stacji gdzieś w samym środku pustkowia i wjechałem na drogę prowadzącą prosto w rysujące się przez mgłę łańcuchy górskie. Kaikoura była po drugiej stronie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Qwp_bj8iUUY/TbL0OnaVtQI/AAAAAAAAENw/dClvZcJFO5c/s1600/Kaikoura01.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Kaikoura]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" title="Widok na Alpy Południowe z półwyspu Kaikoura (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Półwysep Kaikoura" border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-Qwp_bj8iUUY/TbL0OnaVtQI/AAAAAAAAENw/dClvZcJFO5c/s640/Kaikoura01.jpg" title="Alpy Południowe z półwyspu Kaikoura" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Po kolejnej godzinie stromych podjazdów i snujących się serpentyn ujrzałem kamieniste wybrzeże i agresywne wody oceanu. Zobaczyłem wtedy ileż to prawdy było w zasłyszanych opowieściach. Jeszcze tylko kilka tuneli wydrążonych w skałach tuż przy samym brzegu i byłem w małym miasteczku o tej samej nazwie. Jedyne o czym wtedy myślałem, to naprawdę dobrze się najeść. Wiedziałem, że przede mną było kilka godzin marszu wzdłuż poszarpanego brzegu półwyspu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po dyskusji z pokaźnych rozmiarów właścicielką lokalnego fish &amp;amp; chips na temat, czy dwa razy połowa szufelki (ang. scoop) frytek to jest tyle samo co cała, od razu się zorientowałem, że ludzie zza gór są inni. Na szczęście udało mi się wyjść z lokalu bez większego uszczerbku na zdrowiu z okazałym kawałkiem ryby i dwiema połówkami szufelki frytek. Za długo już głód towarzyszył mi w trakcie tej podróży, czas było z tym skończyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-GVLWwMx9fTk/TbL0XUraOqI/AAAAAAAAEN0/SsUFttILuDE/s1600/Kaikoura02.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Kaikoura]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" title="Pomarszczone wybrzeże (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Wybrzeże półwyspu Kaikoura" border="0" height="480" src="http://3.bp.blogspot.com/-GVLWwMx9fTk/TbL0XUraOqI/AAAAAAAAEN0/SsUFttILuDE/s640/Kaikoura02.jpg" title="Wybrzeże półwyspu Kaikoura" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pojechałem jak tylko najdalej się dało samochodem w stronę klifów. Usiadłem na brzegu, patrząc w stronę ośnieżonych szczytów i zasłuchany w szum fal delektowałem się rybą w chrupiącej złotej panierce. Pogoda tego dnia była idealna na wędrowanie. Słońce już nie było takie gorące jak jeszcze kilka tygodni wcześniej, a wiatr kojąco chłodził przegrzane czoło. Wolnymi krokami do Kaikoura zbliżała się jesień przypominając o przemijaniu i cykliczności tego świata. Musiałem tak jeszcze pozostać w tym błogostanie, gdyż pokaźna porcja frytek zmieniła środek ciężkości mojego ciała. Grawitacja jak nigdy przedtem dała mi się we znaki, pojadłem galancie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-NcALGm3JhTA/TbL0jRUmm_I/AAAAAAAAEN8/nSv7SS4vJQ8/s1600/Kaikoura04.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Kaikoura]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" title="Czy gdzieś za rogiem nie kryje się agresywna foka? (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Wybrzeże półwyspu Kaikoura" border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-NcALGm3JhTA/TbL0jRUmm_I/AAAAAAAAEN8/nSv7SS4vJQ8/s640/Kaikoura04.jpg" title="Wybrzeże półwyspu Kaikoura" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie miałem dokładnie sprecyzowanego planu. Postanowiłem iść jak najdalej się da plażą, potem pokonać jakimś cudem stromiznę klifów i wrócić wzgórzami. Im dłużej szedłem, tym mniej ludzi spotykałem na drodze. Pokonywałem skaliste nierówności brzegu, białe kamieniste plaże, rozległe tereny odkryte przez cofającą się na skutek odpływu wodę, żeby znowu napotkać na drodze skały i małe urocze zatoczki. Wraz ze zróżnicowaną linią brzegową w parze szła różnorodność fauny i flory. W skałach ptaki znajdowały dogodne miejsce do zakładania koloni, w miejscach po odpływie ukwiały i małże skazane były na łaskę słońca, w zaułkach młode, zagubione pingwiny znajdowały schronienie, a na płaskich półkach skalnych kotiki wylegiwały się mając w wysokim poważaniu wszystko dookoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-H3KKrzMio2c/TbL0dF-S-oI/AAAAAAAAEN4/qDZL6kJYD18/s1600/Kaikoura03.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Kaikoura]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" title="Zrelaksowana foczka zawsze lepiej się prezentuje przed obiektywem (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Kotiki z Kaikoura" border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-H3KKrzMio2c/TbL0dF-S-oI/AAAAAAAAEN4/qDZL6kJYD18/s640/Kaikoura03.jpg" title="Kotiki Kaikoura" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zachwycające widoki dzikiej przyrody to jedna strona medalu, natomiast niezachwycające zapachy dzikiej przyrody to druga. Zdecydowanie wolę wąchać obornik rozsypywany na polach wczesną wiosną, aniżeli wyrzucone na brzeg i rozkładające się na plaży niezmierzone ilości glonów i innej biomasy. Do koloni ptaków już się przyzwycziłem i białe skały pod wieloma warstwami równomiernie rozłożonego guana nie robiły na mnie wrażenia. O zapachu chyba nie muszę wspominać. Co się tyczy uchatek, to zanim ją zobaczysz, już wiesz, że gdzieś się kryje miedzy skałami. Ten zapach kojarzy mi się z mokrym psiapsiokiem. Same uchatki z usposobienia są prawie jak ludzie. Jedne są ciekawskie, inne ignorantkami, jeszcze inne bojaźliwe, a jeszcze inne zdarzają się agresywne i hałaśliwe. Warto się takiej uchatce dobrze przyjrzeć, zanim się zdecyduje przejść obok lub zrobić zdjęcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ZoAt4JcSPyA/TbL0qDgl73I/AAAAAAAAEOA/yY8Gq8I3QNM/s1600/Kaikoura05.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Kaikoura]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" title="Leżakowanie na słońcu (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Kotiki z Kaikoura" border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-ZoAt4JcSPyA/TbL0qDgl73I/AAAAAAAAEOA/yY8Gq8I3QNM/s640/Kaikoura05.jpg" title="Kotiki z Kaikoura" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;To właśnie przez takie bardziej aktywne kotiki musiałem w pewnym momencie mojej wędrówki wdrapać się po stromym zboczu, ponieważ mała kolonia zatarasowała mi przejście. Gramolenie się po mokrej trawie oraz trawersowanie po zwietrzałej skale zajęły mi trochę czasu, ale warto było. Przede mną rozpościerał się zapierający widok. Przejrzysty, błękitny nieboskłon, niebieskie morze aż po sam horyzont, wzgórza porośnięte żółknącą w promieniach chylącego się ku zachodowi słońca trawą, strome urwiska, a w samym dole kolonie wylegujących się uchatek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ZhGIs1VyHw0/TbL05jnz9BI/AAAAAAAAEOI/PsttzzB9iHw/s1600/Kaikoura07.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Kaikoura]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" title="Na samym cyplu półwyspu Kaikoura (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Na samym cyplu Kaikoura" border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-ZhGIs1VyHw0/TbL05jnz9BI/AAAAAAAAEOI/PsttzzB9iHw/s640/Kaikoura07.jpg" title="Na samym cyplu Kaikoura" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Poszedłem wzdłuż klifu do samego końca, aż na sam cypel. Spojrzałem przed siebie, wziąłem głęboki oddech i wsłuchałem się w głos przyrody. Zostałem tam jeszcze przez dłuższą chwilę. Z tego miejsca droga już była tylko w jedną stronę, do samochodu. Kiedy wracałem, widziałem wszystkie uprzednio odwiedzone miejsca z wysokości. Foki już nie wydawały się takie głośne, a zalegające glony takie śmierdzące. Co jakiś czas przystawałem, żeby dobrze zapamiętać ten obraz. Mijałem coraz więcej i więcej ludzi, aż dotarłem do samochodu. Chwilę potem zapaliłem silnik i zwolniłem sprzęgło. Mijałem coraz więcej i więcej samochodów na drodze, aż po zmroku dotarłem do pierwszej sygnalizacji świetlnej w Christchurch.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-2852057538178164874?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/2852057538178164874/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/04/mode-foczki-w-kostiumach-plazowych.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/2852057538178164874'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/2852057538178164874'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/04/mode-foczki-w-kostiumach-plazowych.html' title='Młode foczki w kostiumach plażowych'/><author><name>Łukasz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18059437535977540297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Qwp_bj8iUUY/TbL0OnaVtQI/AAAAAAAAENw/dClvZcJFO5c/s72-c/Kaikoura01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-424997993544850899</id><published>2011-04-04T21:40:00.017+02:00</published><updated>2012-01-23T09:10:59.762+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Arthur&apos;s Pass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Crow Glacier'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alpy Południowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Graniówka w Arthur's Pass</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Ta wyprawa została zorganizowana zupełnie spontanicznie. Pewnego popołudnia znajomy znajomego Kiwi napisał do mnie z dwudniowym wyprzedzeniem, czy aby nie mam ochoty gdzieś załoić w Arthur's Pass. Chodziło tutaj o legendarną wręcz górę Mt Rolleston, o której wiele osób myśli z rozrzewnieniem, ale nie wie, czy da radę. Ja, jak zawsze, byłem na tak. Tym razem Pati zdecydowała się zostać w domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cQ8CSjE8_FQ/TZlZ_WHmZ6I/AAAAAAAACwk/iAZF75iToEU/s1600/ArthursPassMtRolleston00a.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Graniowka]" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" title="Widok z niższego Mt Rolleston (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Dwa wierzchołki Mt Rolleston" border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-cQ8CSjE8_FQ/TZlZ_WHmZ6I/AAAAAAAACwk/iAZF75iToEU/s640/ArthursPassMtRolleston00a.jpg" title="Mt Rolleston oraz Crow Glacier" width="560" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I tak zaczęło się kompletowanie sprzętu w pośpiechu. Ze Starego Kontynentu zabrałem ze sobą tylko osobisty szpej. Buty po dziesięciu dniach górołażenia były w postępującym rozkładzie. Pozostało jeszcze zorganizowanie kilku pętli, liny, i ze sprzętu zimowego raków z czekanem turystycznym na wypadek chodzenia po polach śnieżnych lub lodowcach.&lt;br /&gt;Warto podkreślić, że najwyższe szczyty w Arthur's Pass sięgają nieco ponad dwa tysiące metrów. Ze względu jednak na inne warunki klimatyczne panujące na Nowej Zelandii, lodowce górskie są bardzo powszechnie spotykane już na 2k metrów. Sam Mt Rolleston jest otoczony lodowcami ze wszystkich stron za wyjątkiem legendarnej północnej ściany (Otira Face).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgodnie z pierwotnym planem mieliśmy wyruszyć z samego rana i rozpocząć graniówkę od Mt Philistine, następnie po pokonaniu pokaźnej grani zdobyć trzy wierzchołki Mt Rolleston (High, Middle, Low Peaks) i wrócić do doliny rzeki Otira przez Otira Slide na odcinkach z dość niestabilną pokrywą wiecznego śniegu. Ogólnie zapowiadała się niezła wyrypa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-T_o9QjHqMgw/TZk2cgWdzVI/AAAAAAAAELw/AY-4CDR0J_M/s1600/ArthursPassMtRolleston21.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Graniowka]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Widok na Mt Rolleston (Otira Face) o wschodzie słońca (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Mt Rolleston o wschodzie słońca" border="0" height="425" r6="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-T_o9QjHqMgw/TZk2cgWdzVI/AAAAAAAAELw/AY-4CDR0J_M/s640/ArthursPassMtRolleston21.jpg" title="Mt Rolleston o wschodzie słońca" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mt Rolleston o poranku&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Sprawdziliśmy pogodę na kilka godzin przed wyjazdem z Christchurch, żeby zminimalizować ryzyko dupówy, spakowaliśmy manatki&amp;nbsp;i ruszyliśmy w drogę do Arthur's Pass Village. Przy pełni księżyca spojrzeliśmy na Otira Valley, zapowiadała się idealna lampa. Nocleg w schronisku Kennedy Lodge, które należy do Canterbury Mountaineering Club był zaskakująco komfortowy, więc pobudka o piątej rano nie stanowiła problemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyprawę rozpoczęliśmy z samego dna doliny Otira. Było jeszcze ciemno, więc pomimo łysego święcącego w pełni światło z czołówek było nam pomocne. Szybko doszliśmy do miejsca przekroczenia potoku, gdzie musieliśmy zboczyć ze szlaku w kierunku Mt Philistine po piargu składającym się z osypujących się drobnych okruchów skalnych. Tutaj musieliśmy trochę zaczekać aż się rozjaśni, żeby nie błądzić przy podejściu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-0XAxB9I9hiY/TZk4eceLqAI/AAAAAAAAEMA/gyHu4IKDBLI/s1600/ArthursPassMtRolleston05.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Graniowka]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Widok z Mt Philistine na grań i trzy wierzchołki Mt Rolleston (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Mt Rolleston widziany z grani" border="0" height="480" r6="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-0XAxB9I9hiY/TZk4eceLqAI/AAAAAAAAEMA/gyHu4IKDBLI/s640/ArthursPassMtRolleston05.jpg" title="Trzy wierzchołki Mt Rolleston" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Widok z Mt Philistine na grań i trzy wierzchołki Mt Rolleston&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Od tego momentu musieliśmy się zdać na własną orientację w terenie oraz sporadycznie występujące kopce (ang. cairn) znaczące najwłaściwszą trasę. Pokonując stromizny co rusz porośnięte trawami i roślinnością karłowatą dotarliśmy na pierwszą bulę. W tym momencie pierwsze promienie słońca przebiły się przez sąsiadujące pasma gór. Lód i szron zaczęły ustępować. Z tego miejsca na Mt Philistine prowadziła już tylko przyjemna droga po ostrych złomiskach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-SdCGiYbaxRM/TZk4wc-6hYI/AAAAAAAAEMI/0LzgDH6Jo94/s1600/ArthursPassMtRolleston06.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Graniowka]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Alpy Południowe w północnym kierunku (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Alpy Południowe" border="0" height="480" r6="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-SdCGiYbaxRM/TZk4wc-6hYI/AAAAAAAAEMI/0LzgDH6Jo94/s640/ArthursPassMtRolleston06.jpg" title="Aply Południowe" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Niesamowite wrażenie zrobiły na mnie góry o poranku widziane z Mt Philistine. Stąd też było widać całą grań i w oddali trzy wierzchołki Mt Rolleston. Jeszcze daleka droga przed nami, więc po kilku zdjęciach do panoramy i energetycznym batonie wyruszyliśmy w dalszą drogę. Pierwsze odcinki grani ponad Rolleston Glacier były bez większych trudności. Miejscami trafiały się odcinki, gdzie musieliśmy się trochę pogimnastykować. Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, czy oby ten stopieniek wytrzyma pod moim ciężarem. Skała była bardzo krucha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-bVjW2ilZYzQ/TZk45rslnoI/AAAAAAAAEMQ/TIw3svoHlMQ/s1600/ArthursPassMtRolleston08.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Graniowka]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Najbardziej stromy i zarazem kluczowy odcinek grani (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Ostatni odcinek grani" border="0" height="640" r6="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-bVjW2ilZYzQ/TZk45rslnoI/AAAAAAAAEMQ/TIw3svoHlMQ/s640/ArthursPassMtRolleston08.jpg" title="Klucozwy odcinek grani Mt Philistine - Mt Rolleston" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kluczowy odcinek grani tuż przed samym wierzchołkiem&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Po niecałych dwóch godzinach należycie już rozgrzani dotarliśmy do kluczowego odcinka grani. Stąd droga prowadziła prosto na sam szczyt, który jednak w dalszym ciągu wydawał się daleko. Simon, to właśnie ten kolega kolegi Kiwi, powiedział, że słyszał o ludziach, co pokonali ten odcinek bez asekuracji. Postanowiliśmy postąpić tak samo, jak tylko skała nam na to pozwoli. Muszę przyznać, że z plecakiem pełnym bambetli żywcowaliśmy miejsca ponad czwórkowe w kruchej skale. Była ekspozycja i była adrenalina, więc szybko nam to wszystko szło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xjx10mBRIMY/TZk5EmW6NHI/AAAAAAAAEMY/ZYEe2Ss2X88/s1600/ArthursPassMtRolleston08b.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Graniowka]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Wspinaczka w skale na ostatnim odcinku grani (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Wspinaczka w skale" border="0" height="425" r6="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-xjx10mBRIMY/TZk5EmW6NHI/AAAAAAAAEMY/ZYEe2Ss2X88/s640/ArthursPassMtRolleston08b.jpg" title="Wspinaczka w skale" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;W trudnych miejscach nie robiliśmy zdjęć&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;I tak dotarliśmy na najwyższy wierzchołek Mt Rolleston i zarazem najwyższy w okolicy. Pocięty szczelinami majestatyczny Crow Glacier mienił się wieloma odcieniami błękitu i zieleni w promieniach silnego jeszcze popołudniowego słońca. Lekko zmęczeni, ale pieruńsko zadowoleni podziwialiśmy widoki. Niedługo to trwało, gdyż zbierające się chmury zmusiły nas do szybkiego działania. Byliśmy dopiero w połowie drogi i jeszcze dalsze trudności były przed nami. Mt Rolleston znajduje się pośrodku Alp Południowych, dupówa mogła przyjść zarówno ze wschodu jak i zachodu. Nisko wędrujące chmury, które bardzo lubią zatrzymywać się na dłużej właśnie na tym szczycie, mogły nam bardzo popsuć humory. Zalegające mleko mogło nas spowolnić a nawet uniemożliwić kontynuację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-KnhTeKOZPLY/TZk5MDDtB8I/AAAAAAAAEMg/9wngVJfH8rw/s1600/ArthursPassMtRolleston11.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Graniowka]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Crow Glacier z najwyższego wierzchołka Mt Rolleston (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Crow Glacier" border="0" height="480" r6="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-KnhTeKOZPLY/TZk5MDDtB8I/AAAAAAAAEMg/9wngVJfH8rw/s640/ArthursPassMtRolleston11.jpg" title="Crow Glacier i Crow Valley" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Widok na Crow Glacier i Crow Valley z najwyższego wierzchołka&amp;nbsp;Mt Rolleston&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Kiedy człowiek jest już trochę zmęczony i obolały, trudności, duża ekspozycja i krucha skała jakoś już nie robią większego wrażenia. Sam nie wiem, kiedy weszliśmy na Middle Peak i potem na Low Peak. Płynnie i z gracją zrobiliśmy całą grań. Po krótkiej przerwie na Low Peak i zdjęciach do następnej panoramy poszliśmy w kierunku Goldney Ridge. Otira Slide z naszej perspektywy nie wyglądało ciekawie. Był to wąski żleb dokładnie wymoszczony drobnymi, osypującymi się kamykami, na końcu którego leżała niestabilna, topniejąca i w konsekwencji odstająca od skały pokrywa śniegu. Poszliśmy więc dalej granią w poszukiwaniu lepszego miejsca do zejścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-JSrcUxvSZP8/TZk5ckBRWQI/AAAAAAAAEMo/27OE5divZLA/s1600/ArthursPassMtRolleston15.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Graniowka]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Widok na Mt Philistine z najniższego wierzchołka Mt Rolleston (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Mt Philistine" border="0" height="480" r6="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-JSrcUxvSZP8/TZk5ckBRWQI/AAAAAAAAEMo/27OE5divZLA/s640/ArthursPassMtRolleston15.jpg" title="Mt Philistine w chmurach" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Widok na Mt Philistine i Rolleston Glacier z Goldney Ridge&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Poszliśmy, gdzie nas skała puszczała. Byliśmy już na bezpiecznym terenie i pokonanie wszystkich progów, przetrawersowanie wszystkich urwisk, zejście po piargach i wędrówka rumowiskami były tylko kwestią czasu. Pomimo, iż byłem już wtedy dość zmęczony, działanie w skalnym terenie z dala od ludzkich siedlisk sprawiało mi niezmierną przyjemność. Co i rusz zmieniający się układ chmur i oświetlenie lodowców tworzyło niepowtarzalne obrazy. Niektórych z nich nie udało mi się uwiecznić na karcie pamięci, ale pozostaną w mojej głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NP8SHW70nIo/TZk5moTqcEI/AAAAAAAAEMw/RKFFMciliiw/s1600/ArthursPassMtRolleston16.jpg" imageanchor="1" rel="milkbox[Graniowka]" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Strużka orzeźwiającej wody między skałami i zielonym mchem (fot. Łukasz Kocewiak)"&gt;&lt;img alt="Łukasz Kocewiak - Mały strumyk" border="0" height="640" r6="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-NP8SHW70nIo/TZk5moTqcEI/AAAAAAAAEMw/RKFFMciliiw/s640/ArthursPassMtRolleston16.jpg" title="Pierwsza napotkana woda podczas zejścia" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Bardzo dobrze też pamiętam moment, kiedy doszliśmy do pierwszego strumyka. Orzeźwiający smak czystej wody spijanej z zielonego mchu po całym dniu wyczerpującej górskiej wędrówki jest czymś niezapomnianym. Chwilę potem doszliśmy do szlaku turystycznego prowadzącego wzdłuż rzeki Otira z dna doliny do podnóża Otira Face. Pomimo dokuczliwie doskwierających małych i ostrych kamyków w butach i przenikliwego, promieniście się niosącego bólu w stawach czułem się lekko i zadowolony po dobrej graniówce.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-424997993544850899?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/424997993544850899/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/04/graniowka-w-arthurs-pass.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/424997993544850899'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/424997993544850899'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/04/graniowka-w-arthurs-pass.html' title='Graniówka w Arthur&apos;s Pass'/><author><name>Łukasz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18059437535977540297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-cQ8CSjE8_FQ/TZlZ_WHmZ6I/AAAAAAAACwk/iAZF75iToEU/s72-c/ArthursPassMtRolleston00a.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-1105699618218625381</id><published>2011-04-01T22:33:00.002+02:00</published><updated>2012-01-23T09:11:22.804+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Canterbury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jeździectwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Na Dzikim Zachodzie</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Zaczęło się od dziecięcej ilustracji w starej "Przyjaciółce" i podpis "moje hobby to koń". Potem były westerny oglądane bynajmniej nie dla przystojnych jeźdźców. I jeszcze ulubiona postać kreskówki ze swym wiernym rumakiem Jolly Jumper. Nie wspomnę o setkach kartek zabazgranych wizerunkiem konia.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W końcu marzenie się spełniło i zaczęłam jeździć. Gdziekolwiek na świecie jestem, staram się urozmaicić pobyt wycieczką &amp;nbsp;w siodle. Tym razem było po kowbojsku.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-D0MtUYayfxE/TZY0tnGERTI/AAAAAAAACvs/PcAgomSmWmU/s1600/L1060139_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="konie" border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-D0MtUYayfxE/TZY0tnGERTI/AAAAAAAACvs/PcAgomSmWmU/s640/L1060139_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dwa konie osiodłane westernowymi kulbakami i jeden objuczony luzak, przewodnik Noel odziany w jeans i kowbojski kapelusz dosiadający łaciatego konia - oto co czekało nas w Lower Glenthorn Station, osadzie złożonej z kilku domków, gdzie diabeł mówi dobranoc, nie ma zasięgu telefonii komórkowej "i w ogóle nic ni ma". Dookoła tylko pastwiska ogrodzone drucianym płotem, bramy do zatrzymania pędzonego bydła i znaki drogowe "uwaga krowy". Bez wątpienia "dziki zachód".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-b9hNfFTUcpw/TZY0y1a-y1I/AAAAAAAACv4/DAn03jRZqPQ/s1600/L1060161_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="konie" border="0" height="480" src="http://3.bp.blogspot.com/-b9hNfFTUcpw/TZY0y1a-y1I/AAAAAAAACv4/DAn03jRZqPQ/s640/L1060161_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jazda w siodle westernowym była dla mnie nowością. Na forach przeczytałam, że jest znacznie wygodniejsze niż siodło ujeżdżeniowe, zdarzały się porównania do fotela. Dla mnie był to fotel tortur, bo po 3 godzinach nie wiedziałam jaką pozycję przyjąć, żeby nie bolało. Ale niewygodę rekompensowały widoki. Tak pięknego wyjazdu w teren jeszcze nie zaznałam. Najszybszym chodem był spontaniczny kłus (w porywach galop) w momencie gdy Noel oddalał się na niebezpieczną odległość lub znikał za krzakiem. I nie powiem, że był to łatwy teren.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-buohwURk2Jg/TZY0-fR_QYI/AAAAAAAACwM/ZmuvLM_qdJ8/s1600/L1060187_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="konie na Nowej Zelandii" border="0" height="480" src="http://1.bp.blogspot.com/-buohwURk2Jg/TZY0-fR_QYI/AAAAAAAACwM/ZmuvLM_qdJ8/s640/L1060187_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-oCerfZnOx-M/TZY08kJg3JI/AAAAAAAACwI/asG6HFiwICQ/s1600/L1060177_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="konie na Nowej Zelandii" border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-oCerfZnOx-M/TZY08kJg3JI/AAAAAAAACwI/asG6HFiwICQ/s640/L1060177_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ścieżka momentami wiodła po tak stromych zboczach i osypiskach skalnych, że sama miałabym problemy, by utrzymać równowagę. Najprzyjemniejsze były podjazdy pod górę, bo konie pokonywały te trudności z niebywałym impetem i w podskokach :) Momentami potykały się o kamienie skryte między kępami wysokich traw lub na dnie rwących potoków. Czasami ścieżka wiodła też między gęstymi zaroślami kolczastych drzewek.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Między końskimi kopytami plątał się jeszcze Rufus, czarny pies nieznanej mi rasy, miłośnik końskich eskapad, łowca królików i zająców - tego dnia upolował po jednej sztuce obydwu gatunków. Czworonóg wyglądał naprawdę komicznie pokonując potoki wpław, z wielkim mokrym zającem w pysku. Na postojach umilał nam wypoczynek prosząc o aport. Z rozbawieniem obserwowaliśmy, gdy przytaszczył kłodę dwukrotnie dłuższą od niego, która ledwie mieściła się w szczękach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-gKnRjgubnhw/TZY0gR5uddI/AAAAAAAACvo/gi7Sunhp-oQ/s1600/L1060125_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="konie na Nowej Zelandii" border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-gKnRjgubnhw/TZY0gR5uddI/AAAAAAAACvo/gi7Sunhp-oQ/s640/L1060125_LR.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Rufus upolował zająca&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Po kilku godzinach w siodle z wielką ulgą przyjęłam fakt, że nastała pora lunchu. Wjechaliśmy nad brzeg jeziora i puściliśmy konie na popas. Nasz Kamboj Noel wyjął z juków dziwny metalowy czajnik z kominem w środku i nazbierał chrustu. Chwilę potem sączyliśmy kawę w pozycji półleżącej opierając się o uwiąz i zajadaliśmy się kanapkami przygotowanymi przez Helen, żonę Noela.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-qII-NVXA9Zo/TZY0vMjo30I/AAAAAAAACvw/FKRtQTinxFQ/s1600/L1060153_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="konie na Nowej Zelandii" border="0" height="425" src="http://4.bp.blogspot.com/-qII-NVXA9Zo/TZY0vMjo30I/AAAAAAAACvw/FKRtQTinxFQ/s640/L1060153_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Lunch z Noelem&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Kilka słów o Noelu.&amp;nbsp;Nie był zbytnio gadatliwy, czego można by oczekiwać od przewodnika. Jak już coś powiedział, to trzeba było mocno główkować, by zrozumieć, bo Noel mówił szybko i niewyraźnie - jak to zwykli mówić ludzie z prowincji. Kowbojska maniera jazdy wzbudzała we mnie mieszankę podziwu i zazdrości. W klasycznym jeździectwie, nawet u bardzo doświadczonych jeźdźców widać pewną sztywność. Nadgarstek, łokieć, ramię... wodze na "kontakcie", odpowiednia pozycja łydek i stóp, proste plecy, etc. Wydawałoby się, że żadna z tych zasad nie obowiązuje nonszalanckiego stylu jazdy Noela, a jednak poruszał się on z gracją i swobodą. Nie wiem nic o stylu westernowym, być może on także rządzi się swoimi zasadami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hNFP-77-sKU/TZY1BenEZwI/AAAAAAAACwQ/_FzDBFhlBYE/s1600/L1060188_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="konie na Nowej Zelandii" border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-hNFP-77-sKU/TZY1BenEZwI/AAAAAAAACwQ/_FzDBFhlBYE/s640/L1060188_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dobry, zły i brzydki&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Im dłużej siedziałam w siodle, tym częściej miałam ochotę wykonać "martwego jeźdźca", czyli ćwiczenie polegające na przewieszeniu ciała w poprzek grzbietu konia (kończyny jeźdźca luźno zwisają z obu stron kłody konia). Łukasz też nie czuł się chyba komfortowo, ale czemu się &amp;nbsp;dziwić? Nie jeździmy regularnie, nie mamy wygimnastykowanych ścięgien, dlatego pozycja w siodle nie jest dla nas naturalna. Noel rozumiał nasz ból i zwiększył częstotliwość postojów, raz pozwolił nam przywrócić krążenie w nogach krótkim spacerkiem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-TC-yxDSGjiw/TZY06oKVMuI/AAAAAAAACwE/rGaQiAnniPA/s1600/L1060163_LR_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="konie na Nowej Zelandii" border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-TC-yxDSGjiw/TZY06oKVMuI/AAAAAAAACwE/rGaQiAnniPA/s640/L1060163_LR_1.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Vh2Zs2uEKoo/TZY1DqU1gDI/AAAAAAAACwU/U7owkuF6oUQ/s1600/L1060193_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-Vh2Zs2uEKoo/TZY1DqU1gDI/AAAAAAAACwU/U7owkuF6oUQ/s640/L1060193_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-mOouonInpYE/TZY1HHvNkPI/AAAAAAAACwc/edzBictYqh4/s1600/L1060203_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-mOouonInpYE/TZY1HHvNkPI/AAAAAAAACwc/edzBictYqh4/s640/L1060203_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Lake Coleridge&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-aU-I2EN1sG0/TZY1Eid9pII/AAAAAAAACwY/xnXuHxuZCn8/s1600/L1060196_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-aU-I2EN1sG0/TZY1Eid9pII/AAAAAAAACwY/xnXuHxuZCn8/s640/L1060196_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Jedyny słuszny napój po takim dniu...&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Malowniczy krajobraz, miejscami półpustynna roślinność złożona z kolczastych zarośli, błękit jeziora gdzieś w oddali, owce, prychanie konia i stukot kopyt o kamienie na ścieżce - wszystko to sprawiało, że czułam się jak &amp;nbsp;bohaterka westernu. Wszystko co piękne niestety ma kiedyś swój koniec, a ja po cichu nucę sobie pewną melodię i z zapałem planuję wznowienie treningów jeździeckich po powrocie do Danii.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/1hYV-JSjpyU/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/1hYV-JSjpyU&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/1hYV-JSjpyU&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-1105699618218625381?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/1105699618218625381/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/04/na-dzikim-zachodzie.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1105699618218625381'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1105699618218625381'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/04/na-dzikim-zachodzie.html' title='Na Dzikim Zachodzie'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-D0MtUYayfxE/TZY0tnGERTI/AAAAAAAACvs/PcAgomSmWmU/s72-c/L1060139_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-4147607082556045931</id><published>2011-03-27T05:43:00.003+02:00</published><updated>2012-01-14T15:42:53.004+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opos'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Oposy - futrzasta "zmora" Nowozelandczyków</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Zanim po raz pierwszy rozbiłam namiot na Nowej Zelandii, musiałam wiedzieć, z czym przyjdzie mi się zetknąć na łonie natury. Czy przypadkiem w parkach narodowych nie występują zwierzęta drapieżne, jadowite, lub... chociażby złośliwie podkradające się nocą do namiotu, aby pozbawić nas jedzenia. Odetchnęłam z wielką ulgą, na wieść, że jedynym dużym ssakiem, który wchodzi w interakcje z człowiekiem jest opos - torbacz z rodziny pałankowatych (brushtail possum, dziwacznie tłumaczony na polski jako pałatka kuzu). Z oposem pierwszy raz zetknęliśmy się na... asfalcie. A wszystko zaczęło się od futra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oposy sprowadzono na Nową Zelandię z Australii dla przemysłu futrzarskiego w XIX wieku. Bardzo szybko okazało się, że introdukcja tego ssaka przyniosła więcej strat niż zysków. Opos w znacznym stopniu naruszył ekosystem rodzimych gatunków ptaków. Otóż przysmakiem oposów są młode pędy drzew, które z kolei są naturalnym środowiskiem dla ptaków - często endemitów. Błyskawiczny rozrost populacji spowodowany brakiem naturalnych wrogów przyczynił się do degradacji drzew, takich jak buk południowy (występuje tylko na Półkuli Południowej). Ponadto oposy zaczęły wzbogacać swoją dietę w jaja. Problem zaczął dotykać nie tylko dzikich zwierząt zamieszkujących wspólną niszę ekologiczną. Okazało się, że oposy stanowią również zagrożenie dla zwierząt hodowlanych (owce, bydło) przenosząc choroby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Długo nie mogłam zrozumieć, dlaczego za ten błąd człowieka musi zapłacić zwierzę. Bo dobry opos to martwy opos. Kto raz zobaczył go na żywo jak niezręcznie gramoli się po drzewie, a światło czołówki odbija się w jego wielkich oczach, ten nie pozostanie obojętny na losy oposa na Nowej Zelandii. A los okazał się okrutny. W 1940 roku oficjalnie wypowiedziano oposom wojnę. Rząd wydał miliony dolarów na to, by pozbyć się zwierzęcia, które sto lat temu sprowadził. Opos traktowany jest tu jako szkodnik, którego tępienie jest obowiązkiem każdego szanowanego obywatela poprzez: odstrzał, wyrafinowane pułapki, czy też najgorsze... zabawy na drodze w "przejedź oposa".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwny jest stosunek Nowozelandczyków do futrzaka. Z jednej strony wykorzystanie oposa w przemyśle futrzarskim jest nadal praktykowane. Ze skóry wytwarza się kosztowne rękawiczki do gry w golfa. Futro miesza się z wełną merynosów i produkuje odzież, która też wcale nie jest najtańsza. Nie wspomnę o futrzanych dodatkach, czapkach czy chociażby zwyczajnie sprzedawanych futrach po 40 NZ dol za sztukę - trochę drogo jak na szkodnika, to tak jakby w Polsce sprzedawać futro z dachowca za 80 PLN. Ponadto mięso oposa eksportuje się do Malezji, na Taiwan czy też do Chin, gdzie uchodzi za przysmak słynny pod nazwą "kiwi bear".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej strony opos ma status szkodnika, obok szczura, fretki, kuny czy łasicy (nota bene także sprowadzonych dla futer). Podróżując po nowozelandzkich drogach trzeba przywyknąć do widoku rozjechanego zwierzęcia, nawet na nieutwardzonych, rzadko uczęszczanych drogach. Ba! nawet na ścieżce konnej w górach zdarza się, że opos ginie pod kołami quada! Są tacy, którzy widząc zwierzę przekraczające jezdnię celowo kierują auto w jego stronę - w wiadomym celu. Maksyma "dobry opos to martwy opos" obowiązuje. Słyszałam też o incydencie w pewnej szkole podstawowej. Dzieci bawiły się w rzut oposem, co prawda martwym, ale jednak! Na szczęście incydent ten spotkał się z ostrą krytyką, co nie zmienia faktu, że opos to szkodnik, którego należy tępić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli wizerunek owcy czy kiwi to dobry motyw na maskotkę, to oposa w biznesie pamiątkarskim przedstawia się jako figurkę rozjechaną kołami samochodu ze śladami opon odciśniętych na ciele. Chcielibyście mieć w domu figurkę dwóch kopulujących oposów rozjechanych na ulicy z podpisem "double strike"?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://cdn.bleacherreport.net/images_root/slides/photos/000/756/927/DeadPossum_display_image.jpg?1298919656" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://cdn.bleacherreport.net/images_root/slides/photos/000/756/927/DeadPossum_display_image.jpg?1298919656" width="232" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;(źródło:&amp;nbsp;bleacherreport)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Największy szok przeżywają australijscy goście, ponieważ na ich kontynencie opos jest gatunkiem chronionym. Mnie najbardziej dziwi ufność tego zwierzęcia w stosunku do ludzi. Na naszym pierwszym biwaku oposy balansowały na gałęziach tuż nad naszymi głowami, nie stremowane nawet światłem latarki. Drugie spotkanie z oposami było mniej przyjemne. Ostatnio zdarzyło nam się nocować nad jeziorem w pobliżu krzaczastych zarośli. Jako że opos jest zwierzęciem nocnym, nasz sen wielokrotnie zakłócał bardzo hałaśliwy&amp;nbsp;(w dodatku zdenerwowany)&amp;nbsp;opos. Warto tu napomknąć, że ssak ten potrafi wydać 25 różnych dźwięków, i wierzcie lub nie, nie brzmią one jak kołysanka. W kluczowym momencie szarżujący opos otarł się o nasz namiot. Na tym kończą się nasze bliskie spotkania z tym torbaczem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowozelandczycy nauczeni swoim błędem sprzed lat dzisiaj ze szczególną troską dbają aby delikatny ekosystem wyspy nie został naruszony ponownie. Specjalny odział służb celnych bada bagaże przyjezdnych. Wszelkie wyposażenie turystyczne jak namiot, czy buty trekingowe muszą być odkażone, aby wykluczyć rozprzestrzenienie obcych gatunków roślin czy mikroorganizmów. Szkoda, że człowiek uczy się na błędach, za które tak trudno jest zapłacić, a ofiarami są bezbronne zwierzęta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/22/Trichosurus_vulpecula_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/22/Trichosurus_vulpecula_1.jpg" width="388" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Czyż nie jest uroczy?&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-4147607082556045931?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/4147607082556045931/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/oposy.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/4147607082556045931'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/4147607082556045931'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/oposy.html' title='Oposy - futrzasta &quot;zmora&quot; Nowozelandczyków'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-1109713604980265957</id><published>2011-03-23T04:04:00.005+01:00</published><updated>2012-01-23T09:11:44.569+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Arthur&apos;s Pass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Barker Hut'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trekking'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Waimakariri River Valley'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lodowiec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kahutea Col'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alpy Południowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='White River Valley'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='White Glacier'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Lodołażenie, czyli jak zdobywaliśmy Kahutea Col</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Wstaliśmy jeszcze przed świtem, w górskiej chacie znajdującej się nad urwiskiem skalnym panował jeszcze półmrok. Każdy zadałby sobie pytanie, jak w takim momencie wyślizgnąć się z ciepłego śpiwora i wyjść na ziąb. Jedynym sposobem, żeby się posilić przed długą wędrówką było zagotowanie wody na zewnątrz w kompletnych ciemnościach. Tym razem palnik na benzynę nie sprawiał większych problemów, gorąca herbata i zupka błyskawiczna były gotowe zanim całkowicie zmarzłem i zakopciłem cały garnek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego dnia na śniadanie zjedliśmy z Pati trzy zupki błyskawiczne o niepokojącym smaku wołowiny. Limitowane racje żywnościowe po dwóch dniach górołażenia były dla mnie czymś zupełnie normalnym. Gdyby ktoś mnie się przedtem zapytał, czy 900 kalorii na jedenaście godzin chodzenia w trudnym terenie z obciążeniem wystarczy mężczyźnie w sile wieku, zapewne bym odpowiedział, że w żadnym wypadku. Aktualnie mam już inne zdanie na ten temat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-yNC82W5Qcws/TYlhRqRvF7I/AAAAAAAACu8/6vEn8ZZINvU/s1600/KahuteaCol1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="Lukasz Kocewiak - Mt Harper w drodze na Kahutea Col" border="0" height="480" src="https://lh3.googleusercontent.com/-yNC82W5Qcws/TYlhRqRvF7I/AAAAAAAACu8/6vEn8ZZINvU/s640/KahuteaCol1.jpg" title="Mt Harper o wschodzie słońca w drodze na Kahutea Col" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mt Harper o poranku&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Tym razem Patrycja postanowiła zostać w obozie i bronić naszych rzeczy przed papugami Kea. Po spakowaniu banana, paczki ciastek, butelki wody, całego potrzebnego żelastwa oraz lustrzanki małoobrazkowej z ciężkim statywem wyruszyliśmy na szlak. Szlak to zapewne nad wyraz daleko idące stwierdzenie opisujące kaministe ścieżki i koryta tymczasowych strumieni, którymi zmierzaliśmy do przełęczy Kahutea.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto podkreślić, że w Alpach Południowych na Nowej Zelandii jako takie znane nam z Tatr szlaki turystyczne nie występują. W pewnych okolicach człowiek jest zdany tylko i wyłącznie na siebie oraz własną orientację w terenie. Mapy mogą tylko podpowiadać kierunek, ponieważ co roku zmieniający się krajobraz na skutek powodzi wiosennych i łatwo erodujących skał jest w stanie zmylić nie jednego piechura.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-sn5QknpD2VA/TYlhZInJXRI/AAAAAAAACvA/VLhjBmY6N8k/s1600/KahuteaCol2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="Lukasz Kocewiak - Szczeliny lodowcowe na White Glacier" border="0" height="480" src="https://lh3.googleusercontent.com/-sn5QknpD2VA/TYlhZInJXRI/AAAAAAAACvA/VLhjBmY6N8k/s640/KahuteaCol2.jpg" title="Szczeliny lodowcowe na White Glacier w drodze na Kahutea Col" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Szczeliny lodowcowe na White Glacier&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Droga ku przełęczy na pierwszym odcinku wiodła przez koryta wyschniętych rzek, osypiska skalne i rumowiska, żeby w pewnym momencie zmienić się w spękany jęzor lodowcowy White Glacier. Od tego miejsca do przełęczy dzieliły nas gęsto ścielące się szeliny lodowcowe oraz pola seraków. Przez chwilę powodzenie wyprawy wisiało na włosku, ponieważ małe opady śniegu uprzedniej zimy spowodowały, że lodowiec wydawał się nie do przejścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiliśmy spróbować. Związani liną i pokryci grubą warstwą filtru przeciwsłonecznego ruszyliśmy orograficznie z prawej strony lodowca trzymając się blisko skały. Nie długo lodowiec pozwolił nam trzymać kierunek. Coraz częściej występujące szczeliny lodowcowe zmusiły nas do kluczenia w dość niepewnym terenie. Co jakiś czas musieliśmy się asekurować z przyrządu pokonując liczne pola seraków. Po pięciu godzinach dziubania na lodowcu dotarliśmy to Kahutea Col.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-rJPPNCBKvvw/TYlhftLevWI/AAAAAAAACvE/3NZFQ186qlQ/s1600/KahuteaCol3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="Lukasz Kocewiak - Trudne chwile w drodze na Kahutea Col" border="0" height="480" src="https://lh6.googleusercontent.com/-rJPPNCBKvvw/TYlhftLevWI/AAAAAAAACvE/3NZFQ186qlQ/s640/KahuteaCol3.jpg" title="Trudne chwile w drodze na Kahutea Col" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W tym miejscu skończyła się nasz wędrówka, gdyż musieliśmy jeszcze wrócić do chatki. Wydawać by się mogło, że droga powrotna będzie już łatwa, ponieważ po naszych śladach. Niestety bardzo silne słońce tego dnia przetopiło nasze ślady i w niektórych kluczowych miejscach na lodowcu nawet doprowadziło do zmiany ułożenia seraków, poszerzenia starych oraz odkrycia nowych szczelin. Tym razem przez większość czasu asekuracja była z przyrządu, co zdecydowanie przedłużyło powrót.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-SZmnUEmpyNA/TYlhhcZRjhI/AAAAAAAACvI/AdVM8Yapx-c/s1600/KahuteaCol4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="Lukasz Kocewiak - Ja na Kahutea Col" border="0" height="640" src="https://lh4.googleusercontent.com/-SZmnUEmpyNA/TYlhhcZRjhI/AAAAAAAACvI/AdVM8Yapx-c/s640/KahuteaCol4.jpg" title="Ja na Kahutea Col" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Na Kahutea Col&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Po jedenastu godzinach wędrowania w różnym terenie powróciliśmy do bazy. Postać w niebieskim polarze na pobliskim wzniesieniu wypatrywała już nas, była to moja Patrycja. Następnego dnia czekał nas jeszcze powrót do cywilizacji przez dwie doliny: White River Valley i Waimakariri River Valley. Byliśmy przygotowani, gdyż osiem pożywnych ciasteczek, które pozostały z poprzedniego dnia mogło zaspokoić zapotrzebowanie energetyczne papugi czy nawet większego oposa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rejon Barker Hut jest godny polecenia, ponieważ White Glacier jest jednym z większych lodowców w okolicy. Dostanie się na jego powierzchnię jest stosunkowo łatwe, a wędróki wczesnym latem nie powinny przysparzać kłopotów. Nad Kahutea Col znajduje się Mt Murchison, który jest najwyższym i łatwo dostępnym szczytem w Arthur's Pass. Należy pamiętać, że w tym rejonie Alp Południowych skała jest bardzo krucha i nawet poruszanie się w łatwym terenie może być niebezpieczne.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-1109713604980265957?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/1109713604980265957/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/lodoazenie-czyli-jak-zdobywalismy.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1109713604980265957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1109713604980265957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/lodoazenie-czyli-jak-zdobywalismy.html' title='Lodołażenie, czyli jak zdobywaliśmy Kahutea Col'/><author><name>Łukasz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18059437535977540297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-yNC82W5Qcws/TYlhRqRvF7I/AAAAAAAACu8/6vEn8ZZINvU/s72-c/KahuteaCol1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-8640695980096845687</id><published>2011-03-21T19:30:00.004+01:00</published><updated>2012-01-23T09:12:03.764+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Ciekawostki o Nowej Zelandii - Owce</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div&gt;Pierwsze skojarzenie z Nową Zelandią, a dokładniej z Wyspą Południową, to owce. Wystarczy wyjechać z miasta by ujrzeć krajobraz usiany wełnianymi sylwetkami aż po horyzont.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-fhBWisb19x4/TYa9r8ZuGTI/AAAAAAAACuU/VWPSh1LQ6jE/s1600/_MG_1478_LR_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="owca" border="0" height="233" src="https://lh4.googleusercontent.com/-fhBWisb19x4/TYa9r8ZuGTI/AAAAAAAACuU/VWPSh1LQ6jE/s640/_MG_1478_LR_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Owca w liczbach&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza owca przypłynęła tu z kapitanem Cookiem i postawiła swoje kopytko na lądzie w 1773 roku. 100 lat później pogłowie owiec wzrosło do 70,3 mln. Obecnie hodowla staje się mniej popularna, dlatego też populacja tych zwierząt domowych zmalała do 43,1 mln. Liczba jednak nadal imponująca, jeśli zestawimy ją z liczbą mieszkańców kraju - na jedną osobę przypada 10-12 owiec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Owca w kulturze&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Owca to drugie w kolejności (zaraz za kiwi) "zwierzę narodowe". Jeśli chcesz przywieźć pamiątkę z Nowej Zelandii, upewnij się czy przypadkiem nie masz już podobnej z Zakopanego. Pluszowe owce to wręcz "must have" a półki w sklepach z pamiątkami uginają się pod ciężarem wełnianych zabawek, ceramicznych figurek, czy też kartek pocztowych. Zupełnie nie rozumiem dlaczego tak urocze zwierzę stało się głównym tematem filmu z gatunku horror/czarna komedia pod tytułem "Czarna owca" (Nowa Zelandia, 2006).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;W sklepach z upominkami można też kupić słodycze o nazwie "Sheep droppings" (owcze bobki), czyli arachidy w czekoladzie, które w istocie przypominają owcze odchody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Owca na talerzu&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Baranina nigdy nie należała do moich ulubionych potraw. Stek barani to potrawa popularna i znajduje wielu entuzjastów. W niektórych restauracjach można kupić 500 g porcje. Moim skromnym zdaniem baranina najlepiej smakuje w kuchni indyjskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Owca na wesoło&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;"Był sobie Polak, Niemiec i Rusek..." - każdy zna co najmniej jeden dowcip z udziałem naszych sąsiadów. Cóż, na Nowej Zelandii jest podobnie. Tu żartuje się z Australijczyków, natomiast w Australii obiektem żartów są Nowozelandczycy i... owce. Owca wkrada się też do wulgaryzmów. Australijczyk, chcąc obrazić wyspiarza powie o nim &lt;i&gt;Sheep-shagger&lt;/i&gt; (wielbiciel stosunków seksualnych z owcą) albo &lt;i&gt;Ram-rooter&lt;/i&gt; (podobnie jak w poprzednim, z tym że &lt;i&gt;ram&lt;/i&gt; to kozioł).&lt;br /&gt;Rozbawienie budzić może podobieństwo w wymowie wyrazów &lt;i&gt;shearing&lt;/i&gt; (strzyżenie) oraz &lt;i&gt;sharing&amp;nbsp;&lt;/i&gt;(dzielenie), spowodowane przez nowozelandzki akcent. W zależności od intencji słuchacza zdanie &lt;i&gt;the farmer is shearing a sheep&lt;/i&gt;&amp;nbsp;można &amp;nbsp;przetłumaczyć &lt;i&gt;farmer dzieli się swoją owcą&lt;/i&gt; (udostępnia ją innym farmerom w wiadomym celu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Owca w obiektywie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jeśli nie ma się zbyt wiele czasu i cierpliwości, albo obiektywu typu z dużym zoomem, trudno zrobić ujęcie owcy z bliska, bo jest to zwierzę dość płochliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-VSCrOaFJ8vc/TYbMDVtKg3I/AAAAAAAACuY/_l8QO6CthdE/s1600/_MG_1469_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="owca" border="0" height="425" src="https://lh6.googleusercontent.com/-VSCrOaFJ8vc/TYbMDVtKg3I/AAAAAAAACuY/_l8QO6CthdE/s640/_MG_1469_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;img alt="owca" border="0" height="425" src="https://lh4.googleusercontent.com/-HJbgEnGf4Og/TYbQjkyXXAI/AAAAAAAACuc/P1LQYcrQDtE/s640/_MG_1495_LR.jpg" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" width="640" /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-HJbgEnGf4Og/TYbQjkyXXAI/AAAAAAAACuc/P1LQYcrQDtE/s1600/_MG_1495_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt; &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-N9qdssjUUEw/TYbSp_SEijI/AAAAAAAACug/vrjnwMdftKU/s1600/_MG_1472_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="owca" border="0" height="425" src="https://lh6.googleusercontent.com/-N9qdssjUUEw/TYbSp_SEijI/AAAAAAAACug/vrjnwMdftKU/s640/_MG_1472_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-8640695980096845687?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/8640695980096845687/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/ciekawostki-o-nowej-zelandii-owce.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8640695980096845687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8640695980096845687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/ciekawostki-o-nowej-zelandii-owce.html' title='Ciekawostki o Nowej Zelandii - Owce'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-fhBWisb19x4/TYa9r8ZuGTI/AAAAAAAACuU/VWPSh1LQ6jE/s72-c/_MG_1478_LR_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-730952133138074228</id><published>2011-03-20T11:12:00.000+01:00</published><updated>2011-03-21T03:58:47.598+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wstrząsy wtórne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Canterbury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Christchurch'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trzęsienie ziemi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Przepowiednie "Księżycowego Dziadka"</title><content type='html'>&amp;nbsp;Mieliśmy dzisiaj w Christchurch wstrząs o sile 5,1 - jak do tej pory to najsilniejszy od czasu ostatniej katastrofy. Byłoby to zupełnie normalne, gdybyśmy się go nie spodziewali.&lt;br /&gt;Zacznę od tego kim jest "Księżycowy Dziadek", a raczej "The Moon Man", właściwie Ken Ring. To postać, która twierdzi, że przewidziała 2 poprzednie trzęsienia ziemi, które nawiedziły Christchurch. Ring swoje prognozy opiera na wiedzy astrologicznej - od kilku lat publikuje pogodowy almanach, określając daty anormalnych zjawisk pogodowych jak tornada, burze, etc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;﻿﻿﻿ &lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://media.nzherald.co.nz/webcontent/image/jpg/201113/ring2_460x23089680.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="160" src="http://media.nzherald.co.nz/webcontent/image/jpg/201113/ring2_460x23089680.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ken Ring (site: nzherald.co.nz)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;﻿﻿﻿Tuż po trzęsieniu z lutego Ring przewidział kolejne duże wstrząsy w dniach, gdy księżyc będzie miał duży wpływ na skorupę ziemską, czyli podczas perygeum, między 19 a 23 marca, a następne 15-17 kwietnia. Reakcja naukowców była oczywista. Co o trzęsieniach ziemi może wiedzieć były magik, który zaczynał swoją karierę od zabawiania dzieci za pomocą kapelusza i królika? Albo specjalizuje się w badaniu kociej psychiki na podstawie oględzin ich pazurów? Ludzie nauki wraz z całą aparaturą pomiarową i wzorami matematycznymi mogą jedynie snuć przypuszczenia, analizować dane statystyczne, badać linie uskoków. A tu zjawia się Ken Ring i podaje konkretne daty i sieje panikę. Media starały się uspokoić publikę wywiadami z "prawdziwymi naukowcami", podważając kompetencje Ringa. &lt;br /&gt;Reakcja mieszkańców była oczywista. Większość po prostu zwiała z miasta wykorzystując ostatnie ciepłe dni lata na krótki urlop. Ci, którzy zostali, zaopatrzyli się w zapas wody, jedzenia i ciepłych ubrań. Z tego co wiem, każda rozsądna rodzina jest "przygotowana", to stało się wręcz naturalne, by tak postępować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem ciekawa, jak ludzie nauki skomentują dzisiejsze wydarzenie w kontekście wiarygodności metod Ringa. A może to był po prostu zbieg okoliczności? Może Moon Man miał szczęście? A może Ken Ring to pierwsza osoba na świecie, która potrafi przewidzieć trzęsienie ziemi?&amp;nbsp;Byłam niedowiarkiem, uważałam, że to brednie, teraz nie wiem co myśleć. Wiem, że ciężko będzie mi zasnąć dzisiaj, jutro i pojutrze, a może i do 5 kwietnia, bo to dzień mojego powrotu do Europy. A potem nie będę spać ze zmartwienia o Łukasza, który zostanie 2 tygodnie dłużej. Jeszcze tylko miesiąc... Cóż, bez wątpienia były to najbardziej ekscytujące wakacje mojego życia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-730952133138074228?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/730952133138074228/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/przepowiednie-ksiezycowego-dziadka.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/730952133138074228'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/730952133138074228'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/przepowiednie-ksiezycowego-dziadka.html' title='Przepowiednie &quot;Księżycowego Dziadka&quot;'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-963992473455961311</id><published>2011-03-16T23:26:00.002+01:00</published><updated>2012-01-05T21:20:11.526+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Canterbury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='morze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ocean Spokojny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kajak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pacyfik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kajakarstwo morskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fish and Chips'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Akaroa'/><title type='text'>Kajakiem przez Akaroa</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-Gf1IOKOGxbE/TYWENm7P5HI/AAAAAAAACs0/oCVEGuIiJUI/s1600/L1060019_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="https://lh3.googleusercontent.com/-Gf1IOKOGxbE/TYWENm7P5HI/AAAAAAAACs0/oCVEGuIiJUI/s640/L1060019_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wrota Pacyfiku&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;"Akaroa" w języku maoryskim oznacza "długą przystań". W istocie miasteczko Akaroa położone jest nad wydłużoną i wąską zatoką o tej samej nazwie. Akaroa to osada trzech narodów - Brytyjczyków, Francuzów i Niemców. Ślady francuskiego osadnictwa obecne są do dzisiaj, np. w nazewnictwie ulic. Niegdyś przybywali tu wielorybnicy i łowcy fok, potem stopniowo osiedlali się farmerzy. Dzisiaj miasteczko stopniowo się wyludnia i tylko w okresie letnim liczba ludności wzrasta ponad 10-krotnie. Urok i klimat miejsca, gdzie zatrzymał się czas utrzymują dobrze zachowane budynki, zarówno użyteczności publicznej jak i wille.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Do Akaroa jedziemy z dwóch powodów. Jednym jest eksploracja wybrzeża od tej mokrej strony, czyli krótka wprawka do kajakarstwa morskiego. Zdecydowaliśmy się na wypożyczenie dwóch "jedynek", tak by każdy mógł indywidualnie manewrować między falami. Uważam, że kajakarstwo morskie jest zdecydowanie bardziej emocjonujące niż śródlądowe (wyłączając oczywiście kajakarstwo górskie), o czym przekonaliśmy się w miejscu, gdzie zatoka łączyła się z oceanem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kajaki morskie różnią się od kajaków nizinnych lepszą wypornością, są nieco dłuższe, wyposażone w specjalny fartuch okrywający kokpit. Niektóre posiadają ruchomy ster, którym kieruje się za pomocą linek połączonych z pedałami; istnieją też modele z nieruchomym mieczem opuszczanym po zwodowaniu kajaka. Trzeba także wykazać większą zwinnością i refleksem oraz zdobyć kilka przydatnych umiejętności, jak np. obracanie kajaka o 360 stopni wzdłuż jego osi po wywrotce (tzw. eskimoska), czy też balansowanie i unikanie wywrotek. Wiosłowanie "pod falę" wymagało też &amp;nbsp;większej pary w ramionach. Ze zdziwieniem przyjęłam fakt, że udało mi się uniknąć zakwasów, bo przecież nie należę do siłaczy. Zachęceni niedzielną wycieczką postanowiliśmy rozwinąć naszą nową pasję. Warunki na Lille Bælt oraz Kolding Fjord (gdzie mieszkamy) są wręcz idealne by uprawiać ten sport.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-j7fGZjh-Ivk/TYWEagJfKRI/AAAAAAAACs4/owD_7f3_2H0/s1600/L1060011_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="https://lh3.googleusercontent.com/-j7fGZjh-Ivk/TYWEagJfKRI/AAAAAAAACs4/owD_7f3_2H0/s640/L1060011_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Drugim celem naszej wyprawy do Akaroa był... "gastroturyzm"! Po sześciu godzinach wiosłowania bez wyrzutów sumienia należała nam się podwójna porcja fish &amp;amp; chips popijana waniliową colą. Miejscowi dziwią się, że tak przepadamy za tą tłustą i niezdrową potrawą, bo rzekomo przyjezdni - głównie podążający za trendem zdrowego żywienia Europejczycy - odnoszą się do niej z niechęcią. My pokochaliśmy fish&amp;amp;chips od pierwszego kęsa. No fakt, nie należy do najzdrowszych dań, ale od czasu do czasu można popełnić ten żywieniowy grzech. Poza tym ryba była świeża i pachnąca - tak dobrej nie jadłam od dawna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-bBxmTJpIufg/TYWEsPn1bwI/AAAAAAAACs8/Vf6tRshKqkY/s1600/_MG_1462_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="https://lh3.googleusercontent.com/-bBxmTJpIufg/TYWEsPn1bwI/AAAAAAAACs8/Vf6tRshKqkY/s640/_MG_1462_LR.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-ZLXsaQFlgAY/TYWEtzzlAnI/AAAAAAAACtA/gqOn06tLl48/s1600/_MG_1466_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="https://lh6.googleusercontent.com/-ZLXsaQFlgAY/TYWEtzzlAnI/AAAAAAAACtA/gqOn06tLl48/s640/_MG_1466_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Fish &amp;amp; Chips&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-963992473455961311?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/963992473455961311/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/kajakiem-przez-akaroa.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/963992473455961311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/963992473455961311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/kajakiem-przez-akaroa.html' title='Kajakiem przez Akaroa'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-Gf1IOKOGxbE/TYWENm7P5HI/AAAAAAAACs0/oCVEGuIiJUI/s72-c/L1060019_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-354337727307316620</id><published>2011-03-14T21:30:00.002+01:00</published><updated>2012-01-23T09:13:09.010+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Arthur&apos;s Pass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Barker Hut'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trekking'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Waimakariri River Valley'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alpy Południowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='White River Valley'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Dolina Białej Rzeki</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Góry budzą we mnie respekt. Boję się ich i wielbię. Człowiek jest wobec nich taki maleńki, nic nieznaczący. Słyszy się i czyta, że ludzie giną z miłości do nich, albo robią sobie krzywdę włażąc tam, gdzie nie powinni. Bo chodzenie po górach to nie spacer po Łazienkach Królewskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja ustaliłam barierę - idę dotąd (w m n.p.m. albo forma terenu), dokąd wędrówka/wspinaczka sprawia mi przyjemność. Jeśli natomiast nogi odmawiają posłuszeństwa (trzęsąc się niekoniecznie ze zmęczenia) a oczy unikają patrzenia w dół, oznacza to, że bariera została przekroczona. Tak, mam lęk wysokości i przestrzeni. Nie, moje uwielbienie dla gór tych barier nie pokona. Na szczęście (dla mnie) są takie miejsca gdzie można doświadczyć dzikości gór bez większych wyrzeczeń. Alpy Południowe na Nowej Zelandii są pod tym względem idealne. Nie uświadczysz tu chodnika ułożonego z większych głazów, jak to się spotyka w Tatrach. Owszem, szlaki są gdzieniegdzie lekko przedeptane, co znacznie ułatwia sprawę, zwłaszcza gdy trzeba przetrawersować między wysokimi trawami i krzakami (tzw. bush bashing). Ponadto skały poddawane są bardzo silnej erozji, dzięki czemu łatwiej znaleźć punkt "zaczepienia", z tym że warto uważać, czy ów punkt nie stanie się punktem "odpadnięcia".&amp;nbsp;Najbardziej uciążliwe jest chodzenie po rumowiskach skalnych. Jeśli idzie się zboczem doliny, często mija się żleby usłane drobnymi kamieniami lub większymi głazami, które lubią usuwać się spod nóg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba przygotować się na zamoczenie butów lub wyższych partii odzienia, bo standardowym elementem nowozelandzkiego trekkingu jest przekraczanie strumieni i potoków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;img alt="" class="aligncenter" height="432" src="https://lh3.googleusercontent.com/_Qpy9bQsvkVo/TXfjDBuDz3I/AAAAAAAAEAs/invYbqJQAlk/s720/L1050893.JPG" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Przekraczanie Waimakariri River" width="576" /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Sylvie i Rowan prezentują jak nie należy przechodzić przez strumień&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Schronisk w Alpach Południowych nie ma, są za to chatki. Budynki położone bliżej dróg lub łatwo-dostępnych dużych dolin są zazwyczaj wyposażone w wodę, wychodek i piec żeliwny. Nie należy spodziewać się recepcji i pani Zosi serwującej pierogi czy zimny browar. Są za to całkiem wygodne materace na łóżkach piętrowych. Taka jest właśnie Carrington Hut, gdzie spaliśmy pierwszej nocy podczas naszej wyprawy, której (dla większości) celem było zdobycie szczytu Mt Murichison. Im wyżej i dalej, tym chatki zamieniają się w jednoizbowe baraki ze ściśle ograniczoną liczbą miejsc. Przykładem jest Barker's Hut położona u podnóża White Col, skąd na Mt Murchison już tylko rzut głazem. Tam też był nasz drugi i trzeci nocleg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym, że jedziemy dowiedzieliśmy się na dzień przed, bo propozycja wyszła dość spontanicznie od Łukasza znajomego, doświadczonego górołaza i członka Canterbury Mountaneering Club (CMC). Rowan, Sylvie, Cat, ja i Łukasz - taki był skład drużyny uzbrojonej w czekany, raki, kaski oraz przekonanie, że zdobędziemy Mt Murichison. Samo dojście do punktu wypadowego (Barker's Hut) rozłożyliśmy na 2 dni, chociaż spokojnie można byłoby wejść tam szybciej. Wszystko zapowiadało się pięknie i ekscytująco. Dolina Białej Rzeki oraz Barker's Hut to miejsca rzadko uczęszczane, bo sama chatka należy do stowarzyszenia CMC (a nie do parku), więc nie ma o niej oficjalnych informacji w Internecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-SyRWc_H4R3o/TYWFxQnKc8I/AAAAAAAACtE/eAXrC-WJBSo/s1600/_MG_1274_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="https://lh5.googleusercontent.com/-SyRWc_H4R3o/TYWFxQnKc8I/AAAAAAAACtE/eAXrC-WJBSo/s640/_MG_1274_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Barker's Hut&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Z czystym sumieniem przyznam, że byliśmy dobrze przygotowani. Rowan zapewnił nam sprzęt, bo pakując walizkę raczej nie zakładałam wędrowania po lodowcach górskich. Zrobiliśmy tylko jeden błąd - zabraliśmy za mało jedzenia. Nasi towarzysze natomiast przesadzili w drugą stronę. Częste postoje na "lancz" albo "bizkita" &amp;nbsp;dobrowadzały mnie do ślinotoku. Nasze menu posiłków ciepłych składało się z noodli. Noodle na śniadanie i kolację. Na drogę jakieś "węgle" czyli ulubione "paliwo" Łukasza - ciasteczka. Cóż, wykazaliśmy się ignorancją (żeby nie napisać "głupotą"), bo po dwóch dniach musieliśmy ostro racjonować porcje. Wejście na Mt Murchison wypadło trzeciego dnia i tu z prowiantem było już kryzysowo. Niedostateczna ilość szamy była jednym z powodów, dla których nie poszłam. Zdaje się też, że gdzieś &amp;nbsp;pomiędzy chatką a przełęczą przebiegała owa granica moich możliwości. Miałam w zanadrzu jeszcze kilka innych przyczyn mojej decyzji, tzw wymówek/przykrywek, kołderek dla czającego się w głębi duszy strachu. &amp;nbsp;O wejściu na Mt Murichison napisze Łukasz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-t1WCpcmTs6Q/TYWGGUQH1GI/AAAAAAAACtI/zlA9ONLfDmQ/s1600/_MG_1442_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="https://lh6.googleusercontent.com/-t1WCpcmTs6Q/TYWGGUQH1GI/AAAAAAAACtI/zlA9ONLfDmQ/s640/_MG_1442_LR.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Herbata&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Droga powrotna wiodła tym samym szlakiem, tyle że pokonaliśmy ją w jeden dzień. Szybki marsz po kamieniach przypłaciłam bólem mięśni, ale to przecież cena jaką warto zapłacić, by choć na kilka dni odciąć się od świata, od laptopa, Internetu, komórki, by chłonąć widoki i świeże &amp;nbsp;powietrze. By ogłuchnąć od ciszy przerywanej tylko echem tłukących się kamieni lub jednostajnym szumem wodospadu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-354337727307316620?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/354337727307316620/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/dolina-biaej-rzeki.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/354337727307316620'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/354337727307316620'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/dolina-biaej-rzeki.html' title='Dolina Białej Rzeki'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/_Qpy9bQsvkVo/TXfjDBuDz3I/AAAAAAAAEAs/invYbqJQAlk/s72-c/L1050893.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-8786431726961467620</id><published>2011-03-13T08:09:00.000+01:00</published><updated>2012-01-23T09:12:28.022+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Canterbury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hanmer Springs'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Miejsca idealne</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Nadeszła pora wygrzać kości. Przyszedł czas rozpieścić ciało dłońmi masażysty/tki, parą buchającą &amp;nbsp;znad rozgrzanych kamieni prywatnej sauny. Ale najpierw wziąć prysznic jak "cywilizowani" i założyć czyste ubranie, wyczesać trawę z włosów - w końcu SPA zobowiązuje. Dwupokojowy apartament w pakiecie "Pamper" dla dwojga to luksus, pomijając założenie, iż po 3 nocach spania byle gdzie nasze wymagania nie będą zbyt wygórowane. Własna wanna z "bąblami" była zaskoczeniem, ale nie po to przyjechaliśmy do Hanmer Springs, by delektować się hotelowym wnętrzem. Wszak czekał nas masaż, sauna i dwa dni korzystania z basenów i gorących źródeł kompleksu rekreacyjnego. Ubrani w białe szlafroczki i puchate kapcie poddaliśmy nasze ciała zabiegom relaksacyjnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno jest mi nie ulegać pokusie porównywania różnych miejsc. Człowiek, który raz już coś ciekawego widział i doświadczył, staje się bardziej wybredny wobec tego, co spotyka go później. I tak dla podsumowania powiem, że warto do Hanmer Springs pojechać, żeby urozmaicić sobie czas. Jednak jeśli spytacie mnie o szczegóły, odpowiem: najlepsze masaże robią w Tajlandii, nawet jeśli leżysz na podłodze a obok za kotarą stękają jeszcze inni goście; gorących źródeł szukajcie na Islandii, i to nie w osławionej Blue Lagoon, lecz w kameralnym Mývatnn. Sauna... już szperam w pamięci - to Taunus Therme w miasteczku Bad Homburg (Hesja, Niemcy) za ogromny wybór rodzajów saun i ten niemiecki obyczaj świecenia gołym tyłkiem bez krępacji. "Do wód" tylko do Krynicy Górskiej na Zubera.&amp;nbsp;A jeśli zaś chodzi o park wodny, to Siam Park na Teneryfie i kropka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, ja nie marudzę. Ja po prostu wiem, że miejsca idealne, to te których jeszcze nie odwiedziłam albo te, które pielęgnuję w pamięci, bo przywołują uśmiech na twarzy. Kiedyś pomyślę o Hanmer Springs i przypomnę sobie jak dobrze było zrelaksować się po wydarzeniach z &lt;a href="http://kartki-z-podrozy.blogspot.com/2011/02/trzesienie-ziemi-w-christchurch.html"&gt;22 lutego&lt;/a&gt;; o białych szlafrokach i pachnącym maśle do ciała, o ciepłej wodzie w basenie i wspomnę też smak frytek z wilca ziemniaczanego (kumara). I znowu się uśmiechnę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-d2xiSvuHves/TYWHSvMUGQI/AAAAAAAACtM/ykA-j-YhqEk/s1600/L1050863.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="https://lh4.googleusercontent.com/-d2xiSvuHves/TYWHSvMUGQI/AAAAAAAACtM/ykA-j-YhqEk/s400/L1050863.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Do wód!&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-8786431726961467620?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/8786431726961467620/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/miejsca-idealne.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8786431726961467620'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8786431726961467620'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/miejsca-idealne.html' title='Miejsca idealne'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-d2xiSvuHves/TYWHSvMUGQI/AAAAAAAACtM/ykA-j-YhqEk/s72-c/L1050863.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-8600974040564509574</id><published>2011-03-12T02:47:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T09:13:48.604+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biwak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lake Brunner'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='West Coast'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Błogostan nad Jeziorem Brunner</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Nocleg w samochodzie nie należał do przyjemnych. Zmarzliśmy okrutnie, a fotele wcale nie były wygodniejsze niż mata. Zanim słońce zdążyło wypełznąć zza pagórków i ogrzać plażę, byliśmy już po spacerze. Szybkie śniadanie złożone z ciasteczek i "rozgazowanej" coli, ostatnie spojrzenie za siebie i w drogę - nad Jezioro Brunner.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy podróżuję, nie lubię &amp;nbsp;się spieszyć. Styl zwiedzania zza szyby autokaru i turystyczna zadyszka to nie dla mnie. &amp;nbsp;Nic też nie gnało nas do Christchurch, ponieważ najprawdopodobniej w domu nie było wody ani prądu. Możliwość swobodnego zarządzania czasem postanowiliśmy wykorzystać nad Jeziorem Brunner i zostać tam tak długo jak chcemy. Łukasza kusił wznoszący się nad jeziorem pagórek. Ja wiedziałam, że jeśli jezioro, to nie trekking, lecz lenistwo, piknik, książka... jedyn słowem błogostan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-85OvfI01CmU/TYWLJ3isYXI/AAAAAAAACtU/SIw0fYu6EMc/s1600/_MG_1124_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="https://lh5.googleusercontent.com/-85OvfI01CmU/TYWLJ3isYXI/AAAAAAAACtU/SIw0fYu6EMc/s640/_MG_1124_LowRes.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Jedyny kemping znajdujący się w okolicy odstraszył nas swoją &amp;nbsp;formą - namiot przy namiocie, wąskie kąpielisko, pełno campervanów. W poszukiwaniu mniej zagospodarowanych miejsc i trafiliśmy na coś w rodzaju wykoszonej polany i ogólno-dostępnego kąpieliska. Słoneczna pogoda przyciągnęła turystów i mieszkańców okolicznych wiosek na weekendowy wypoczynek, ale nie było tłumów. Zignorowaliśmy znak zakazujący biwakowania i znaleźliśmy maleńką, piaszczystą &amp;nbsp;plażę odgrodzoną od reszty świata drzewami, których korzenie wrastały w jezioro.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-vvY6PJF0lyE/TYWKIssGn1I/AAAAAAAACtQ/DteQpYIkgno/s1600/L1050842_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="https://lh6.googleusercontent.com/-vvY6PJF0lyE/TYWKIssGn1I/AAAAAAAACtQ/DteQpYIkgno/s640/L1050842_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Mata rozłożona na ciepłym piasku, książka i... sandflies - małe krwiożercze muszki, rekompensata za brak komarów. Nic nie było jednak w stanie zepsuć dobrego nastroju. Przymknęłam nawet ucho na ryczące silniki łodzi motorowych. W końcu kiedyś musi się im skończyć paliwo. Po bezsennej nocy w aucie plaża nad Jeziorem Brunner wydawała się być rajem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-ehRs-1YSbo8/TYWMUkAyjgI/AAAAAAAACtY/1D07qYmTQqg/s1600/_MG_1132_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="https://lh6.googleusercontent.com/-ehRs-1YSbo8/TYWMUkAyjgI/AAAAAAAACtY/1D07qYmTQqg/s640/_MG_1132_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Cały dzień spędziliśmy na słodkim i beztroskim "nic-nierobieniu". Martwiła nas jedynie psująca się zawartość naszego bagażnika. Jak wcześniej pisałam, zabraliśmy wszystko z mieszkania, łącznie z jedzeniem. Żadne z nas nie toleruje wyrzucania jedzenia, dlatego niczym Robert Makłowicz sprawiliśmy prowizoryczne stanowisko kuchenne i stworzyliśmy coś na kształt sałatki, składającej się z gotowanych na twardo jaj (11 sztuk), pomidorów, sałaty, ser żółtego, dressingu, oliwy, cebuli i tego, co znalazło się pod ręką.&lt;br /&gt;Zasypialiśmy w namiocie, szczęśliwi, wsłuchani w szumiące fale rozkołysanego jeziora, by rano zastać je gładkim jak lustro. Rano wyruszyliśmy dalej w kierunku Lewi's Pass, nie mając zielonego pojęcia, co będziemy robić tego dnia.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-8600974040564509574?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/8600974040564509574/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/bogostan-nad-jeziorem-brunner.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8600974040564509574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/8600974040564509574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/bogostan-nad-jeziorem-brunner.html' title='Błogostan nad Jeziorem Brunner'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-85OvfI01CmU/TYWLJ3isYXI/AAAAAAAACtU/SIw0fYu6EMc/s72-c/_MG_1124_LowRes.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-2229061682844697530</id><published>2011-03-11T08:05:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T09:14:14.311+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tasman Sea'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='West Coast'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plaża'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Greymouth'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Morze Tasmana'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Backpackersi w Greymouth</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;A przepis na backpackersa jest taki: kup używane auto w umiarkowanie dobrym stanie (im okazalszy rupieć, tym lepiej), śpij w nim, jedz w nim, mieszkaj. Podróżuj po całej wyspie, a najlepiej zwiedź obydwie. W markecie wybieraj tylko produkty z przeceny. Obowiązkowo noś klapki, nie czesz włosów, zapuść brodę (jeśli możesz). Omijaj hotele z napisem "Backpackers", bo to zaprzecza ideologii backpackingu. Ewentualnie wynajmij minivana z lat 80' (lub starszy) VW przerobionego na campervana, z wymalowaną w hippisowskie motywy karoserią. Bądź luzakiem, w końcu jesteś obywatelem świata! Oczywiście nie kręcą Cię wycieczki organizowane przez biura podróży, bo to dla mięczaków. Nie planujesz, idziesz na żywioł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, można powiedzieć, że byliśmy prawie jak backpackersi. "Prawie" - bo nasz wizerunek tylko częściowo się zgadzał z przedstawionym powyżej opisem. Owszem, woziliśmy w aucie wszystkie rzeczy, bo nie wiedzieliśmy wtedy, czy będziemy mogli wrócić do naszego mieszkania. Spaliśmy w aucie tylko raz, bo nie znaleźliśmy ciekawego miejsca na camping. Plaża za Greymouth okazała się kamienista, zupełnie niezgodna z obrazkiem, jaki macie przed oczami myśląc o "plaży". Za rozpaliliśmy ognisko, bo na na miejscu przewalało się mnóstwo wyrzuconego na brzeg drewna. No i na kolację zjedliśmy pieczoną fasolkę z puszki "z promocji" (1,55 dol NZ), podgrzewaną na rozżarzonych węglach i prowizorycznej kuchence zbudowanej z czterech kamieni. Klapek nie nosiliśmy, ale nadrobiliśmy sandałami do skarpet. Nasze buty wciąż były mokre po wyprawie do Cave Stream. Nie mogę powiedzieć też, że to co robiliśmy, było starannie zaplanowane. Po prostu - kupiliśmy atlas samochodowy, a każdy następny postój poprzedzało stwierdzenie - "O! tu może być ciekawie, jedziemy tam". I tak trafiliśmy nad Morze Tasmana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-EUnTaVlDplg/TYWNlkbRUgI/AAAAAAAACtc/7wUruAr27MQ/s1600/L1050817_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="https://lh5.googleusercontent.com/-EUnTaVlDplg/TYWNlkbRUgI/AAAAAAAACtc/7wUruAr27MQ/s640/L1050817_LR.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Fasola w ogniu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-Un63lYK6gPI/TYWN2SW1TjI/AAAAAAAACtg/sbSjKkmP_ZQ/s1600/_MG_1031_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="https://lh4.googleusercontent.com/-Un63lYK6gPI/TYWN2SW1TjI/AAAAAAAACtg/sbSjKkmP_ZQ/s640/_MG_1031_LowRes.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dziwna plaża&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-2229061682844697530?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/2229061682844697530/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/backpackersi-w-greymouth.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/2229061682844697530'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/2229061682844697530'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/backpackersi-w-greymouth.html' title='Backpackersi w Greymouth'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-EUnTaVlDplg/TYWNlkbRUgI/AAAAAAAACtc/7wUruAr27MQ/s72-c/L1050817_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-9010713607128615764</id><published>2011-03-10T10:10:00.000+01:00</published><updated>2012-01-23T09:14:48.773+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Canterbury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cave Stream'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jaskinia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Cave Stream - Grotołażenie</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div id="gt-form-c"&gt;Potrzebna będzie czołówka lub latarka, kask (od biedy może być rowerowy), ciepła odzież syntetyczna (bielizna termoaktywna jest OK), oraz determinacja i gotowość zamoczenia się aż po pas w wodzie (jeśli mierzy się 165cm wzrostu). No i jeszcze wygodne buty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-ALaOolXsvUs/TYWO-6jBiBI/AAAAAAAACtk/3QfLx4VVUt4/s1600/IMG_2665_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="https://lh6.googleusercontent.com/-ALaOolXsvUs/TYWO-6jBiBI/AAAAAAAACtk/3QfLx4VVUt4/s640/IMG_2665_LowRes.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div id="gt-res-c"&gt;&lt;div id="gt-res-p"&gt;&lt;div id="gt-res-data"&gt;&lt;div id="gt-res-content"&gt;&lt;div dir="ltr"&gt;594-metrowa jaskinia w&amp;nbsp;Cave&amp;nbsp;Stream&amp;nbsp;Scenic&amp;nbsp;Reserve położona jest ok 90 km na północny zachód od Christchurch. Bardzo łatwa w eksploracji, co zwiększa jej popularność wśród atrakcji turystycznych regionu Canterbury. Fakt, że miejsce to jest wyraźnie oznaczone, szczegółowo opisane nie tylko w przewodnikach, ale i na samym parkingu. Nie sposób go też ominąć, bo znajduje się tuż przy trasie na Zachodnie Wybrzeże, prowadzącej przez Arthur's Pass.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-aNaYSGYtE-E/TYWPG8Vc53I/AAAAAAAACto/ZCat36upWps/s1600/L1050774_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="https://lh5.googleusercontent.com/-aNaYSGYtE-E/TYWPG8Vc53I/AAAAAAAACto/ZCat36upWps/s640/L1050774_LowRes.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr"&gt;Nie trzeba mieć umiejętności i doświadczenia grotołaza. Jak nazwa wskazuje (cave - jaskinia, stream-strumień), przez jaskinię przepływa strumień, gdzieniegdzie rozciągający się na całą szerokość dna, więc praktycznie całą trasę pokonuje się brodząc po kolana (miejscami wyżej, brrr) w wodzie - lodowatej wodzie. Bajeczne formy, okapy, niecki, maleńkie komnaty, i progi z rwącym strumieniem - tego należy się spodziewać. Zwieńczeniem trasy jest krótka wspinaczka po klamrach i przeczołganie się po półce znajdującej się nad przepaścią, a w dole spieniona woda. Wypad do Cave Stream to początek naszej małej rundy po Wyspie Południowej w ramach ucieczki z opustoszałego i zniszczonego Christchurch, tuż po trzęsieniu ziemi.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-9010713607128615764?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/9010713607128615764/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/cave-stream-grotoazenie.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/9010713607128615764'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/9010713607128615764'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/cave-stream-grotoazenie.html' title='Cave Stream - Grotołażenie'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-ALaOolXsvUs/TYWO-6jBiBI/AAAAAAAACtk/3QfLx4VVUt4/s72-c/IMG_2665_LowRes.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-951286526588126286</id><published>2011-03-01T12:33:00.000+01:00</published><updated>2012-01-23T09:16:32.957+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Canterbury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Christchurch'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trzęsienie ziemi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Powrót do Christchurch</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Stowarzyszenie kolonizatorów "Canterbury Association" z Johnem Robertem Godley'em na czele nie miało pojęcia jak bardzo pechową lokalizację wybrano dla stolicy prowincji. Christchurch znajduje się bowiem między dwoma aktywnymi sejsmicznie uskokami - na zachodzie i wschodzie miasta. Ruchy tektoniczne w ich obrębie spowodowały ostatnie wstrząsy. Wracając jeszcze do Johna Godley'a... Rozbierając zniszczony pomnik ku pamięci założyciela miasta, znaleziono zagadkowe dokumenty ukryte w tubie oraz list w butelce. My natomiast znaleźliśmy nasze mieszkanie opatrzone etykietą stwierdzającą możliwość zamieszkania, kilka nowych pęknięć na ścianie i odłupaną farbę przy schodach. Rozmieszczenie potłuczonych naczyń i zniszczonego wyposażenia nie uległo zmianie ku naszemu niezadowoleniu. Ekipa sprzątająca pojawiła się dopiero dzisiaj i jeszcze nie dotarła do naszego segmentu, zatem część prac porządkowych wykonaliśmy sami. Mamy jednak wodę w kranie, Internet, prąd oraz wodę pitną&amp;nbsp; w baniakach. Teoretycznie niczego nie brakuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Aby dostać się do dzielnicy, gdzie znajduje się nasze osiedle, należy okazać dowód tożsamości. Bezpieczeństwa na posterunku strzeże dwóch sympatycznych żołnierzy oraz miejscowy kloszard, który stwierdził, że dobrze nam z oczu patrzy, zatem można nas wpuścić. Sąsiedztwo opustoszało, nie wszyscy wrócili jeszcze do  domów. Nie słychać hałaśliwych sąsiadów, którzy mieli w zwyczaju  podjeżdżać na parking autami z rozkręconą do oporu muzyką. Trochę mi tego brakuje. Nie słychać też przechodniów. Ta nienaturalna cisza wzmaga nastrój niepokoju.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-1EOdTuJmCic/TYWQ4Mh8wyI/AAAAAAAACts/mHhFKPp5nOk/s1600/L1050872_LR.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="https://lh6.googleusercontent.com/-1EOdTuJmCic/TYWQ4Mh8wyI/AAAAAAAACts/mHhFKPp5nOk/s640/L1050872_LR.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;W niektórych domach wciąż brakuje wody&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Nadal źle się czuję podczas wstrząsów wtórnych. Myślałam, że zdołam&amp;nbsp; przywyknąć. Według statystyk conajmniej jednego wstrząsu należy spodziewać się codziennie (są to wstrząsy odczuwalne o sile 4.0 - 4.9). Ja zaobserwowałam ich 3, a w Christchurch przebywam od 6 godzin. Niestety dźwięk drżącej rolety w oknie wywołuje złe wspomnienie sprzed tygodnia. W takich momentach mam ochotę wracać do domu. Zawsze byłam osobą bojaźliwą, ale teraz wiem, że moje fobie są nieuzasadnione. Wszystko czego bałam się do tej pory (począwszy od pająków, skończywszy na burzy) to małe miki w porównaniu z siłami, które obalają budynki i grzebią setki osób w ciągu kilkunastu sekund.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-951286526588126286?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/951286526588126286/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/powrot-do-christchurch.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/951286526588126286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/951286526588126286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/03/powrot-do-christchurch.html' title='Powrót do Christchurch'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-1EOdTuJmCic/TYWQ4Mh8wyI/AAAAAAAACts/mHhFKPp5nOk/s72-c/L1050872_LR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-3961555443750826942</id><published>2011-02-23T22:21:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T09:15:22.319+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Canterbury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Christchurch'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trzęsienie ziemi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Wstrząsy wtórne</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Jeśli masz coś zrobić jutro, zrób to dzisiaj, bo jutro możesz nie mieć okazji. Bardzo żałuję, że nie zrobiłam zdjęć katedry przed trzęsieniem. Teraz jest w połowie zrujnowana. Centrum Christchurch praktycznie nie istnieje. To jedno wielkie gruzowisko. Kolorowy zabytkowy tramwaj nie wyjedzie na ulice. Myślałam, że mam 2 miesiące. Jeszcze zdążę tam pójść, jeszcze mam czas żeby przeczesać miasto w poszukiwaniu malowniczych kadrów. Nie zdążyłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstrząsy wtórne wciąż nas tu niepokoją. Jeden - na tyle silny by obudzić nas w nocy. Kolejne rano, gdy piszę tego posta. W ciągu 24h od głównego wstrząsu zarejestrowano ich 65. Śpię w ubraniu, żeby w każdej chwili móc wybiec z budynku. Pod ręką mam paszport i dokumenty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej chwili ekipy ratownicze nie spodziewają się odnaleźć żywych. Liczba ofiar wzrosła do 71, wciąż około 300 osób uznano za zagninione. Nasze mieszkanie nadal znajduje się w strefie zakazu wstępu. Wiem, że rozpoczęto inspekcję, więc może niedługo dowiemy się czy możemy wrócić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-nQDz3Mo_fIM/TYWTGoTnc9I/AAAAAAAACuE/Gv9ADf2PHqs/s1600/L1050760.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="https://lh3.googleusercontent.com/-nQDz3Mo_fIM/TYWTGoTnc9I/AAAAAAAACuE/Gv9ADf2PHqs/s640/L1050760.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Każdy dom w pomarańczowej strefie jest opatrzony taką etykietą&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-3961555443750826942?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/3961555443750826942/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/wstrzasy-wtorne.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/3961555443750826942'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/3961555443750826942'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/wstrzasy-wtorne.html' title='Wstrząsy wtórne'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-nQDz3Mo_fIM/TYWTGoTnc9I/AAAAAAAACuE/Gv9ADf2PHqs/s72-c/L1050760.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-1756331017289822246</id><published>2011-02-23T00:45:00.002+01:00</published><updated>2011-12-30T13:29:51.240+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Canterbury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Christchurch'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trzęsienie ziemi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Trzęsienie ziemi w Christchurch</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Wiedziałam,&amp;nbsp; że Nowa Zelandia leży w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pacyficzny_pier%C5%9Bcie%C5%84_ognia"&gt;Pacyficznym Pierśnieniu Ognia&lt;/a&gt; - strefie częstych trzęsień ziemi. Widziałam też skutki katastrofy z września ubiegłego roku - w centrum miasta wciąż stały puste budynki do rozbiórki. Nie spodziewałam się jednak, że kolejne wstrząsy nastąpią w tak krótkim czasie. Jakoś nie dopuszczałam do świadomości faktu, że coś takiego może się wydarzyć ponownie podczas mojego pobytu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasze mieszkanie znajduje się ok. 300 m od centrum - terenu najbardziej dotkniętego przez katastrofę. Wyobraź sobie, że siedzisz na łóżku, zrelaksowany/a kiedy i nagle ktoś chce wyciągnąć spod Ciebie to łóżko. Następnie z półek spadają przedmioty, tłucze się szkło, a kuchenka mikrofalowa omal nie przygniata Cię, kiedy w panice miotasz się po pokoju. Chwilę potem przewraca się szafa, a z dołu dobiegają dźwięki ogólnej demolki. Ktoś za oknem krzyczy. Trwa to wszystko może 15 - 30 s. ale nie wiesz tak naprawdę, bo czas płynie inaczej, gdy TO się dzieje. Roztrzęsiona  schodzę na dół. Salon wygląda jak po przejściu tornado albo wizycie bardzo niefrasobliwych gości. Lodówka w kuchni wyjechała na środek, z szafek wysunęły się szuflady, ale żadnych walących się sufitów, wypadających okien, szkła... Niestety brak zasilania i dostępu do Internetu, Łukasz zostawił telefon w domu. Mogłam tylko uspokajać się w myślach, że budynek uniwersystetu jest solidny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybiegam z domu i widzę chmurę pyłu wznoszącą się nad miastem. Syreny i śmigłowce gaszące pożar. Na ulicy korek. Tłumy ludzi wracających do domu. Wieści o tym co się dzieje gromadzę wypytując przechodniów, nie były wesołe. Całe centrum runęło. Zniszczenia są poważniejsze niż po wrześniowym trzęsieniu, mimo że było słabsze, to epicentrum zlokalizowano na mniejszej głębokości, na skutek czego odczuwanie było dwukrotnie silniejsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na Łukasza czekam 5 godzin. Azjatycka rodzina z naprzeciwka przygarnia mnie na swoją część chodnika, abym nie siedziała sama. Ponowny silny wstrząs przeczekuję już na zewnątrz, z innymi. To niesamowite, jak obcy ludzie potrafią wspierać się nawzajem w takich momentach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łukasza odnajduję, wracając do domu, obładowanego plecakami. Omal nie minęliśmy się, gdyż skierowano mnie do punktu pomocy. Ja jednak rezygnuję i wracam. Zabieramy najcenniejsze i najpotrzebniejsze rzeczy z budynku. Śpiwory, woda i coś do jedzenia. Niestety musieliśmy opuścić budynek, gdyż władze zarządziły ewakuację. Łukasz zostawił samochód daleko od domu, gdyż większość ulic jest po prostu nieprzejezdna. Po drodze do auta udaje nam się zrobić kilka zdjęć. Przekraczałam szczeliny w asfalcie, ziejące dziury. Trudno było uwierzyć że to się dzięje naprawdę. Szczęśliwie udało nam się znaleźć nocleg w motelu. Wstrząsy wtórne dały się jeszcze odczuć niemal całą noc.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-ygyqjmfgdu0/TYPIUA1wG8I/AAAAAAAACsI/k1pKE8y7MBg/s1600/_MG_0972_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="https://lh4.googleusercontent.com/-ygyqjmfgdu0/TYPIUA1wG8I/AAAAAAAACsI/k1pKE8y7MBg/s640/_MG_0972_LowRes.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W tej chwili czekamy na instrukcje od firmy wynajmującej mieszkanie. Centrum wciąż zamknięte. Jak do tej pory wiemy o 39 ofiarach śmiertelnych. Pod gruzami wciąż uwięzieni są ludzie. Wojsko powinno ocenić czy nasz budynek nadaje się do mieszkania, jednak nie sądzę, by ktoś się tym zajął, dopóki wciąż trwa akcja ratunkowa. Czekamy. Tyle tylko możemy teraz zrobić. No i cieszyć się, że wyszliśmy z tego cało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-5DupOXVS0yQ/TYPIXvNcukI/AAAAAAAACsM/BB22maQ1nE0/s1600/_MG_0976_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="https://lh6.googleusercontent.com/-5DupOXVS0yQ/TYPIXvNcukI/AAAAAAAACsM/BB22maQ1nE0/s640/_MG_0976_LowRes.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-PQDjH95ibC4/TYPIZ5G2UXI/AAAAAAAACsQ/PWg60hpJI9c/s1600/_MG_0980_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="https://lh5.googleusercontent.com/-PQDjH95ibC4/TYPIZ5G2UXI/AAAAAAAACsQ/PWg60hpJI9c/s640/_MG_0980_LowRes.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-aqObG6oJ5a0/TYPIbFXzP0I/AAAAAAAACsU/eSTtDN-08W0/s1600/_MG_0985_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="https://lh3.googleusercontent.com/-aqObG6oJ5a0/TYPIbFXzP0I/AAAAAAAACsU/eSTtDN-08W0/s640/_MG_0985_LowRes.jpg" width="424" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Aktualizacja z dnia 16 października 2011:&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Ostatecznie wiadomo, że zginęło 181 osób, w tym 100 osób zakończyło swoje życie w budynku lokalnej telewizji. Średnio raz w miesiącu okolice Christchurch nawiedzają wstrząsy wtórne o sile większej niż 5 stopni w skali Richtera (najsilniejszy 13 czerwca). Rekompensaty za szkody wyrządzone przez żywioł liczy się w bilionach nowozelandzkich dolarów.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-1756331017289822246?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/1756331017289822246/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/trzesienie-ziemi-w-christchurch.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1756331017289822246'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1756331017289822246'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/trzesienie-ziemi-w-christchurch.html' title='Trzęsienie ziemi w Christchurch'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-ygyqjmfgdu0/TYPIUA1wG8I/AAAAAAAACsI/k1pKE8y7MBg/s72-c/_MG_0972_LowRes.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-3942889577652083502</id><published>2011-02-21T11:39:00.002+01:00</published><updated>2011-09-19T15:10:37.483+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Arthur&apos;s Pass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biwak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Waimakariri River Valley'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Crow Glacier'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alpy Południowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Przedsięwzięto ekspedycję</title><content type='html'>Zielona, dzika, górzysta. Taką Nową Zelandię znam z filmów popularno-naukowych, czy też z publikacji podróżniczych, blogów i portali o podobnej tematyce. I taka jest w istocie. Dzika, ponieważ wytyczanie szlaków turystycznych ograniczono do minimum. Szlaki oznaczone to zazwyczaj ścieżki spacerowe, z pewnymi wyjątkami. Górzysta (piszę o Wyspie Południowej), gdyż wzdłuż zachodniego krańca wyspy rozciąga się łańcuch Alp Południowych, a tereny o wysokości powyżej 200 m n.p.m. stanowią 75% powierzchni. Tym razem to właśnie góry (te wyższe) stały się celem naszej weekendowej wyprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;﻿﻿ &lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-eWKK7Rf_7Ys/TYPLQqEnE3I/AAAAAAAACsY/OoAmz-5oPT4/s1600/_MG_0935_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="https://lh5.googleusercontent.com/-eWKK7Rf_7Ys/TYPLQqEnE3I/AAAAAAAACsY/OoAmz-5oPT4/s400/_MG_0935_LowRes.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dolina Waimakariri&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;﻿﻿ &lt;br /&gt;Przesmyk Artura (&lt;i&gt;Arthur's Pass&lt;/i&gt;) przecina Alpy Południowe łącząc wschodnią i zachodnią część wyspy. Znajduje się tutaj park narodowy, a na jego terenie wiele oznaczonych bądź &amp;nbsp;nieoznaczonych szlaków turystycznych. Wybieramy dwudniowy, częściowo oznaczony szlak na &lt;i&gt;Avalanche Peak&lt;/i&gt;, zejście do doliny &lt;i&gt;Crow Valley&lt;/i&gt;, nocleg w pobliżu chatki &lt;i&gt;Crow Hut, &lt;/i&gt;oraz powrót doliną &lt;i&gt;Waimakariri Valley &lt;/i&gt;&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Christchurch wyruszamy jeszcze w piątek, późnym popołudniem. Mamy już własny samochód. Staruszek Mitsubishi Galant, rocznik '94, żre olej, kopci, piszczy pasek klinowy, ale jakoś pnie się pod górę serpentynami West Coast Road, która biegnie przez Przesmyk Artura. Wieczorem docieramy na miejsce pierwszego noclegu. Rozbijamy namiot na niewielkiej polance tuż pod drzewami. Wieczorna herbatka, wschód księżyca w pełni i... tajemniczy szelest w koronie drzewa, niemal nad naszymi głowami. Oposy. Na Nowej Zelandii nie mają naturalnych wrogów, więc się ich tu namnożyło. Najwyraźniej na jedno drzewo przypada jeden opos, gdyż co chwila słychać odgłosy walki, trzask gałęzi oraz miękkie "łup" - to tylko kolejny futrzak pacnął na ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-Ld-kBCb76S8/TYPLj5rGBnI/AAAAAAAACsc/Hc6ipTXatmQ/s1600/_MG_0852_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="https://lh5.googleusercontent.com/-Ld-kBCb76S8/TYPLj5rGBnI/AAAAAAAACsc/Hc6ipTXatmQ/s400/_MG_0852_LowRes.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Papuga Kea na szczycie Avalanche Peak&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia rano Łukasz przyrządza ciepłe śniadanie i ruszamy do &lt;i&gt;Arthur's Pass Village &lt;/i&gt;gdzie zaczyna się nasza wędrówka. Droga na szczyt choć męcząca, nie jest trudna. Początkowo kojarzy nam się z Bieszczadami, wyżej nie uniknę też porównań do Tatr. Jest weekend, więc na szczycie tłoczno. Naszą uwagę przyciąga lodowiec&lt;i&gt; Crow Glacier &lt;/i&gt;oraz Kea - endemiczny gatunek papugi, bodajże jedyny na świecie zamieszkujący wyższe piętra roślinności gór wysokich. Warto zaznaczyć, że ptak ten charakteryzuje się niebywałą inteligencją i sprytem. Ulubiony psikus Kea to zabawa w "kto kogo przechytrzy" - polega na na odwróceniu uwagi naiwnej ofiary (na ogół turysty) i zabraniu czego się da - od suszących się skarpet po lżejszy sprzęt fotograficzny; torby, torebki i torebeczki pozostawione "luzem" to wręcz prowokacja. Z tego względu Kea w żadnym wypadku nie można dokarmiać (to tak jakby płynąć kajakiem w zatoce pełnej rekinów i przyczepić do miecza kawałek padliny). Jeszcze inne brzydkie zachowanie, które wykształciło w sobie to zwierzę to wydziobywanie uszczelek z szyb samochodowych. Kto by pomyślał... Należy jeszcze wspomnieć, że Kea, jak wiele innych endemitów, bierze swoją nazwę z języka maoryskiego i jest niczym innym jak tylko wyrazem naśladującym dźwięk jaki wydają te stworzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybko mijamy turystów (naturalnie dokarmiających Kea) i schodzimy ku dolinie. Zejście (a raczej ślizg) ciągnie się ogromnym piargiem. Kamienie uciekają spod nóg powodując małe lawiny, więc jedziemy na butach razem z kamieniami. Obtłuczone palce u nóg, posiniaczone nogi oraz totalnie zakurzone spodnie to jedyne straty poniesione podczas tego dziwacznego zejścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nad doliną góruje Mt Rolleston z pięknie odsłoniętym lodowcem Crow Glacier, który wcześniej widzieliśmy ze szczytu. Mijamy pękającą w szwach chatkę - w końcu sezon letni zobowiązuje. Dziwi mnie średnia wieku wędrowców (na oko 50). Łukasz uzasadnia to stopniem trudności szlaku, ja bym powiedziała, że ludzie mają kondycję. Rozbijamy namiot na maleńkim skrawku mchu i trawy z dala od zatłoczonej chatki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;﻿ &lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-QivkMvGKOL0/TYPMgEpRL6I/AAAAAAAACsg/-zMXWtcvG0Q/s1600/_MG_0877_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="https://lh5.googleusercontent.com/-QivkMvGKOL0/TYPMgEpRL6I/AAAAAAAACsg/-zMXWtcvG0Q/s400/_MG_0877_LowRes.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Biwak w Crow Valley&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;﻿ &lt;br /&gt;Następnego dnia czeka nas przeprawa przez rzekę &lt;i&gt;Waimakariri&lt;/i&gt;. Najpierw jednak kontynuujemy wędrówkę na odcinku ciągnącym się wzdłuż malowniczej doliny &lt;i&gt;Crow River&lt;/i&gt;, która z kolei łączy się z doliną &lt;i&gt;Waimakariri River. &lt;/i&gt;Sceneria niczym z reklamy czekolady - potok, góry na tle bezchmurnego nieba, łąki upstrzone delikatnym kwieciem. Znowu na siłę szukamy podobieństw do Tatr, jednak w tym miejscu możemy wskazać już tylko różnice. Pomijając walory przyrodnicze, Alpom Południowym zdecydowanie brakuje Baru Kurczak, schroniska Murowaniec, oraz zimnego piwa z sokiem malinowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-gqc92VAzu0s/TYPM2JoIFqI/AAAAAAAACsk/W1jPbNXrhfQ/s1600/_MG_0949_LowRes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="https://lh4.googleusercontent.com/-gqc92VAzu0s/TYPM2JoIFqI/AAAAAAAACsk/W1jPbNXrhfQ/s400/_MG_0949_LowRes.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dolina Waimakariri&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Docieramy do parkingu dzięki uprzejmości Kiwi (tak potocznie nazywa się mieszkańców Nowej Zelandii), którzy zgarniają nas z miejsca, gdzie pieszy szlak łączy się z drogą wiodącą ku wiosce. Dopiero w aucie potwierdzają się moje obawy. Otóż z roztargnienia zamiast kremu z filtrem UV zabieram zwykły krem. Jaki jest rezultat? Dla dobra mojego i waszego zdjęć nie pokażę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-3942889577652083502?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/3942889577652083502/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/przedsiewzieto-ekspedycje.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/3942889577652083502'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/3942889577652083502'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/przedsiewzieto-ekspedycje.html' title='Przedsięwzięto ekspedycję'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-eWKK7Rf_7Ys/TYPLQqEnE3I/AAAAAAAACsY/OoAmz-5oPT4/s72-c/_MG_0935_LowRes.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Arthur&amp;#39;s Pass, Nowa Zelandia</georss:featurename><georss:point>-43.0278403 171.6474198</georss:point><georss:box>-43.3992918 171.0157058 -42.6563888 172.27913379999998</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-1628736126221314858</id><published>2011-02-14T09:55:00.002+01:00</published><updated>2011-09-03T23:26:42.874+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Canterbury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Brighton'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='morze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ocean Spokojny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pacyfik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Christchurch'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plaża'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zatoka Pegaza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>W Zatoce Pegaza</title><content type='html'>Pierwszy weekend na Nowej Zelandii upłynął spokojnie. Stopniowo oswajam się ze zmianą strefy czasowej (tzw. &lt;em&gt;jet lag syndrome&lt;/em&gt;). Męczącą podróż odsypiam między wydmami na jednej z miejskich plaż w Zatoce Pegaza. Wybieramy tę najbardziej "dziką", jednocześnie położoną w zasięgu komunikacji miejskiej - South New Brighton.&lt;br /&gt;(Zobacz mapę tutaj:&amp;nbsp;&lt;a href="http://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF8&amp;amp;hl=pl&amp;amp;t=h&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=214250822964452361039.00049c38e0f9375ea9748&amp;amp;ll=-43.532372,172.76413&amp;amp;spn=0.074422,0.102997&amp;amp;z=12&amp;amp;source=embed" style="color: blue; text-align: left;"&gt;Zatoka Pegaza&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-I4Y9-J8NNVA/TYWVRbr6yjI/AAAAAAAACuI/t5_YZPd7d3E/s1600/003.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="https://lh5.googleusercontent.com/-I4Y9-J8NNVA/TYWVRbr6yjI/AAAAAAAACuI/t5_YZPd7d3E/s320/003.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Punktem charakterystycznym dla New Brighton jest duże molo, które kojarzy mi się z Sopotem. Na parkingu przy plaży mijamy osobliwy pojazd - zapewne własność backpackersów, o których jeszcze kiedyś napiszę, bo to temat na oddzielny post.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-P6AqvBe4r9o/TYWVoxRnzCI/AAAAAAAACuQ/1MnclTDiMLg/s1600/001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="https://lh4.googleusercontent.com/-P6AqvBe4r9o/TYWVoxRnzCI/AAAAAAAACuQ/1MnclTDiMLg/s320/001.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Plaża w New Brighton położona jest wzdłuż rozciągniętego na południe cypla, co czyni ją miejscem idealnym na długie spacery, ale nie tylko. Każdy znajdzie coś dla siebie, a do wyboru jest między innymi: surfing, kite-surfing oraz buggying, czyli odmiana żeglarstwa lądowego. Przyznam, że po raz pierwszy spotkałam się z tym sportem. Człowiek siedzi w lekkim, trzykołowym wózku przymocowanym do latawca, podobnie jak w kite-surfingu. Amatorzy buggyingu pojawiają się późnym popołudniem, w porze odpływu. Dla tych, którzy nie są koneserami sportów ekstremalnych pozostają spacery z psem (o ile ma się psa), skakanie po falach zimnego oceanu, oraz eksplorowanie tego, co na brzeg wyrzuciła woda, a jest tego sporo. Gigantyczne brunatnice wyglądają jak martwe stwory z obcej planety. Świeżo wyrzucone okazy skolonizowane przez skorupiaki stanowią punkty pożywiania się mew - świeże owoce morza dostępne na wyciągnięcie dzioba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-GCHAGzWksWk/TYWVmQOPqdI/AAAAAAAACuM/BMMelId93xk/s1600/L1050749.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="https://lh6.googleusercontent.com/-GCHAGzWksWk/TYWVmQOPqdI/AAAAAAAACuM/BMMelId93xk/s400/L1050749.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dzień kończymy kolacją (fish and chips!!!, pycha!) w parku położonym na obrzeżach centrum miasta. Młodzi ludzie zbierają się tu na tani before party, kilka metrów za nami włóczęga albo backpackers (czasami trudno ich rozróżnić) drzemie pod kocem, zaś na sąsiedniej ławce pewien młodzian otoczony wianuszkiem dziewcząt przygrywa na gitarze. Takim obrazkiem żegna mnie Christchurch tego sobotniego wieczoru.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-1628736126221314858?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/1628736126221314858/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/w-zatoce-pegaza.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1628736126221314858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/1628736126221314858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/w-zatoce-pegaza.html' title='W Zatoce Pegaza'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-I4Y9-J8NNVA/TYWVRbr6yjI/AAAAAAAACuI/t5_YZPd7d3E/s72-c/003.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-4532413660953402176</id><published>2011-02-11T13:17:00.000+01:00</published><updated>2012-01-23T09:16:05.771+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Zealand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Zelandia'/><title type='text'>Wniebowzięta</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Jest taki film Kondratiuka - "Wniebowzięci". To kultowe kino z lat 70-tych, kiedy podróż samolotem kojarzyła się z luksusem. Dzisiaj, w dobie tanich linii lotniczych ta forma transportu nie budzi już wielkich emocji, zwłaszcza jeśli jest się emigrantem, tak jak ja. A jednak perspektywa spędzenia ponad 48 h w podróży wzbudzała u mnie niepokój już od momentu rezerwacji biletu. Przeczucie czy wrodzona zdolność do wyolbrzymiania problemów? Okazało się, że to pierwsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Etap I - Kopenhaga - Londyn&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze schody zaczynają się już w Kopenhadze. Okazuje się, że potrzebuję wizy tranzytowej do Australii (skąd lecę do Christchurch), gdyż czas oczekiwania w Melbeurne przekracza 8h. Niestety szybka procedura wyrobienia wizy w pukcie sprzedażowo-informacyjnym na lotnisku nie jest możliwa w przypadku obywateli Polski. Na szczęście trafiam na sprytnego konsultanta i pół godziny później wysyłamy elektroniczny wniosek do australijskiej ambasady. Żadne z nas nie wie jeszcze wtedy, że mail z potwierdzeniem przyjęcia wniosku przyjdzie 3 dni później, a procedura zatwierdzenia wizy trwa 2-10 dni; dlatego czekamy na odpowiedź przez co nie załapuję się na lot do Londynu (skąd łapię samolot do Melbeurne). Nawet jest mi to na rękę, gdyż przebukowany lot jest bezpośrednio do Heathrow (a nie tak jak wcześniej do City Airport), zatem nie muszę zmieniać lotniska. Super, ale czas mija, a ja nie mogę lecieć, jeśli sytuacja z wizą się nie wyklaruje. Przepisy udaje się w końcu ominąć rezerwując bilet (nie kupuję, to istotne) na wcześniejszy lot z Melbeurne do Christchurch, dzięki czemu nie muszę czekać ponad 11h. W ostatniej chwili robię check-in, dostaję 3 karty pokładowe - Londyn, Singapur, Melbeurne , Christchurch muszę załatwić po drodze, ale mam potwierdzenie rezerwacji. Jak burza przechodzę odprawę i gnam do bramki. Pośpiech okazuje zbyteczny, gdyż lot opóźnia się o ponad godzinę! Najpierw coś nie działa, więc "resetują" samolot, potem psuje się narzędzie do naprawy. Następnie już w&amp;nbsp; Heathrow psuje się rękaw i musimy opuścić samolot w tradycyjny sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Etap &lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;II- Londyn - Melbeurne&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie muszę pisać, że Heathrow to jedno z największych lotnisk na świecie, prawda? Okazuje się, że punkt obsługi linii Air New Zealand, gdzie zamierzam kupić brakujący bilet, jest na terminalu oddalonym o pół godziny, jadąc autobusami i pociągami. Po drodze kilka razy trzeba przebijać się przez security gate, nie mówiąc już o czasie przeprowadzenia samej transakcji i kolejkach. Mam wydrukowane karty pokładowe, więc olewam bilet do Christchurch, bo nie mogę spóźnić się na lot. Wsiadam do dwupiętrowego kolosa i spędzam w nim najpierw 12 h w drodze do Singapuru. Międzylądowanie to okazja do rozprostowania zesztywniałych kolan. Przy okazji sprawdzam czy nowa rezerwacja lotu z Melbeurne jest nadal aktywna i nieco uspokojona wracam na pokład. Lecimy do Melbeurne około 8h. Standard obsługi, wygodne wnętrze oraz bogady wybór filmów rekompensują długość lotu. Sielanka! Na pokładzie zaczynam czuć się niemal jak w hotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Etap III - Melberune - Christchuch&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze na pokładzie pytam się stewardessy o wsazówki odnośnie kupna biletu do Christchurch. Sytuacja nie jest prosta, bo bagaż, który początkowo miałam odebrać na Nowej Zelandii leci teraz&amp;nbsp; do Melbeurne. Nie mam wszak elektronicznego biletu (tylko rezerwację), stąd operacja przekazania bagażu dalej do Christchurch nie jest zautomatyzowana. Muszę przejść odprawę by dostać się do hali głównej lotniska, odebrać bagaż, kupić bilet i ponownie zrobić check-in. Procedura skomplikowana i od początku budzi moje podejżenia. Po pierwsze, mało czasu bo lot był opóźniony ze względu na warunki pogodowe w Singapurze. Po drugie - nie przejdę odprawy celnej, skoro formalnie mam rezerwację na kolejny lot i nie potrzebuję wizy. Celnik potwierdza moje obawy. Cofa mnie do punktu transferowego, który okazuje się po prostu halą odlotów. A co z bagażem? Nie ma żadnego punktu informacyjnego, same sklepy. W panice dopadam kobietę z obsługi lotów, która nie potrafi mi pomóc. W tak zwanym międzyczasie słyszę moje kalecznie wyczytywane nazwisko i wezwanie by zgłosić się po odbiór biletu do Christchurch już bezpośrednio do bramki odlotu. Jakiego biletu? Przecież go nie kupiłam, nie sądzę też bym mogła to zrobić przy bramce. Facet z Kopenhagi podkreślał kilka razy, że bilet "is booked, not ticketed". Ale z drugiej strony moja rezerwacja figuruje w historii lotu na stronie British Airways, które obsługiwały połącznie. Wygląda to tak, jakby lot liniami Air New Zealand do Christchurch miał zastąpić mój późniejszy lot Quantasem (ten z 11 godzinną przesiadką) i tak też interpretuje całą sytuację obsługa w Melberune. Nic nie wspominam o instrukcjach miłego pana z Kopenhagi, bo sama już nie wiem czy bilet jest przebukowany czy figuruje jako dodatkowa rezerwacja. Sympatyczna Christie dwoi się i troi bym wsiadła na pokład samolotu, a czas ucieka. Kończy się boarding, wszyscy wsiadają, a ja nadal czekam przy bramce. Christie angażuje jeszcze 3 osoby w całą zabawę. Ostatecznie lot opóźnia się przeze mnie, pięć osób biega z krótkofalówkami i wykrzykuje tajemniczke hasła, coś wyjaśnia. W pierwszej kolejności mój bagaż zostaje przechwycony ale nie zdążą go nadać do tego samego lotu. Ostatecznie, ktoś wpada na genialny pomysł, w rezultacie czego dostaję bilet i eskortę na pokład samolotu. Stewardessa ze spokojem i uśmiechem wita mnie słowami "czekaliśmy na ciebie, gdzie się podziewałaś" ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując moją ostatnią przygodę z lataniem muszę przyznać, że miałam więcej szczęścia niż rozumu. Moja niewiedza na temat warunków wizowych przyczyniła się do zmiany lotów na moją korzyść. Uniknęłam stresującej zmiany lotnisk w Londynie oraz 11-godzinnego koczowania w Melberune. Dodatkowo mój bagaż dostarczono z opóźnieniem, zatem w ramach ubezpieczniea zakupiłam uroczą sukienkę w niebieskie kwiatki - to będzie pamiątka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ile stresu mnie to kosztowało? Dużo, jednak w głębi duszy wiedziałam, że kiedyś w końcu dolecę, a kilka dni później będę wspominać całe to zamieszanie z rozbawieniem. Dostałam też nauczkę, by uważniej czytać wskazówki z firm rezerwujących połączenia, nawet jeśli zostały napisane w duńskim :-)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-4532413660953402176?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/4532413660953402176/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/wniebowzieta.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/4532413660953402176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/4532413660953402176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/wniebowzieta.html' title='Wniebowzięta'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3112011964818281874.post-9093434318035851875</id><published>2011-02-08T13:20:00.001+01:00</published><updated>2011-03-23T05:21:53.967+01:00</updated><title type='text'>Sprzedaj lodówkę i jedź</title><content type='html'>Tak napisał W.C. I taka jest prawda, że czasami barierą, która dzieli nas od przygody nie są koszty podróży, lecz my sami. Znam ludzi, którzy wyruszali w podróż z biletem w jedną stronę, spali u przypadkowych ludzi, a popularnym środkiem transportu był autostop. Ja do takich nie należę - z wygody i tchórzostwa.  Lodówki też  nie sprzedaję, choć chętnie bym się jej pozbyła. Zamykam dom na klucz i lecę na drugi koniec Ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim to jednak nastąpi są trzy rzeczy mieszczące się w moim schemacie przygotowań do wyjazdu:  planowanie, pakowanie i pożegnania. To pierwsze jest najprzyjemniejsze - szukanie informacji, odkrywanie ciekawostek, śledzenie blogów, które często czyta się jak dobrą książkę (polecam &lt;a href="http://www.geoblog.pl/"&gt;geoblog&lt;/a&gt;) i znaleźć tam można informacje niedostępne w przewodnikach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pakowania nie cierpię. Walizka niczym wybebeszony wieloryb i sterta rzeczy, które "koniecznie" trzeba zabrać, bo na pewno się przydadzą. Mistrzem pakowania jest Łukasz, który na godzinę przed przyjazdem taksówki potrafi ogarnąć najpotrzebniejsze rzeczy i jeszcze zmieścić je do podręcznego plecaka. Myślę, że idealnym rozwiązaniem byłyby ubrania liofilizowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pożegnania. W dobie Internetu i w obliczu błyskawicznie rozwijających się technologii łączności trudno mówić o pożegnaniach. Czasami mam wrażenie, że moje pokolenie jest bardziej aktywne on-line niż off-line a o życiu niektórych dowiaduję się najpierw na facebooku, potem osobiście. Dlatego nie żegnam się z nikim. Dlatego piszę tego bloga. Do następnego wpisu!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3112011964818281874-9093434318035851875?l=www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/feeds/9093434318035851875/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/sprzedaj-lodowke-i-jedz.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/9093434318035851875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3112011964818281874/posts/default/9093434318035851875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2011/02/sprzedaj-lodowke-i-jedz.html' title='Sprzedaj lodówkę i jedź'/><author><name>Patrycja Sklodowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-82cEAEyRn6E/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAADIQ/Y77SwmZvZwE/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
